Maraton ŚLR - Bieliny
Niedziela, 4 września 2011 | dodano:05.09.2011Kategoria Pełnia szczęścia, Zawody
| Dst.: | 50.82 | Off-road: | 41.16 | Czas: | 03:37 | Avg: | 14.05 |
| Vmax: | 48.50 | Temp.: | 25.0 | HRmax: | 192(101%) | HRavg | 171( 90%) |
| Cal: | 2862kcal | ALT: | 938m | Bike: | GT | ||
Oj, dawno nie czułem tego dreszczyku emocji, związanego ze startem w kolejnych zawodach, w kolejnym maratonie. Co prawda mam za sobą w tym roku jeden start, ale to jako tylko osoba towarzysząca dla syna, dla którego był to pierwszy poważny start.
Podchodziłem do tego startu nieco z rezerwą. Maraton z Bielinach, okrzyknięty był jako najtrudniejszy w całym cyklu Świętokrzyskiej Ligi Rowerowej MTBCross Maraton. Organizatorzy zapowiadali, że "będzie co jechać". I faktycznie, tak było.
Na start dojechaliśmy w miarę o czasie (tym razem pojechałem razem ze swoim kumplem z ekipy Motyla noga). W pierwszej chwili ciężko nam było trafić na miejsce startu, ponieważ nie było żadnego oznakowania. Trafiliśmy nawet na parking kościelny. Ale jak już udało się, oczywiście w pierwszej kolejności trzeba było swoje odstać w kolejce do biura zawodów, po numer i chipa.
Kiedy wszystko udało się załatwić, przygotowania zajęły nam chwilkę więc mogliśmy nieco czasu poświęcić na luźne kręcenie (niby rozgrzewka).
W końcu nastąpiła długo oczekiwana chwila startu. Startowym był sam Tomasz Brożyna, były kolarz zawodowy, których pochodzi właśnie z Bielin.
Ludzi sporo, początkowo jazda za wozem policyjnym wolną, całą ławą. Później skręt i lekki podjazd. Lekki, ponieważ niestety nie wystarczył, aby stawka się rozciągnęła i do lasu w wąskie i kręte ścieżynki wpadliśmy całą grupą. Efekt taki, że jak już ktoś się wyłożył, to reszta stała i czekała, aż gość się pozbiera. Mnie jakoś się początkowo udaje i kręci mi się "tak jak wszyscy". Dopadamy w końcu pierwszej szerszej drogi, fajna szutrówka. Tak dało się w końcu nieco pojechać.
Moje pierwsze problemy zaczęły się już na pierwszym podjeździe, gdzie był fragment dość wąski i jednocześnie błotnisty i śliski. Niestety, moje oponki temu nie podołały i szybko zostałem w tyle. Nawet wskoczenie na rower było problemem, bo akurat jechał sznur ludzi i nie było miejsca, aby była dziura. Tak minęło mnie może z 15 zawodników.
Kiedy już znalazłem się na szlaku, zacząłem kręcić swoje. Nawet fajnie mi się jechało. Późnej prawie wszystkie podjazdy udawało się wjechać. Co nie powiem, ale mnie dziwiło. Nogi fajnie się kręciły. Zrezygnowałem jedynie, jak nachylenie osiągnęło 23% (tak przynajmniej pokazywał mój licznik). Tak więc odpuściłem ten fragment, bo i nie było sensu, ze względu na dość sporo luźnych kamieni. Moje oponki znów nie dały rady.
Już później, od mniej więcej ok. 20 km, praktycznie jechałem sam. Co jednak zbytnio mi nie przeszkadzało. Fajnie się jechało. Ok. 40 km, jakieś skurcze dawały znak o sobie, ale starałem się na to nie zważać. Choć przyznam, że byłem już mocno zmęczony. Na domiar złego, tuż przed wjazdem na ostatni asfaltowy odcinek dojazdowy do mety, na zjeździe, nie zauważyłem koleiny i wylądowałem w krzakach. Nieźle bolało, ale nic poważnego się na szczęście nie stało.
