o mnie

  • '07 r. (BS) - 16550.77 km
  • off-road - 3682.30 km 22.25%
  • czas jazdy - 40d 18h 23m
  • avg. - 16.92 km/h
  • od'94-09.14 - 30.120 km
  • moje pełne statystyki

  • Rowerowe Kielce



  • baton rowerowy bikestats.pl


    Moje skromne rekordy (max):
    rocznie - 3.601 km ('12)
    miesięcznie - 558 km (VIII'12)
    dziennie - 161 km ('01)
    Vmax. - 71 km/h ('07)

    wykresy roczne

    Wykres roczny blog rowerowy Robert.bikestats.pl

    linki

    szukaj


    Witam wszystkich free counters Zapraszam ponownie.

    Pogoda w Kielcach

    Odyseja Jurajska'12 - dzień 2

    Niedziela, 7 października 2012 | dodano:19.10.2012Kategoria Zawody, Pełnia szczęścia, Inne miejscówki
    Dst.:52.77Off-road:19.00 Czas:03:28Avg:15.22
    Vmax:50.50Temp.:9.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:721mBike:GT

    Nadszedł dzień drugi. Już noc pokazała swoje zupełnie inne oblicze, gdzie jeszcze wieczorem zaczęło padać. Takie też były prognozy. Dziwne było, bo poprzedni dzień pogodny i letni, a dziś szykuje nam się typowa jesień z deszczem i niską temperaturą.

    Noc minęła ... różnie. Niestety jakoś nie mogłem spać w swojej klasie, ponieważ dwóch "kompanów" dość mocno chrapało, a ponieważ chciałem się dobrze wyspać i odpocząć, więc przeniosłem się spać na korytarz szkolny.

    Poranek pochmurny, ale co ważne nie padało. Ubieramy się zupełnie inaczej jak w dniu wczorajszym, na długo i ciepło. Na termometrze zaledwie 9 st. Po śniadaniu wychodzimy przed szkołę. Znów pospiesznie każdy odbiera mapy, jakby te kilkanaście sekund o czymś decydowało. Jedna ważna wiadomość na dziś: ze względu na warunki pogodowe trasa zostaje skrócona. U jednych wywołało to radość, a inni byli niezadowoleni z takiej decyzji. Ale myślę jednak, że faktycznie była to dobra decyzja.

    Dostajemy mapy, zaczynamy studiować warianty przejazdu, kiedy na mapie pojawiają się pierwsze krople deszczu. No ładnie, zaczyna się. Zaczyna się etap dla prawdziwych mężczyzn.

    Pierwsze kilometry dość spokojnie, ponieważ jest już ślisko. Jedziemy razem. Dość szybko przemakają ciuchy. Woda z opony partnera nieźle daje mi po oczach. Dobrze, ze mam okulary, bo pewnie znacznie utrudniło by mi to jazdę. Ja tak jak w dniu wczorajszym zrezygnowałem z nawigacji, zdając się na swojego przyjaciela. Znów zaliczam tylko kolejne punkty, jadąc za kolegą. I tak jedziemy i zaliczamy PK jeden po drugim. Jakoś sprawnie nam to idzie. Mnie nawet całkiem dobrze się jedzie. Czuje się dobrze, nogi nie bolą. Co prawda tempo jazdy na pojazdach miałem nieco słabsze, ale na szczycie dochodziłem do partnera.

    Na szczególna uwagę zasługuje jeden punkt, do którego musieliśmy przedzierać się przez zarośniętą łąkę z trawami i krzakami większymi ode mnie. Skręciliśmy widocznie nie do tej dolinki, a ponieważ powrót był jeszcze trudniejszy, padła komenda: idziemy. Według Zenka straciliśmy tu jakieś 15 min. na tym przejściu. Nie powiem, abym nie był zachwycony. Mój rower nie należy do lekkich i pchanie go w tych krzakach mocno mnie zmęczyło. To był chyba jeden z trudniejszych punktów. Jadąc sam zapewne nie dojechałbym tu, no chyba że również za kimś. Na dodatek pomyślałem, że zaraz nas tu wystrzelają, ponieważ niedaleko zbierali się myśliwi.

