o mnie

  • '07 r. (BS) - 16550.77 km
  • off-road - 3682.30 km 22.25%
  • czas jazdy - 40d 18h 23m
  • avg. - 16.92 km/h
  • od'94-09.14 - 30.120 km
  • moje pełne statystyki

  • Rowerowe Kielce



  • baton rowerowy bikestats.pl


    Moje skromne rekordy (max):
    rocznie - 3.601 km ('12)
    miesięcznie - 558 km (VIII'12)
    dziennie - 161 km ('01)
    Vmax. - 71 km/h ('07)

    wykresy roczne

    Wykres roczny blog rowerowy Robert.bikestats.pl

    linki

    szukaj


    Witam wszystkich free counters Zapraszam ponownie.

    Pogoda w Kielcach

    Na Giewont

    Czwartek, 26 sierpnia 2010 | dodano:26.08.2010
    Dst.:20.92Off-road:3.85 Czas:00:59Avg:21.27
    Vmax:40.00Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:147mBike:GT

    Ostatnio moje wpisy stały się nudne, postanowiłem więc nieco je urozmaicić.
    Otóż niedawno, robiąc porządki, natknąłem się na mój stary album ze zdjęciami. Ale to nie byle jakie zdjęcia. To zdjęcia z mojej wyprawy NA GIEWONT. Tak, tak, nie mylę się, NA GIEWONT, ten w Zakopanem z tym krzyżem.
    Zdziwieni? To już historia, i to odległa, bowiem są to początki MTB w Polsce. Rok mniej więcej 1993. Razem z kolegami z uczelni postanowiliśmy wyjechać na dzień w prawdziwe góry i "wjechać" na Giewont. No i wszystko było bez problemów. Jechało się tam, gdzie można było jechać. Prowadziło się tam, gdzie nie dało się jechać. No a już później, niosło się na ramionach, jak już nie dało się nawet prowadzić.
    Najtrudniejszy był chyba ten fragment z łańcuchami. Bowiem miałem już wówczas serdecznie dość. Najbardziej to ramie mnie bolało od dźwigania roweru. W tamtym czasie nie było jeszcze rowerów aluminiowych, a o karbonie nikt nie słyszał. Więc rower był ciężki.
    Zapewne zastanawiacie się, jak to możliwe, skoro tam nie wolno. Ano nie wolno, wówczas podobno również. Ale chyba wówczas jeszcze nikomu nie śniły się takie "wyczyny", bowiem jak spytaliśmy napotkanych strażników: "Jak daleko jeszcze na Giewont", to byli tak zdziwieni naszym widokiem, że odpowiedź była krótka: "Nie, nie daleko". I tyle było naszej "znajomości" ze strażnikami. A tak, to nie było żadnych problemów.
    Zresztą nie tylko dla tych strażników byliśmy zaskoczeniem, bowiem inni turyści na szczycie koniecznie chcieli zrobić sobie zdjęcie z nami i naszymi rowerami. "Nie wiadomo kiedy następnym razem spotkamy takich oszołomów i wariatów".
    Tak więc wycieczka niesamowita, wrażenia do dziś. No a na potwierdzenie tego faktu mam oczywiście zdjęcia. Przepraszam za ich nie najlepszą jakość, ale stare i na dodatek skanowane były. Niestety nie mieliśmy szczęścia do pogody, bowiem było mgliście i deszczowo. Niewiele więc widziałem z góry. Szkoda, bo to był mój jak na razie pierwszy i ostatni pobyt na tej górze.

    To już ostatni fragment wspinaczki. To te łańcuchy. W jednej ręce łańcuch, a w drugiej rower. Już niewiele brakowało, abym rzucił ten rower w pobliską przepaść, tak miałem dość.
    Wspinaczka na Giewont. © Robert

    Tu już na szczycie, siedzę pierwszy po lewej (bez białej koszulki) mocno zdyszany i zmęczony. Nie miałem wówczas ochoty na pozowanie do zdjęć. Jak możecie zauważyć, mieliśmy na głowach jedne z pierwszych kasków rowerowych. Była to po prostu skorupa styropianu, osłonięta zwyczajnym materiałem. Dostaliśmy je z uczelni z uwagi na niebezpieczną wyprawę w góry. Ten kask mam jeszcze u siebie do dziś.
    Na szczycie Giewontu, pod krzyżem. © Robert

    A tu już krzyż giewoncki w pełnej okazałości z nami i rowerami pod nim.
    Krzyż na Giewoncie w całej okazałości. © Robert


    A dziś normalnie do pracy, no może lekko nie normalnie. Miałem kilka minut więcej, pojechałem więc nieco okrężną drogą przez "swoją" ścieżkę leśną.
    W drodze do domu podjechałem jeszcze do księgarni, kupić książkę dla dziecka.

    komentarze
    Szacun! :)
    flash
    - 21:26 poniedziałek, 6 września 2010 | linkuj
    No tak, zejście było równie ... imponujące. Chyba nawet gorsze. Rowery podawaliśmy sobie od jednego do drugiego i jeden po drugim. No a później, gdzie już można było, zjazd był prześliczny i bardzo szybki. Spieszyliśmy się bowiem na pociąg do Krakowa.
    Robert
    - 08:02 poniedziałek, 30 sierpnia 2010 | linkuj
    He, no cóż, to były fajne lata. Teraz - cóż sądzę, że nie byłoby już tak lekko. I zapewne nie obyło by się bez kłopotów w postaci mandatów. Teraz pewnie nie udało by nam się taka sztuka. Ale jak pisałem przeżycia niesamowite i mimo, że upłynęło tyle lat, to wciąż pamiętam naszą wspinaczkę.
    Robert
    - 08:05 sobota, 28 sierpnia 2010 | linkuj
    kurde, Ty na Giewoncie, a ja miałem dopiero 7 lat:p

    Wyprawa super:)
    Powtórzysz to jeszcze.
    kundello21
    - 17:57 piątek, 27 sierpnia 2010 | linkuj
    stara szkoła! fajnie mieć takie fotki w archiwum :)
    k4r3l
    - 18:00 czwartek, 26 sierpnia 2010 | linkuj
    Dżizasss, ale mieliście fazę :-O
    RoboD
    - 16:50 czwartek, 26 sierpnia 2010 | linkuj
    Gratuluję pomysłu, odwagi i samozaparcia. Pięknie :)
    Pozdrawiam
    Isgenaroth
    - 10:09 czwartek, 26 sierpnia 2010 | linkuj
    Komentuj

    Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

    Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa zesla
    Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]



    kategorie

    mój "sprzęt"

    GT 24679 km
  • od '99-09.14 - 24.663 km
  • znajomi

    wszyscy znajomi(9)

    Wyniki mojego syna: button stats bikestats.pl

    archiwum