Do mety dojechałem po prawie 4 godz. jazdy. Założenie poniżej 4 h zostało spełnione.
Fajna impreza, fajna jazda i to się liczy.
A poniżej zostałem uchwycony na zdjęciach, dzięki uprzejmości Moniki NN, która jest autorem tych zdjęć 1, 2, 3.
Podchodziłem do tego startu nieco z rezerwą. Maraton z Bielinach, okrzyknięty był jako najtrudniejszy w całym cyklu Świętokrzyskiej Ligi Rowerowej MTBCross Maraton. Organizatorzy zapowiadali, że "będzie co jechać". I faktycznie, tak było.
Na start dojechaliśmy w miarę o czasie (tym razem pojechałem razem ze swoim kumplem z ekipy Motyla noga). W pierwszej chwili ciężko nam było trafić na miejsce startu, ponieważ nie było żadnego oznakowania. Trafiliśmy nawet na parking kościelny. Ale jak już udało się, oczywiście w pierwszej kolejności trzeba było swoje odstać w kolejce do biura zawodów, po numer i chipa.
Kiedy wszystko udało się załatwić, przygotowania zajęły nam chwilkę więc mogliśmy nieco czasu poświęcić na luźne kręcenie (niby rozgrzewka).
W końcu nastąpiła długo oczekiwana chwila startu. Startowym był sam Tomasz Brożyna, były kolarz zawodowy, których pochodzi właśnie z Bielin.
Ludzi sporo, początkowo jazda za wozem policyjnym wolną, całą ławą. Później skręt i lekki podjazd. Lekki, ponieważ niestety nie wystarczył, aby stawka się rozciągnęła i do lasu w wąskie i kręte ścieżynki wpadliśmy całą grupą. Efekt taki, że jak już ktoś się wyłożył, to reszta stała i czekała, aż gość się pozbiera. Mnie jakoś się początkowo udaje i kręci mi się "tak jak wszyscy". Dopadamy w końcu pierwszej szerszej drogi, fajna szutrówka. Tak dało się w końcu nieco pojechać.
Moje pierwsze problemy zaczęły się już na pierwszym podjeździe, gdzie był fragment dość wąski i jednocześnie błotnisty i śliski. Niestety, moje oponki temu nie podołały i szybko zostałem w tyle. Nawet wskoczenie na rower było problemem, bo akurat jechał sznur ludzi i nie było miejsca, aby była dziura. Tak minęło mnie może z 15 zawodników.
Kiedy już znalazłem się na szlaku, zacząłem kręcić swoje. Nawet fajnie mi się jechało. Późnej prawie wszystkie podjazdy udawało się wjechać. Co nie powiem, ale mnie dziwiło. Nogi fajnie się kręciły. Zrezygnowałem jedynie, jak nachylenie osiągnęło 23% (tak przynajmniej pokazywał mój licznik). Tak więc odpuściłem ten fragment, bo i nie było sensu, ze względu na dość sporo luźnych kamieni. Moje oponki znów nie dały rady.
Już później, od mniej więcej ok. 20 km, praktycznie jechałem sam. Co jednak zbytnio mi nie przeszkadzało. Fajnie się jechało. Ok. 40 km, jakieś skurcze dawały znak o sobie, ale starałem się na to nie zważać. Choć przyznam, że byłem już mocno zmęczony. Na domiar złego, tuż przed wjazdem na ostatni asfaltowy odcinek dojazdowy do mety, na zjeździe, nie zauważyłem koleiny i wylądowałem w krzakach. Nieźle bolało, ale nic poważnego się na szczęście nie stało.
Do mety dojechałem po prawie 4 godz. jazdy. Założenie poniżej 4 h zostało spełnione.
Fajna impreza, fajna jazda i to się liczy.
A poniżej zostałem uchwycony na zdjęciach, dzięki uprzejmości Moniki NN, która jest autorem tych zdjęć 1, 2, 3.

Na trasie© dzięki uprzejmości Moniki NN






