Maraton ŚLR - Sielpia
Niedziela, 17 czerwca 2012 | dodano:18.06.2012Kategoria Średnia przyjemność, Zawody
| Dst.: | 35.75 | Off-road: | 21.00 | Czas: | 02:35 | Avg: | 13.84 |
| Vmax: | 33.50 | Temp.: | 32.0 | HRmax: | 160( 85%) | HRavg | 139( 73%) |
| Cal: | 917kcal | ALT: | 187m | Bike: | GT | ||
Nareszcie udało się wygospodarować na tyle czasu, że razem ze starszym synem mogliśmy wspólnie wystartować w kolejnej już edycji maratony Świętokrzyskiej Ligi Rowerowej MTBCrossMaraton w miejscowości Sielnia na dystansie Family.
Najwięcej emocji to oczywiście przeżywał mój syn, bowiem bo ubiegłorocznych sukcesach również i tym razem liczył na coś, podium oczywiście. Jednak studziłem jego emocje, bowiem wiedziałem, że ostatnio nie jeździł dużo, więc i nie było odpowiedniego przygotowania.
Ale, pogoda dopisała. Czekają na start na liczniku termometr doszedł do liczby 38st. w słońcu. Trasa bardzo fajna, w większości przejezdna. Może nieco piach tym smykom utrudniał jazdę. Również mój syn parę razy musiał podprowadzać rower. Szczególnie końcówka, ostatnie 2 km., najbardziej dały się we znaki. Ale daliśmy radę dojechać do mety. W sumie 7 miejsce na 13 startujących w kategorii. Nie jest źle, ale widać było braki kondycyjne.
Sam dystans maratonu: 23,50 km; średnia 14,2 km/h; Vmax 33,5 km/h; przewyższenie 118 m. Reszta to dojazdy, lekki rozruch. Ja jeszcze dołożyłem popołudniowy "trening" siłowy z fotelikiem.

Teraz tylko należy poćwiczyć jeszcze, a na następnym liczyć na równie dobry wynik. A ćwiczyć i tak musimy, bo zbliża się mój projekt "Na północ", czyli Mazury 2012.
Najwięcej emocji to oczywiście przeżywał mój syn, bowiem bo ubiegłorocznych sukcesach również i tym razem liczył na coś, podium oczywiście. Jednak studziłem jego emocje, bowiem wiedziałem, że ostatnio nie jeździł dużo, więc i nie było odpowiedniego przygotowania.
Ale, pogoda dopisała. Czekają na start na liczniku termometr doszedł do liczby 38st. w słońcu. Trasa bardzo fajna, w większości przejezdna. Może nieco piach tym smykom utrudniał jazdę. Również mój syn parę razy musiał podprowadzać rower. Szczególnie końcówka, ostatnie 2 km., najbardziej dały się we znaki. Ale daliśmy radę dojechać do mety. W sumie 7 miejsce na 13 startujących w kategorii. Nie jest źle, ale widać było braki kondycyjne.
Sam dystans maratonu: 23,50 km; średnia 14,2 km/h; Vmax 33,5 km/h; przewyższenie 118 m. Reszta to dojazdy, lekki rozruch. Ja jeszcze dołożyłem popołudniowy "trening" siłowy z fotelikiem.

Synek w akcji na trasie.© Robert
Teraz tylko należy poćwiczyć jeszcze, a na następnym liczyć na równie dobry wynik. A ćwiczyć i tak musimy, bo zbliża się mój projekt "Na północ", czyli Mazury 2012.






