Rekord się opierał
Niedziela, 13 listopada 2011 | dodano:16.11.2011
| Dst.: | 5.34 | Off-road: | 5.14 | Czas: | 00:37 | Avg: | 8.66 |
| Vmax: | 18.00 | Temp.: | 0.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 90m | Bike: | GT | ||
MÓJ REKORD "WSZECHCZASÓW" PADŁ.
Oj, mocno się opierał. Szczególnie dziś. Nie wiem, czy to wina "trzynastego", czy jakieś fatum. Dziś bowiem znów złapałem kapcia. To już 4 w ciągu 2 tygodni.
Wyszedłem na krótko i jest to mój najmniejszy wpis kilometrów w tym roku. Ale jak powiedziałem żonie, że wychodzę na 3 km, a nie jak zwykle na godzinkę. A celem było pokonanie granicy rocznej ilości przejechanych kilometrów w roku, który jest z roku 1994, kiedy to byłem na wyprawie rowerowej w Danii.
W końcu udało się pokonać tą granicę. Teraz każdy dodatkowy kilometr, to kolejny rekord.
Rekord padł głównie dlatego, że dość często w tym roku jeździłem rowerem do pracy. Dodatkowo moja obecność na tegorocznej odysei również przyniosła dodatkowe 200 km.
Ja wiem, że są tutaj i tacy, dla których dystans ok. 2.5 tys. km., to zaledwie wynik miesięczny. No ale każdy jeździ tyle, na ile go stać. Jak się ma rodzinę, pracę i dwójkę dzieciaków, to niestety często nie ma czasu na więcej.
Tak więc ten sezon już zaliczam do bardzo udanych.
Oj, mocno się opierał. Szczególnie dziś. Nie wiem, czy to wina "trzynastego", czy jakieś fatum. Dziś bowiem znów złapałem kapcia. To już 4 w ciągu 2 tygodni.
Wyszedłem na krótko i jest to mój najmniejszy wpis kilometrów w tym roku. Ale jak powiedziałem żonie, że wychodzę na 3 km, a nie jak zwykle na godzinkę. A celem było pokonanie granicy rocznej ilości przejechanych kilometrów w roku, który jest z roku 1994, kiedy to byłem na wyprawie rowerowej w Danii.
W końcu udało się pokonać tą granicę. Teraz każdy dodatkowy kilometr, to kolejny rekord.
Rekord padł głównie dlatego, że dość często w tym roku jeździłem rowerem do pracy. Dodatkowo moja obecność na tegorocznej odysei również przyniosła dodatkowe 200 km.
Ja wiem, że są tutaj i tacy, dla których dystans ok. 2.5 tys. km., to zaledwie wynik miesięczny. No ale każdy jeździ tyle, na ile go stać. Jak się ma rodzinę, pracę i dwójkę dzieciaków, to niestety często nie ma czasu na więcej.
Tak więc ten sezon już zaliczam do bardzo udanych.
komentarze
Przepraszam za bałaganienie w komentarzach - miałem problem z
"Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa..."
pozdr Giovanni - 13:12 środa, 16 listopada 2011 | linkuj
"Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa..."
pozdr Giovanni - 13:12 środa, 16 listopada 2011 | linkuj
Gratulacje. Ja w ubiegłym roku pokonałem rzutem na taśmę 3 tyś km, w tym roku udało mis ię dokonac tego relatywnie wcześniej więc mam nadzieję ,że pęknie 3,5 tyś, ale jak słusznie zauważaasz dla ojca rodziny jest to kosztem czegoś- kontaktów z dziećmi , zoną, prac domowych, hobby ( o ile się ma jeszcze inne niż rower). W tym roku postanowiłem pociągnąc w dojazdach do pracy do pierwszego śniegu lub oblodzenia w zalezności co będzie wcześniej, na szczęście pogoda sprzyja więc dorzucam kolejne kilometry jadąc i wracając z pracy. Mógłbym jechać samochodem , byłoby przyjemniej, muzyczka by się sączyła z radia, więcej widac byłoby w świetle reflektorów. A ja jakoś zostałem zauroczony przez rower.
Co do dętek to masz faktycznie pecha ja złapałem w tym roku tylko 3 kapcie, a wogóle od 2005 rokuto może ze 6 razy miałem koło bez powietrza. teich - 11:27 środa, 16 listopada 2011 | linkuj
Co do dętek to masz faktycznie pecha ja złapałem w tym roku tylko 3 kapcie, a wogóle od 2005 rokuto może ze 6 razy miałem koło bez powietrza. teich - 11:27 środa, 16 listopada 2011 | linkuj
Każdy jeździ tyle, na ile ma czasu. Jeśli dla kogoś rower jest całym życiem i prosto z łóżka wsiada na siodło, a z niego spada do łóżka, to nie można się dziwić dziesiątkom tysięcy kilometrów. Ja na przykład mógłbym jeździć dużo więcej, w zasadzie oboje moglibyśmy jeździć dużo więcej, ale jest tyle fajnych rzeczy do robienia poza rowerem... po co ograniczać się tylko do jednego hobby?
Hipek - 11:03 środa, 16 listopada 2011 | linkuj
Komentuj






