Ciąg dalszy BPS-u
Środa, 22 września 2010 | dodano:23.09.2010Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
| Dst.: | 38.17 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:50 | Avg: | 20.82 |
| Vmax: | 55.50 | Temp.: | 7.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 516m | Bike: | GT | ||
Oszukuję chyba sam siebie i staram się nadrobić stracony czas. No ale cóż, nie moja wina, ponieważ za późno dowiedziałem się o możliwości startu.
Dziś kolejna część treningu. Mój partner z ekipy postanowił przegonić mnie po największych wzniesieniach i podjazdach w najbliższej okolicy. Tak więc na rozgrzewkę "poszedł" podjazd w Dąbrowie, gdzie maksymalnie jest 15%. Później fajny, podjazd do Doliny Marczakowej, dalej Scholasteria, no i gwóźdź programu - Ameliówka. Ale to nie koniec, bo Mąchocice Kapitulne, a później Klonówka. Niestety odpuściłem drugi raz Dąbrowę. Nie miałem siły.
Pewnie mój znajomy uznał, że będzie miał ze mną krucho i nie powalczy o dobrą lokatę na odysei, więc zafundował mi taki trening.
No cóż, jechaliśmy prawie 2 godziny, bez przystawania, więc później odczuwałem trudy tego treningu. No i mam pewne konkluzje z tego treningu.
Po pierwsze będzie ciężko. Jechaliśmy 2 godz., a w sumie jest 8 godz. jazdy. Liczę na to, że mimo wszystko będą jakieś przerwy, na choćby podbicie PK. Pewnie nie mam co marzyć o jakimś pikniku na szczycie.
Po drugie, muszę zabrać lepszego pampersa.
Po trzecie, wyregulować przerzutkę, bo coś nie łapie.
Po czwarte, popracować nad swoją psychiką.
Po piąte, ubierać coś na głowę, bo zimno było w czaszkę.
Jechaliśmy cały czas, księżyc świecił pięknie, ładne widoki, no ale trening był, więc nie było czasu. Dopiero po naszym rozstaju mogłem cyknąć choć jedną fotkę (ul. Szybowcowa).
Dziś kolejna część treningu. Mój partner z ekipy postanowił przegonić mnie po największych wzniesieniach i podjazdach w najbliższej okolicy. Tak więc na rozgrzewkę "poszedł" podjazd w Dąbrowie, gdzie maksymalnie jest 15%. Później fajny, podjazd do Doliny Marczakowej, dalej Scholasteria, no i gwóźdź programu - Ameliówka. Ale to nie koniec, bo Mąchocice Kapitulne, a później Klonówka. Niestety odpuściłem drugi raz Dąbrowę. Nie miałem siły.
Pewnie mój znajomy uznał, że będzie miał ze mną krucho i nie powalczy o dobrą lokatę na odysei, więc zafundował mi taki trening.
No cóż, jechaliśmy prawie 2 godziny, bez przystawania, więc później odczuwałem trudy tego treningu. No i mam pewne konkluzje z tego treningu.
Po pierwsze będzie ciężko. Jechaliśmy 2 godz., a w sumie jest 8 godz. jazdy. Liczę na to, że mimo wszystko będą jakieś przerwy, na choćby podbicie PK. Pewnie nie mam co marzyć o jakimś pikniku na szczycie.
Po drugie, muszę zabrać lepszego pampersa.
Po trzecie, wyregulować przerzutkę, bo coś nie łapie.
Po czwarte, popracować nad swoją psychiką.
Po piąte, ubierać coś na głowę, bo zimno było w czaszkę.
Jechaliśmy cały czas, księżyc świecił pięknie, ładne widoki, no ale trening był, więc nie było czasu. Dopiero po naszym rozstaju mogłem cyknąć choć jedną fotkę (ul. Szybowcowa).

Nocne Kielce© Robert






