o mnie

  • '07 r. (BS) - 16550.77 km
  • off-road - 3682.30 km 22.25%
  • czas jazdy - 40d 18h 23m
  • avg. - 16.92 km/h
  • od'94-09.14 - 30.120 km
  • moje pełne statystyki

  • Rowerowe Kielce



  • baton rowerowy bikestats.pl


    Moje skromne rekordy (max):
    rocznie - 3.601 km ('12)
    miesięcznie - 558 km (VIII'12)
    dziennie - 161 km ('01)
    Vmax. - 71 km/h ('07)

    wykresy roczne

    Wykres roczny blog rowerowy Robert.bikestats.pl

    linki

    szukaj


    Witam wszystkich free counters Zapraszam ponownie.

    Pogoda w Kielcach

    Pozostało tylko miasto

    Czwartek, 2 października 2014 | dodano:16.10.2014
    Dst.:11.39Off-road:0.60 Czas:00:52Avg:13.14
    Vmax:23.50Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 72mBike:GT

    Przyszła definitywna pora na zmianę roweru. Okazało się, że starego suportu wcale nie da się wyjąć. Zapiekł się, czy zakleszczył. Mechanik aż palucha sobie rozwalił. Zasmuciło mnie to bardzo, ponieważ dość mocno zżyłem się ze swoim GT. Teraz nikt już na takim nie jeździ. Sporo przejechaliśmy. 
    Mechanik powiedział, że jeździć, do zajechania. Więc teraz pozostało mi tylko miasto i okoliczne trasy.
    Znów z synem pojeździliśmy wieczorem, bo tylko o tej porze mam czas.

    Kolejna awaria

    Niedziela, 28 września 2014 | dodano:16.10.2014
    Dst.:10.09Off-road:3.50 Czas:00:58Avg:10.44
    Vmax:18.00Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 61mBike:GT

    No cóż, chyba przychodzi pora na wymianę całego roweru. Zaczyna się powoli sypać. Nowa obręcz jest, ale cóż z tego, jak zaczyna mi się suport nieźle "kołysać". W sumie pokręciłem po mieście wieczorem razem z synem na "rowerze zastępczym".

    Awaria sprzętu

    Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 | dodano:16.10.2014
    Dst.:11.92Off-road:0.60 Czas:00:50Avg:14.30
    Vmax:41.50Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 63mBike:GT

    Po piątkowej trasie, postanowiłem jechać do pracy rowerem. Skierowałem się na centrum miasta, bo tak było najkrócej. Ale wyraźnie tego dnia nie było mi pisane cieszyć się jazdą, ponieważ niestety trafiła mi się awaria. Pękła obręcz. Cóż, wiekowa była. Całe szczęście, że to w mieście było, a nie 100 km od domu.
    Jakoś powoli dojechałem do pracy. Na szczęście dętka nie została naruszona. Jeśli w pracy zejdzie, to trudno, zostawię. Ponieważ powietrze wciąż się trzymało, więc powolutku w drogę powrotną. Niestety, chyba na jakimś kamieniu dobiło obręcz do dętki i ... ostatnie 3 km wracałem piechotą. 
    Tak więc skończyła się moja jazda, przynajmniej na jakiś czas, ponieważ z powodu braku wolnych funduszy naprawę muszę odłożyć na później.
    Awaria obręczy
    Awaria obręczy © Robert

    Pętla Świętokrzyska

    Piątek, 22 sierpnia 2014 | dodano:09.10.2014Kategoria Pełnia szczęścia
    Dst.:130.12Off-road:0.00 Czas:06:33Avg:19.87
    Vmax:61.50Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:1236mBike:GT

    Projekt ten (jak to się ładnie nazywa w biznesie) “kręcił” mi się po głowie od dłuższego czasu. Brakowało mi bowiem czegoś “ach i och”, czegoś sporego. Moje zainteresowanie maratonami MTB spadło prawie do zera, wakacje również nie wypaliły rowerowo. Odszukałem więc plany związane z trasą “Pętlą Świętokrzyską”, a konkretnie wokół Pasma Łysogór.
    Hm, fajnie, ale na to potrzebny jest cały dzień, no a w domu wiadomo, żona, dzieci. Kiedy więc nadażyła się okazja, uzgodniłem z rodziną, że później wrócę z pracy. Szykował się bowiem piękny słoneczny piątek.

