Pierwsza wspólna jazda
Niedziela, 6 czerwca 2010 | dodano:08.06.2010
| Dst.: | 25.38 | Off-road: | 14.14 | Czas: | 01:48 | Avg: | 14.10 |
| Vmax: | 39.50 | Temp.: | 28.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 189m | Bike: | GT | ||
Dziś, korzystając z ciepłego dnia, zdecydowałem się na jazdę z najmłodszym synkiem w foteliku. Obawiałem się tego, jak będzie się zachowywał. Czy nie będzie się bał? Czy nie będzie się kręcił i rzucał na foteliku? Miałem obawy, jak zareaguje na założenie kasku. Bowiem po 14 miesięcznym dzieciaku można różnych rzeczy się spodziewać.
Ale jak się okazało, mały siedział dumnie w foteliku. Nie kręcił się, siedział spokojnie i oglądał świat. Kask również przeszedł test pozytywnie. Dziecko nie ściągało go z głowy, co czasami zdarza się przy czapkach.
Długo nie jeździliśmy, ponieważ nie chciałem nadwyrężać ewentualnej cierpliwości, ale widzę, że wszystko dobrze rokuje na przyszłość. Bardzo cieszę się z tego faktu, że spasowało to mojemu synkowi, ponieważ tym samym mogę częściej wychodzić na rower. A takie dodatkowe "wspomaganie treningowe" również się przyda.
Później pojeździłem również ze starszym synem. Dawno mu już to obiecałem. Ubraliśmy się w takie same stroje rowerowe i był mały lansik na ścieżce rowerowej.
A jeszcze pod wieczór wyskoczyłem na swoją ścieżkę pożarową, ponieważ jakoś trzeba się przygotować do maratonu. Zrobiłem dwie rundy na max (przynajmniej tak mi się wydawało). "Złapałem" czas 14.58. Następnym razem muszę to inaczej policzyć z dokładnym dystansem, czasem i pulsem. To dopiero będzie podkładka pod następne porównania.
Fajnie było, ale jedyna trudność, to masa komarów i innego fruwającego dziadostwa. Nie można było na chwilę zatrzymać się, ponieważ od razu chmara się zjawiała. Jedyna rada, to jechać w miarę szybko. Już przy prędkości 20 km/h część zatrzymywała się na okularach, część na zębach, a część, jako wspomaganie, w gardle.
Ale jak się okazało, mały siedział dumnie w foteliku. Nie kręcił się, siedział spokojnie i oglądał świat. Kask również przeszedł test pozytywnie. Dziecko nie ściągało go z głowy, co czasami zdarza się przy czapkach.
Długo nie jeździliśmy, ponieważ nie chciałem nadwyrężać ewentualnej cierpliwości, ale widzę, że wszystko dobrze rokuje na przyszłość. Bardzo cieszę się z tego faktu, że spasowało to mojemu synkowi, ponieważ tym samym mogę częściej wychodzić na rower. A takie dodatkowe "wspomaganie treningowe" również się przyda.
Później pojeździłem również ze starszym synem. Dawno mu już to obiecałem. Ubraliśmy się w takie same stroje rowerowe i był mały lansik na ścieżce rowerowej.
A jeszcze pod wieczór wyskoczyłem na swoją ścieżkę pożarową, ponieważ jakoś trzeba się przygotować do maratonu. Zrobiłem dwie rundy na max (przynajmniej tak mi się wydawało). "Złapałem" czas 14.58. Następnym razem muszę to inaczej policzyć z dokładnym dystansem, czasem i pulsem. To dopiero będzie podkładka pod następne porównania.
Fajnie było, ale jedyna trudność, to masa komarów i innego fruwającego dziadostwa. Nie można było na chwilę zatrzymać się, ponieważ od razu chmara się zjawiała. Jedyna rada, to jechać w miarę szybko. Już przy prędkości 20 km/h część zatrzymywała się na okularach, część na zębach, a część, jako wspomaganie, w gardle.
komentarze
Zawsze lepsza jazda na rowerze niż siedzienie na tyłku przed kompem lub "kolegami" pod blokiem.
kundello21 - 12:56 wtorek, 8 czerwca 2010 | linkuj
Komentuj






