Praca-dom
Piątek, 4 listopada 2011 | dodano:04.11.2011
| Dst.: | 16.76 | Off-road: | 36.00 | Czas: | 00:52 | Avg: | 19.34 |
| Vmax: | 36.00 | Temp.: | 9.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 82m | Bike: | GT | ||
"Trzynasty", a nie "trzynasty". Coś ten dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie pechowo. Jeśli mam okazję, to jadę rowerem do pracy. Tak było i tym razem. Jak zwykle schodzę do garażu, wykonuję te same czynności, co zwykle. Ściągam rower ze stojaka, a patrzę, że mam kapcia z tyłu. No ładnie mówię (oczywiście powiedziałem bardziej dosadnie). Zmieniać, czy przebierać się i samochodem. No ale szkoda okazji. "Koło, koło, zmieniać, gonić" - jak to było w jednym filmie.
No nic, szkoda okazji i postanowiłem napompować. Jeśli się uda, to dętka do plecaka i w drogę.
Ale co się okazuje, że i w przednim kole też kapeć. No nie, tego już za wiele. Co jest grane. Czy to może jakaś dywersja i przykładowo teściowa mi wypuściła powietrze?
Pompuje dwa koła, problem z tym, że mam jedną dobrą dętkę. Szukam innych, jakieś są, ale nie wiem, czy dobre. Więc łatki lądują w plecaku. Ale kurcze bez kleju, "może co znajdę w pracy" - tak pomyślałem.
Na szczęście do pracy udało się dojechać, ano bez zmiany dętki, ani nawet bez pompowania. Jedynie pod koniec pracy musiałem ponownie dopompować, czyli to nie była teściowa.
Przypomniało mi się, że dzień wcześniej musiałem jechać skrótem przez chaszcze, ponieważ budują nową drogę i nie można było przejechać. Więc pewnie tam to się stało, najechałem na jakieś szkła i dziury gotowe.
Teraz czeka mnie wymiana dwóch kółek. Tego to jeszcze nie miałem, abym w dwóch kołach na raz złapał kapcia.
No nic, szkoda okazji i postanowiłem napompować. Jeśli się uda, to dętka do plecaka i w drogę.
Ale co się okazuje, że i w przednim kole też kapeć. No nie, tego już za wiele. Co jest grane. Czy to może jakaś dywersja i przykładowo teściowa mi wypuściła powietrze?
Pompuje dwa koła, problem z tym, że mam jedną dobrą dętkę. Szukam innych, jakieś są, ale nie wiem, czy dobre. Więc łatki lądują w plecaku. Ale kurcze bez kleju, "może co znajdę w pracy" - tak pomyślałem.
Na szczęście do pracy udało się dojechać, ano bez zmiany dętki, ani nawet bez pompowania. Jedynie pod koniec pracy musiałem ponownie dopompować, czyli to nie była teściowa.
Przypomniało mi się, że dzień wcześniej musiałem jechać skrótem przez chaszcze, ponieważ budują nową drogę i nie można było przejechać. Więc pewnie tam to się stało, najechałem na jakieś szkła i dziury gotowe.
Teraz czeka mnie wymiana dwóch kółek. Tego to jeszcze nie miałem, abym w dwóch kołach na raz złapał kapcia.