    Długo czekałem na ten dzień i nie powiem, ale byłem dość mocno podekscytowany. Naszykowałem się dzień wcześniej, zrobiłem niezbędne zakupy w postaci napojów i kalorii. Jedynie niepokoił mnie stan roweru, bowiem przyszła pora na wymianę korby. Miałem jednak nadzieję, że nic wielkiego nie powinno mi się przytrafić.
    Kiedy odbębniłem parę godzin w pracy - wyruszyłem w trasę.

    Początkowo tempo było niezłe, choć wiatr starał się wyraźnie studzić moje emocje. Miałem mniej więcej opracowany plan, gdzie przystanki, gdzie dłuższy odpoczynek, oraz co chciałbym dodatkowo zobaczyć. Tak więc po krótkiej chwili, przebijając się przez zatłoczone ulice, wyjechałem poza miasto. Kierowałem się w stronę Cedzyny. To w tym miejscu, na skrzyżowaniu z drogą S74 generalnie rozpocząłem swoją pętlę.

    Pierwsze kilometry mijały spokojnie. Pierwszy przystanek zaplanowałem w Ciekotach nad pustym zalewem przy Szklanym Domu, który tak w zasadzie raczej tylko z nazwy jest faktycznie szklany. Starałem sobie przypomnieć, co to te “Szklane Domy”. To tu bowiem przebywał w latach 1871 - 1883 Stefan Żeromski. W swojej powieści “Przedwiośnie” pisał o “szklanych domach”, roztaczając wizję idealnej Polski. Na pamiątkę pobytu polskiego wieszcza w 2010 r. zrekonstruowano dworek, który przypominać ma dawne czasy jego pobytu w Ciekotach. Obecnie znajduje się tam Centrum Edukacyjne.
    Dworek Żeromskiego
    Dworek Żeromskiego © Robert
    Widok na Łysicę
    Widok na Łysicę © Robert
    Wizyta u Żeromskiego dość szybko minęła. Zbytnio nie czekałem i pojechałem dalej w kierunku Świętej Katarzyny. Trasa doskonale znana, bowiem pokonywana już wiele razy, więc i w miarę sprawnie udało się dojechać do kolejnej miejscowości. Nie planowałem jednak na dłużej zatrzymywać się w Świętej Katarzynie mimo, że mają dobre lody. Wiedziałem bowiem, że do Bodzentyna śmiga się głównie z góry, więc w planach był postój właśnie tam.

