"Achtung Minen !"
Czwartek, 12 lipca 2012 | dodano:20.08.2012Kategoria Inne miejscówki, Mazury 2012
| Dst.: | 21.74 | Off-road: | 6.00 | Czas: | 01:35 | Avg: | 13.73 |
| Vmax: | 30.50 | Temp.: | 25.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 125m | Bike: | GT | ||
Mazury 2012
Etap 5: Sztynort - Gierłoż ("Wilczy Szaniec")
Dzisiejszy etap był pod hasłem historii i czasów z II wojny światowej. Plan trasy był krótki, więc i za bardzo rano nie spieszno nam było do startu. A że i pogoda jeszcze nie zapowiadała się ciekawie, więc zwlekaliśmy z pakowaniem.
Trasa celowo była krótsza, bowiem głównym punktem dzisiejszego dnia było dotarcie do "Wilczego Szańca" - czyli dawnej kwatery głównej A.Hitlera z czasów II wojny światowej. Nieco historii przyda się zapewne w przyszłości mojemu synowi, który może się pochwalić w szkole odwiedzinami w tym miejscu.
Początkowo trasa wiodła nas lokalnymi, bardzo lokalnymi drogami, po szutrówkach i niemalże polnych drogach. Jednak trasa urokliwa i bardzo spokojna. Można było sobie spokojnie kręcić. Na takich trasach można również napotkać na bardzo stare budownictwo, którego dość sporo w tych rejonach.
Szlak rowerowy niestety wkrótce skręcał nie za bardzo po naszej myśli, więc wjechaliśmy na asfaltowe drogi, po których dalej jechało się spokojnie. Jedynie nawierzchnia była słabej jakości, co wymuszało dość spokojną jazdę. Jazda taka wkrótce się skończyła, kiedy to mój syn zobaczył w oddali rowerowych turystów, których to koniecznie chciał dogonić. Wkrótce to nam się udało. A ponieważ napotkani turyści okazali się niemieckojęzycznymi, więc nie pogadaliśmy zbytnio.
Kiedy tak jechaliśmy w stronę naszego celu, dość przypadkowo natknęliśmy się na bardzo fajne miejsce - Park Miniatur Warmii i Mazur. Moje dziecko nie za bardzo miał ochotę, ale w końcu dziś i tak dzień zwiedzania, więc czemu nie taką dodatkową atrakcję.
W miejscu tym głównie można zobaczyć miniatury sporej części zamków, pałaców i innych charakterystycznych budowli, zlokalizowanych w tej części Polski. Mnie najbardziej podobała się makieta zamku krzyżackiego w Malborku. Ale oprócz tego można było zobaczyć dworki, chałupy wiejskie, słupy graniczne, czy choćby wiadukty w Stańczykach.
W miejscu tym mieliśmy również okazję zapoznać się już nieco z historią i miejscem, do którego zmierzaliśmy, a więc Wilczego Szańca. W parku tym można było również wypróbować swoje umiejętności strzeleckie.
Kiedy ponownie wsiedliśmy na rowery okazało się, że ... nastąpił nagły koniec naszej dzisiejszej jazdy, bowiem dojechaliśmy do celu. Ruch jak przez niejedną galerią handlową, tyle samochodów wjeżdża na parking. Kiedy pytam obsługę o możliwość rozbicia namiotu uprzejmie poinformowano mnie, że owszem, jest taka możliwość, ale póki co, to miejsce to służy właśnie za parking. Hm, no jakoś nie za bardzo mi się to podobało, ale pojechaliśmy zobaczyć owe miejsce. Fakt, samochodów sporo i niby znaleźliśmy miejsce, ale jakoś mało ciekawe. Postanowiliśmy jednak w pierwszej kolejności coś zjeść i ... przeczekać nadchodzącą burzę.
Faktycznie, burza wkrótce nieźle się rozwinęła. Rowery zostawiliśmy pod parasolem, a sami schowaliśmy się do baru, gdzie zjedliśmy jakieś ciepłe zakąski. Zrobiło się przy tym znacznie chłodniej i koniecznie trzeba było się ubrać. Deszcz nie przestawał i patrząc na syna nieco smutno mi się zrobiło, bo widziałem u niego pewne zmęczenie trudami całej wyprawy. Postanowiłem więc, że dziś będziemy spać luksusowo w hotelu. Obawiałem się tylko, czy będą jeszcze wolne miejsca. Na moje szczęście był wolny pokój, co szczególnie ucieszyło mojego syna. Widziałem, że potrzebne mu było wyspanie się w normalnym łóżku.
Nie czekając więc na zakończenie deszczu szybko przejechaliśmy pod hotel i po chwili znaleźliśmy się w pokoju hotelowym. Trudno sobie pomyślałem, ale nieco budżet wyprawy zostanie przekroczony. Po chwili odpoczynku i rozpakowaniu się, deszcz przestał padać i w dobrych nastrojach mogliśmy na spokojnie iść zwiedzić bunkry Hitlera i innych z jego otoczenia.
Może to sterta gruzu i nic nie warte betonowe bloki skalne, ale jednak na mnie zrobiło to dość spore wrażenie. Ogrom budowli, ogrom betonu i stali. Masywne konstrukcje na kilka metrów szerokości. Pragnę dodać, że to właśnie w tym miejscu odbyła się nieudana próba zamachu na życie Hitlera w czasie II wojny światowej.
Wizyta w bunkrach wzmogła w nas apetyty, więc zdecydowaliśmy przejść do restauracji na obiado - kolację. A po niej nastąpił relaks i odpoczynek. Mogliśmy w końcu zobaczyć telewizor i zapoznać się z prognozą pogody na następny dzień. Jak zwykle zmęczeni dość szybko poszliśmy spać. Nie ma to jak kołderka.









