Ale się podziało
Sobota, 1 stycznia 2011 | dodano:07.01.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 37.11 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 02:20 | Avg: | 15.90 |
| Vmax: | 34.50 | Temp.: | -1.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 308m | Bike: | GT | ||
Nowy sezon pora zacząć.
Jako, że bardzo często ostatnio zaczynałem sezon w pierwszy dzień nowego roku, tak też i było teraz. Pomimo nie najlepszej pogody, której później miałem szczerze dość, wybrałem się do niedalekiej miejscowości, aby zobaczyć stok narciarski. Nie to, że to ja jeżdżę, ale chciałem synowi pokazać coś innego. Moim ulubionym sportem zimowym jest ... jazda na rowerze.
Jakoś tak zdawało mi się, że do Niestachowa jest w sumie nie daleko, więc nie powinno być problemem. A jednak, owszem i jest niedaleko, no ale jak dawno się nie jeździło tyle kilometrów, jak jeszcze był potężny wiatr, który zdecydowanie utrudniał mi jazdę. Momentami myślałem, że podmuch wiatru przewróci mnie. Dawno już nie pamiętam, aby w takim wietrze jeździł. Psa bym nie wygonił na taką pogodę. Pewnie mijający mnie kierowcy pukali się w czoło, mówiąc pewnie, że co za głupek w taką pogodę wybrał się na rower.
No nic, jednak dojechałem jakoś na stok. Zobaczyłem co trzeba i pora wracać. Nie za bardzo miałem na to ochotę, ponieważ wiedziałem, że tym razem będzie właśnie pod wiatr i będzie jeszcze gorzej. I tak też było. Jeden odcinek prostej, to myślałem, że nie ukończę.
Jednak jakoś dojechałem do miasta. Ale moje zadowolenie szybko wywiał wiatr. Bowiem w pewnym momencie, na dohamowaniu, zaczęło mi coś stukać w kole. No ale jakoś się jechało. Ponieważ byłem blisko domu (jakieś 1,3 km), to mówię jakoś dojadę. Guzik, nagle okazało się, że jadę bez powietrza w kole. No mówię, ładnie. Łatek nie ma, dętki nowej nie ma. Patrzę, a tu spory gwóźdź wbity jest w moją oponę, który przeszedł z boku opony. Jak to się stało, sam nie wiem. Fakt faktem, że do domu musiałem wracać piechotą. A ponieważ był silny wiatr i obawiałem się wychłodzenia, więc zacząłem truchtać. Jakoś dotarłem do domu, ledwo żywy.
Tak też zaczął się mój sezon. Od pecha. Mam nadzieję, że już wyczerpałem na ten sezon limit podobnych zdarzeń.



A tu wspomniany jeden ze stoków w Niestachowie.
Jako, że bardzo często ostatnio zaczynałem sezon w pierwszy dzień nowego roku, tak też i było teraz. Pomimo nie najlepszej pogody, której później miałem szczerze dość, wybrałem się do niedalekiej miejscowości, aby zobaczyć stok narciarski. Nie to, że to ja jeżdżę, ale chciałem synowi pokazać coś innego. Moim ulubionym sportem zimowym jest ... jazda na rowerze.
Jakoś tak zdawało mi się, że do Niestachowa jest w sumie nie daleko, więc nie powinno być problemem. A jednak, owszem i jest niedaleko, no ale jak dawno się nie jeździło tyle kilometrów, jak jeszcze był potężny wiatr, który zdecydowanie utrudniał mi jazdę. Momentami myślałem, że podmuch wiatru przewróci mnie. Dawno już nie pamiętam, aby w takim wietrze jeździł. Psa bym nie wygonił na taką pogodę. Pewnie mijający mnie kierowcy pukali się w czoło, mówiąc pewnie, że co za głupek w taką pogodę wybrał się na rower.
No nic, jednak dojechałem jakoś na stok. Zobaczyłem co trzeba i pora wracać. Nie za bardzo miałem na to ochotę, ponieważ wiedziałem, że tym razem będzie właśnie pod wiatr i będzie jeszcze gorzej. I tak też było. Jeden odcinek prostej, to myślałem, że nie ukończę.
Jednak jakoś dojechałem do miasta. Ale moje zadowolenie szybko wywiał wiatr. Bowiem w pewnym momencie, na dohamowaniu, zaczęło mi coś stukać w kole. No ale jakoś się jechało. Ponieważ byłem blisko domu (jakieś 1,3 km), to mówię jakoś dojadę. Guzik, nagle okazało się, że jadę bez powietrza w kole. No mówię, ładnie. Łatek nie ma, dętki nowej nie ma. Patrzę, a tu spory gwóźdź wbity jest w moją oponę, który przeszedł z boku opony. Jak to się stało, sam nie wiem. Fakt faktem, że do domu musiałem wracać piechotą. A ponieważ był silny wiatr i obawiałem się wychłodzenia, więc zacząłem truchtać. Jakoś dotarłem do domu, ledwo żywy.
Tak też zaczął się mój sezon. Od pecha. Mam nadzieję, że już wyczerpałem na ten sezon limit podobnych zdarzeń.

<<Góźdź żelazny, skąd tu góźdź?>>© Robert

Jeszcze jedno ujęcie.© Robert

Widok nieco z góry.© Robert
A tu wspomniany jeden ze stoków w Niestachowie.

Inne sporty zimowe.© Robert
komentarze
Ktoś chciał dobrze, ale sypał złymi gwoździami:p
kundello21 - 17:25 niedziela, 9 stycznia 2011 | linkuj
E tam..Masz inteligentny rower. Oponka sama próbowala dostosować do warunków. Było mroźno więc się okolcowała.
p.s.
Ja z uwagi na takie okoliczości podczas jazdy po mrozie - wożę w plecaczku zawsze suchy komplet ciuchów +100wkę na taksówkę ;-) prinx - 09:36 piątek, 7 stycznia 2011 | linkuj
p.s.
Ja z uwagi na takie okoliczości podczas jazdy po mrozie - wożę w plecaczku zawsze suchy komplet ciuchów +100wkę na taksówkę ;-) prinx - 09:36 piątek, 7 stycznia 2011 | linkuj
No to po takim starcie może być już tylko lepiej ;)
dominik - 07:41 piątek, 7 stycznia 2011 | linkuj
Komentuj