    Faktycznie jechało się super. Jedynie mały odcinek jest lekko pod górkę. Małym utrudnieniem była kiepska nawierzchnia i to głównie, akurat pechowo, po mojej stronie. Tak oto dojechałem do Bodzentyna. Bywałem w tej miejscowości parę razy, ale jeszcze nigdy nie odwiedzałem tutejszych ruin zamku. Dość szybko odnalazłem drogowskaz, wskazujący drogę do ruin. A jak na zamek, to przeważnie trzeba było wjechać pod górkę. Droga prowadząca do byłych bram wykonana z typowego, starego bruku, imitującego drogę z okresu średniowiecza. Mimo skaczącej kierownicy, bardzo mi się ten podjazd spodobał, bowiem wpasowany był w istniejącą architekturę.
    A sam zamek, a w zasadzie jego ruiny, pochodzi z II poł. XIV w., wybudowany przez biskupów krakowskich. To tu Władysław Jagiełło zatrzymał się, udając się na pielgrzymkę na Święty Krzyż przed bitwą pod Grunwaldem. Zamek świetnie prosperował i był stale rozbudowywany. Kiedy to w Kielcach wybudowano Pałac Biskupów, całe “towarzystwo” przeniosło się do wspomnianego pałacu, a sam zamek zaczął podupadać. Podobno komnaty zamku były dość bogato wyposażone. Polecam to miejsce, szczególnie rodzinom z małymi dzieciakami, ponieważ tuż przy zamku powstał bardzo fajny plac zabaw. Mój młodszy synek z pewnością byłby bardzo zadowolony w takiej “wizyty” na zamku.
    Podjazd pod zamek
    Podjazd pod zamek © Robert
    Ruiny zamku w Bodzentynie
    Ruiny zamku w Bodzentynie © Robert
    Ruiny zamku w Bodzentynie
    Ruiny zamku w Bodzentynie © Robert
    Po wizycie u Jagiełły, posilając się znacznie i wypijając “flaszeczkę” ruszyłem dalej, tym razem w dziewicze dla mnie trasy. Jeszcze tu mnie nie było. Chciałem jechać jak najbliżej otuliny Świętokrzyskiego Parku Narodowego i Puszczy Jodłowej, więc zaraz za Bodzentynem skierowałem się w stronę miejscowości Celiny, a dalej Woli Szczygiełkowej. Kolejnym celem była Nowa Słupia.
    Pogoda dopisywała, słońce świeciło, tym samym ładnie oświetlało klasztor na Świętym Krzyżu, który to wydawał się już bardzo blisko. W sumie, to nie mogłem się doczekać już na dojazd do Nowej Słupii, ponieważ zaczynałem być głodny. Miałem jednak czas na podziwianie ładnych kieleckich krajobrazów.
    Krajobraz świętokrzyski
    Krajobraz świętokrzyski © Robert
    Klasztor na Św. Krzyżu
    Klasztor na Św. Krzyżu © Robert
    Sama miejscowość leży u stóp Łysej Góry, lub częściej nazywanej Świętym Krzyżem. Wieś największy rozkwit przeżywała w średniowieczu, kiedy to obsługiwała liczne pielgrzymki na Święty Krzyż. To tu również zatrzymywał się Jagiełło w swoich pielgrzymkach. Aktualnie Nowa Słupia dalej pełni głównie funkcje turystyczne, bowiem to tu zaczyna się tzw. Droga Królewska, szlak prowadzący do klasztoru na Św. Krzyżu.

    Niestety na rynku Nowej Słupii, w centralnym punkcie, znajduje się … parking samochodowy, więc postanowiłem podjechać wyżej, aż do początku wejścia do parku. Jechałem dość intuicyjnie, bowiem oznaczenia są niewystarczające. Zatrzymałem się w pewnym momencie na chodniku, aby sprawdzić na mapie, czy w prawidłową stronę jadę, w oddali zauważyłem zbliżającego się gościa, lekko chwiejącego się na nogach. Kiedy do mnie dochodził spytałem: “- Czy do tego Emeryka, do w górę?”. W odpowiedzi usłyszałem: “- Tak, jeszcze kawałek, jak te samochody stoją. Tam też bar jest, …. z piwem.” No super, jak z piwem, zapewne ten miejscowy pewnie tam degustował jego większe ilości.