Etap 5: Sztynort - Gierłoż ("Wilczy Szaniec")
Dzisiejszy etap był pod hasłem historii i czasów z II wojny światowej. Plan trasy był krótki, więc i za bardzo rano nie spieszno nam było do startu. A że i pogoda jeszcze nie zapowiadała się ciekawie, więc zwlekaliśmy z pakowaniem.
Trasa celowo była krótsza, bowiem głównym punktem dzisiejszego dnia było dotarcie do "Wilczego Szańca" - czyli dawnej kwatery głównej A.Hitlera z czasów II wojny światowej. Nieco historii przyda się zapewne w przyszłości mojemu synowi, który może się pochwalić w szkole odwiedzinami w tym miejscu.
Początkowo trasa wiodła nas lokalnymi, bardzo lokalnymi drogami, po szutrówkach i niemalże polnych drogach. Jednak trasa urokliwa i bardzo spokojna. Można było sobie spokojnie kręcić. Na takich trasach można również napotkać na bardzo stare budownictwo, którego dość sporo w tych rejonach.
Szlak rowerowy niestety wkrótce skręcał nie za bardzo po naszej myśli, więc wjechaliśmy na asfaltowe drogi, po których dalej jechało się spokojnie. Jedynie nawierzchnia była słabej jakości, co wymuszało dość spokojną jazdę. Jazda taka wkrótce się skończyła, kiedy to mój syn zobaczył w oddali rowerowych turystów, których to koniecznie chciał dogonić. Wkrótce to nam się udało. A ponieważ napotkani turyści okazali się niemieckojęzycznymi, więc nie pogadaliśmy zbytnio.
Kiedy tak jechaliśmy w stronę naszego celu, dość przypadkowo natknęliśmy się na bardzo fajne miejsce - Park Miniatur Warmii i Mazur. Moje dziecko nie za bardzo miał ochotę, ale w końcu dziś i tak dzień zwiedzania, więc czemu nie taką dodatkową atrakcję.
W miejscu tym głównie można zobaczyć miniatury sporej części zamków, pałaców i innych charakterystycznych budowli, zlokalizowanych w tej części Polski. Mnie najbardziej podobała się makieta zamku krzyżackiego w Malborku. Ale oprócz tego można było zobaczyć dworki, chałupy wiejskie, słupy graniczne, czy choćby wiadukty w Stańczykach.
W miejscu tym mieliśmy również okazję zapoznać się już nieco z historią i miejscem, do którego zmierzaliśmy, a więc Wilczego Szańca. W parku tym można było również wypróbować swoje umiejętności strzeleckie.