    Po jakiś 2 godzinach przestało padać, ale zaczęło .... lać dość solidnie. Jednak wówczas było już wszystko jedno, bo i tak całe ciuchy mokre. Jechać się jakoś jechało. Musiałem jednak na zjazdach terenowych dość mocno uważać ze względu na brak odpowiedniego ogumienia. Moje slicki nie dawały rady. Wówczas to zaczęło mi dokuczać zimno. Szczególnie na zjazdach dygotałem z zimna. Na szczęście miałem ze sobą jeszcze jedną cienką kurtkę, która założyłem, a która chroniła mnie przynajmniej od wiatru. Później żałowałem, że nie zrobiłem tego manewru z jeden PK wcześniej.

    Ucieszyłem się kiedy zaliczaliśmy ostatni punkt. Pamiętałem na mapie, że jest to niedaleko autostrady, a dalej to tylko powrót. Fatalny ostatni odcinek. Droga dziurawa jak ser. Na dodatek dziur nie widać, bo płynie woda. W ogóle to nieźle rowery dostały w tyłek na dzisiejszym etapie. Do mety udało nam się dojechać na godzinę przed zamknięciem trasy.

    Nareszcie meta. Upragniona, bowiem jeszcze nigdy nie jeździłem 4 godz. w deszczu.

    Po oddaniu kart, postanowiliśmy jeszcze nieco opłukać z błota nasze sprzęty. Później obowiązkowe czyszczenie samego siebie. Prawie ze wszystkiego można było wyżąć wodę. Nawet z majtek.

    Drugi dzień jechało mi się dobrze. Nie wiem, czy to dlatego, że krótszy i znów wystarczyło sił na 50 km. A może tym razem wolniej było. Jednak i tak miałem serdecznie dość. Teraz najważniejsze było, aby się wysuszyć i ogrzać, aby czego nie złapać.

    Po pewnym czasie byliśmy już gotowi do drogi powrotnej. Imprezę zakończyliśmy na poz. 6-7, bowiem mieliśmy tez sam czas. Po drugim dniu nawet zanotowaliśmy awans w stosunku do soboty.

    Tak już reasumując mój start w tegorocznej Odysei, to uważam go za udany. Oczywiście dobre miejsce zawdzięczam wyłącznie swojemu przyjacielowi Zenkowi, bowiem bez niego, bez jego podnoszenia na duchu i dodawania energii, a kończąc na nawigacji, nie uzyskałbym tak dobrego wyniku. Oczywiście braki są, jednak nie wiem, czy udało by mi się jeszcze lepiej przygotować kondycyjnie. Owszem wszystko można, ale i na to trzeba mieć czas. Tak więc bardzo dziękuje kumplowi, mam nadzieję, że i on jest równie zadowolony, jak ja.

    A teraz pora rozpocząć przygotowania do ... przyszłorocznej Odysei.
    Dziś mniej zdjęć, bo komu przy takiej pogodzie chciałoby się wyciągać aparaty czy telefony i robić zdjęcia. Więc jedynie zdjęcia po przyjeździe.

    Szkolny korytarz zamienił się w parking rowerowy.
    Parking rowerowy w szkole. © Robert


    Spanie na korytarzu.
    Spanie na korytarzu w szkole. © Robert


    A tak wyglądałem po przyjeździe na metę.
    Moja facjata po deszczu. © Robert


    A tak ... moje nogi.
    Przemoczone buty i getry. © Robert


    Tak jechaliśmy.

    komentarze
    Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

    Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

    Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa wiata
    Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]



    kategorie

    mój "sprzęt"

    GT 24679 km
  • od '99-09.14 - 24.663 km
  • znajomi

    wszyscy znajomi(9)

    Wyniki mojego syna: button stats bikestats.pl

    archiwum