    Jadę więc już pewnie dalej, aby za chwilę przystanąć u bram wioski, w której to co roku odbywają się “Dymarki Świętokrzyskie”, inaczej mówiąc wytop żelaza metodami średniowiecznymi. Należy dodać, że region Gór Świętokrzyskich na początkach naszej ery był największym okręgiem hutniczym w tej części Europy. Ja oczywiście nie miałem czasu na zwiedzenie wioski, ale widok zgrzebnie ubranego chłopa utwierdził mnie w przekonaniu, że na pewno obiekt wart dokładnego obejrzenia.
    Wioska średniowieczna
    Wioska średniowieczna © Robert
    No ale przecież ja szukałem jakiegoś szynku, coby tego piwa się napić. Oczywiście dość szybko dojechałem do parkingu i baru. Pora była w końcu coś zjeść. W sumie to już prawie 50 km przejechane. To tu znajduje się figurka Pielgrzyma Emeryka, węgierskiego następcy tronu, który to według legend przekazał relikwie Krzyża Świętego benedyktynom na Świętym Krzyżu, a które to relikwie znajdują się do dnia dzisiejszego. Kiedy polował z Bolesławem Chrobrym w Puszczy Świętokrzyskiej, bogatej w grubego zwierza, zabłądził w kniejach w pogoni za dorodnym jeleniem. Kiedy nawołania nic nie dały, nagle miał widzenie anielskie i zaczął podążać za wysłannikiem niebios. Dotarłszy do osady, miał w niej zostawić to, co ma przy sobie najcenniejszego. W końcu dotarł do skromnego klasztoru i zostawił tam noszony na szyi złoty krzyż z relikwiami.
    Z Emerykiem jest jeszcze jedna legenda, która głosi, że posąg tego świętego porusza się w stronę Św. Krzyża o jedno ziarenko piasku rocznie. A kiedy dotrze na sam szczyt, to będzie koniec świata. Jednak nie ma się co martwić, bowiem droga jest dość strona i daleka. A jeszcze parę metrów wcześniej, na trasie “przejścia” znajduje się ogromny głaz, który to Emeryk będzie musiał ominąć, co może zająć mu kolejny milion lat.
    Pielgrzym Świętokrzyski - Emeryk
    Pielgrzym Świętokrzyski - Emeryk © Robert
    Po posiłku i odpoczynku, pora była ruszać dalej, bowiem to jeszcze połowa drogi przede mną, wcale nie łatwiejsza. Za punkt honoru postanowiłem wjechać na Łysą Górę, pod sam klasztor. Obawiałem się tego podjazdu, ponieważ czułem już pewne zmęczenie. A sam podjazd, to ładnych kilka kilometrów ze średnim nachyleniem ok. 5-6 %. Trasa z Nowej Słupi sprzyjała spokojnej jeździe mimo, że trasa dość ruchliwa, jednak posiadająca drogę rowerową.
    Krajobrazy świętokrzyskie
    Krajobrazy świętokrzyskie © Robert
    Droga rowerowa w Gminie Bieliny
    Droga rowerowa w Gminie Bieliny © Robert
    Podjazd dość mocno uszczupla resztki sił. Nachylenie miejscami sięga 8%. Zdyszany mijam piechurów, którzy również podążają na Łysą Górę. Jest piątek, więc i mniejszy ruch. Wspinam się coraz wyżej, nie patrzę na drogę, aby nie zastanawiać się ile to jeszcze podjazdu przede mną. Dopiero pod sam koniec droga lekko obniża swoje nachylenie, tak że można zrzucić na mniejsze zębatki. Kiedy ostatkiem sił dojeżdżam na szczyt, gdzie zlokalizowana jest wieża telewizyjna, dość żwawo mija mnie, niczym Rafał Majka, jakiś wycieniowany kolarz. Po dojeździe pod klasztor zamieniłem z tym nieznajomym parę słów na temat obecnego stanu polskiego kolarstwa zawodowego. Mój rozmówca kiedyś był również kolarzem, więc nie dziwna jest jego obecna forma.
    Podjazd pod Św. Krzyż
    Podjazd pod Św. Krzyż © Robert
    Sam Święty Krzyż jest miejscem szczególnym. W dawnych czasach był tym, czym obecnie jest dla Polaków Jasna Góra w Częstochowie. To tu liczne pielgrzymki odbywali królowie polscy: wspominany Władysław Jagiełło, Łokietek, Kazimierz Wielki, Królowa Bona i inni Jagiellonowie. To tu od dawna znajdują się Relikwie Drzewa Krzyża Świętego, na którym cierpiał i umarł Jezus Chrystus. Obecnie relikwie otaczają opieką Misjonarze Oblaci. To właśnie od owych relikwii miejsce to nazywa się Świętym Krzyżem.
    Wieża telewizyjna na Św. Krzyżu
    Wieża telewizyjna na Św. Krzyżu © Robert
    Na szczycie planowałem coś zjeść już porządnego, jakiś ciepły posiłek, bowiem cały dzień byłem na kanapkach i batonach. Niestety samo miejsce nie jest, może na szczęście, aż tak bardzo rozwinięte turystycznie. Pierwszy bar napotkałem u podnóża góry, przy sporej wielkości parkingu. Tam też zaplanowałem dłuższy postój. Rozważałem również różne koncepcje powrotu. Planowana w pierwszej kolejności trasa była może ciekawsza i spokojniejsza, jednak z licznymi podjazdami. Jednak teraz spokojnie chciałem dojechać do miasta, zatem wybór padł na najprostszy wariant przez Bieliny, a dalej do Cedzyny, gdzie oficjalnie miałem “zamknąć” pętlę świętokrzyską.