Kiedy ponownie wsiedliśmy na rowery okazało się, że ... nastąpił nagły koniec naszej dzisiejszej jazdy, bowiem dojechaliśmy do celu. Ruch jak przez niejedną galerią handlową, tyle samochodów wjeżdża na parking. Kiedy pytam obsługę o możliwość rozbicia namiotu uprzejmie poinformowano mnie, że owszem, jest taka możliwość, ale póki co, to miejsce to służy właśnie za parking. Hm, no jakoś nie za bardzo mi się to podobało, ale pojechaliśmy zobaczyć owe miejsce. Fakt, samochodów sporo i niby znaleźliśmy miejsce, ale jakoś mało ciekawe. Postanowiliśmy jednak w pierwszej kolejności coś zjeść i ... przeczekać nadchodzącą burzę.
Faktycznie, burza wkrótce nieźle się rozwinęła. Rowery zostawiliśmy pod parasolem, a sami schowaliśmy się do baru, gdzie zjedliśmy jakieś ciepłe zakąski. Zrobiło się przy tym znacznie chłodniej i koniecznie trzeba było się ubrać. Deszcz nie przestawał i patrząc na syna nieco smutno mi się zrobiło, bo widziałem u niego pewne zmęczenie trudami całej wyprawy. Postanowiłem więc, że dziś będziemy spać luksusowo w hotelu. Obawiałem się tylko, czy będą jeszcze wolne miejsca. Na moje szczęście był wolny pokój, co szczególnie ucieszyło mojego syna. Widziałem, że potrzebne mu było wyspanie się w normalnym łóżku.
Nie czekając więc na zakończenie deszczu szybko przejechaliśmy pod hotel i po chwili znaleźliśmy się w pokoju hotelowym. Trudno sobie pomyślałem, ale nieco budżet wyprawy zostanie przekroczony. Po chwili odpoczynku i rozpakowaniu się, deszcz przestał padać i w dobrych nastrojach mogliśmy na spokojnie iść zwiedzić bunkry Hitlera i innych z jego otoczenia.
Może to sterta gruzu i nic nie warte betonowe bloki skalne, ale jednak na mnie zrobiło to dość spore wrażenie. Ogrom budowli, ogrom betonu i stali. Masywne konstrukcje na kilka metrów szerokości. Pragnę dodać, że to właśnie w tym miejscu odbyła się nieudana próba zamachu na życie Hitlera w czasie II wojny światowej.
Wizyta w bunkrach wzmogła w nas apetyty, więc zdecydowaliśmy przejść do restauracji na obiado - kolację. A po niej nastąpił relaks i odpoczynek. Mogliśmy w końcu zobaczyć telewizor i zapoznać się z prognozą pogody na następny dzień. Jak zwykle zmęczeni dość szybko poszliśmy spać. Nie ma to jak kołderka.

Achtung Minen - uwaga miny !© Robert

Wilczy Szaniec© Robert

Piękne mazurkie widoki.© Robert

Jedziemy szlakiem lokalnymi drogami.© Robert

Stare budownictwo.© Robert

W którą stronę teraz?© Robert

Makieta zamku w Malborku.© Robert

Środki perswazji.© Robert

Wojenny rower.© Robert

Jeden z pozostałości z bunkrów.© Robert






