Praca-dom
Poniedziałek, 19 września 2011 | dodano:19.09.2011
| Dst.: | 16.44 | Off-road: | 2.28 | Czas: | 00:45 | Avg: | 21.92 |
| Vmax: | 36.00 | Temp.: | 24.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 80m | Bike: | GT | ||
Niestety, choroby w domu uniemożliwiają jazdę w weekend, więc jeżdżę rowerem do pracy. Tak jak dziś.
Dziś miałem zdarzenie, które wkurzyło mnie nieco. Jest u nas w mieście taki wąski przejazd z boku wiaduktu, a który prowadzi do innej drogi. Przejazd ten jest na jeden samochód, z boku jest jeszcze wąski chodnik. Jadę sobie tym przejazdem tak ok. 27 km/h., a krótki jest, jakieś max. 200 m. A tu nagle za sobą słyszę klakson samochodu. Obracam się i patrzę, że jakaś baba mnie pogania. "O ty tak ..." - mówię do siebie. To jak jechałem bokiem, tak zjechałem na środek i jeszcze zwolniłem. Tak po chwili dojechaliśmy do normalnej jezdni, no a kobieta widać mocno zbulwersowana, mijając mnie, zaczęła trąbić. No cóż miałem zrobić, pokrzyczałem tylko w jej stronę, pomachałem palcem i tyle. Wkurzyła mnie ta baba, co za cholera. Szkoda, że nie udało mi się jej spotkać, to bym jej nagadał. Ech.
I tak to zacząłem dzień pracy, od nerwów.
No na szczęście w drodze powrotnej nic się nie wydarzyło.
Dziś miałem zdarzenie, które wkurzyło mnie nieco. Jest u nas w mieście taki wąski przejazd z boku wiaduktu, a który prowadzi do innej drogi. Przejazd ten jest na jeden samochód, z boku jest jeszcze wąski chodnik. Jadę sobie tym przejazdem tak ok. 27 km/h., a krótki jest, jakieś max. 200 m. A tu nagle za sobą słyszę klakson samochodu. Obracam się i patrzę, że jakaś baba mnie pogania. "O ty tak ..." - mówię do siebie. To jak jechałem bokiem, tak zjechałem na środek i jeszcze zwolniłem. Tak po chwili dojechaliśmy do normalnej jezdni, no a kobieta widać mocno zbulwersowana, mijając mnie, zaczęła trąbić. No cóż miałem zrobić, pokrzyczałem tylko w jej stronę, pomachałem palcem i tyle. Wkurzyła mnie ta baba, co za cholera. Szkoda, że nie udało mi się jej spotkać, to bym jej nagadał. Ech.
I tak to zacząłem dzień pracy, od nerwów.
No na szczęście w drodze powrotnej nic się nie wydarzyło.