    Droga powrotna minęła dość szybko, bowiem sporym odcinkiem jedzie się z góry, a w wielu miejscach jest dość płasko. Nastało już dość późne popołudnie, a i słońce skryło się za gęste chmury. Przystanąłem więc na krótką chwilę, aby ubrać rękawki, po czym ruszyłem dalej do końca swojej wycieczki.

    Do domu dojechałem zmęczony, ale i zadowolony z pokonania trasy oraz swoich słabości. Myślę, że wycieczkę tą na długo zapamiętam. A być może w przyszłości ponownie wyruszę śladami naszych monarchów, może teraz w przeciwną stronę. Wszystko przed nami.

    Praca-dom

    Środa, 20 sierpnia 2014 | dodano:09.10.2014Kategoria Średnia przyjemność
    Dst.:43.49Off-road:1.20 Czas:01:52Avg:23.30
    Vmax:45.50Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:216mBike:GT

    Uzupełnianie statystyk.
    Dziś kolejny świetny dzień. Piękna pogoda, do pracy sporo czasu, więc można pojechać większym skrótem. Tak więc wybrałem się trasą Górki Szczukockie-Łaziska-Zawada-Szewce. W drodze powrotnej spotyka mnie gościu, który właśnie spieszył się na zbiórkę Pielgrzymki Rowerowej do Częstochowy. Pogadaliśmy chwilę, wspólnie dojeżdżając do miasta. Być może i ja się skuszę kiedyś.

    Praca-dom

    Wtorek, 19 sierpnia 2014 | dodano:09.10.2014
    Dst.:23.69Off-road:1.80 Czas:01:29Avg:15.97
    Vmax:39.50Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:177mBike:GT

    Uzupełnienie statystyk.
    Do pracy podjechałem sobie nową ścieżką na ul. Warszawskiej. Jeszcze nie w pełni gotowa, ale jedzie się fajnie. 
    Skoczyłem na Ściegiennego zobaczyć stan budowy nowej drogi. Wydaje mi się, że będzie fajna droga rowerowa. W końcu to tam ma przebiegać GeenVelo, więc musi być jakaś droga nie w jezdni, która tu jest szczególnie ruchliwa.

    Praca-dom

    Poniedziałek, 18 sierpnia 2014 | dodano:02.10.2014
    Dst.:40.61Off-road:1.20 Czas:01:49Avg:22.35
    Vmax:50.50Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:213mBike:GT

    Uzupełniam statystyki.
    Urlop się skończył, ale mam możliwość w tym tygodniu wyjść wcześniej z domu, więc do pracy pojechałem "dłuższym skrótem", przez Chęciny.

    Przygotowania

    Niedziela, 17 sierpnia 2014 | dodano:02.10.2014
    Dst.:40.14Off-road:0.00 Czas:01:44Avg:23.16
    Vmax:49.00Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:330mBike:GT

    Uzupełniam statystyki. 
    Przygotowania cześć dalsza. Korzystając z okazji pojechałem do Św. Katarzyny, coby się nieco po wspinać na rowerze. Pogoda fajna, tylko korba siada, przy mocniejszym depnięciu - łańcuch przepuszcza. Nieco utrudnia to jazdę.

    Przygotowania

    Piątek, 15 sierpnia 2014 | dodano:02.10.2014
    Dst.:24.79Off-road:2.80 Czas:01:12Avg:20.66
    Vmax:45.50Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:201mBike:GT

    Uzupełniam statystyki.
    Tym razem to już na pewno są przygotowania do wyjazdu. Mam w planach pewien wyjazd, więc szykuję formę. Tym razem wyjazd do Cedzyny.

    Jakiś wypad

    Czwartek, 14 sierpnia 2014 | dodano:02.10.2014
    Dst.:28.36Off-road:0.00 Czas:01:22Avg:20.75
    Vmax:61.50Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:218mBike:GT

    Uzupełniam statystyki.
    Jazda do Ciekot. Jestem niczym Majka, bo ... mnie też coś dziabnęło nad okiem. Tylko niestety nie ta moc.


    kategorie

    mój "sprzęt"

    GT 24679 km
  • od '99-09.14 - 24.663 km
  • znajomi

    wszyscy znajomi(9)

    Wyniki mojego syna: button stats bikestats.pl

    archiwum