Podsumowanie
Poniedziałek, 31 grudnia 2012 | dodano:09.01.2013
| Dst.: | 19.23 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 00:54 | Avg: | 21.37 |
| Vmax: | 33.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 135m | Bike: | GT | ||
Na koniec roku, na brakujące 19 km.
A przy okazji, że był to ostatni raz w 2012 r., więc małe podsumowanie roku.
Biorąc pod uwagę, że to kolejny rok rekordowy, to jak można powiedzieć, że był nie udany. Pokonane łącznie 3600 km, to mój najlepszy wynik w mojej dziewiętnastoletniej "karierze". Ale to głównie zasługa częstszych dojazdów rowerem do pracy. To chyba połowa z tego dystansu.
Poza tym na uwagę zasługują jeszcze cztery wydarzenia. Po pierwsze i chyba najważniejsze, to udana wyprawa rowerowa na Mazury wraz z synem. Co prawda tydzień czasu, ale świetnie się bawiliśmy i bardzo miło spędziliśmy czas. Od dawno to było moim marzeniem. Synek na szczęście nie zraził się do trudów i już teraz planujemy kolejne wyprawy.
Po drugie, to w końcu kupiłem sobie nowy kask, o którym już dawno myślałem. Jak to mówię swoim znajomym: "jest obłędny".
Po trzecie, kolejny udany start w odysei. Udany jak zwykle za sprawą Zenka, który to po raz kolejny wykazał się dużą cierpliwością do mnie czekając na podjazdach i znosząc moje marudzenie i narzekanie. Dzięki jednak tej imprezie "wpadło" kolejnych parę gmin.
No i na koniec, wybrałem się z synem na maraton MTB, którym okazał się fajnym sprawdzianem formy przed rowerową wyprawą.
Sezon niezwykle udany i oby następny również był taki, czego sobie i wszystkim znajomym życzę.
A przy okazji, że był to ostatni raz w 2012 r., więc małe podsumowanie roku.
Biorąc pod uwagę, że to kolejny rok rekordowy, to jak można powiedzieć, że był nie udany. Pokonane łącznie 3600 km, to mój najlepszy wynik w mojej dziewiętnastoletniej "karierze". Ale to głównie zasługa częstszych dojazdów rowerem do pracy. To chyba połowa z tego dystansu.
Poza tym na uwagę zasługują jeszcze cztery wydarzenia. Po pierwsze i chyba najważniejsze, to udana wyprawa rowerowa na Mazury wraz z synem. Co prawda tydzień czasu, ale świetnie się bawiliśmy i bardzo miło spędziliśmy czas. Od dawno to było moim marzeniem. Synek na szczęście nie zraził się do trudów i już teraz planujemy kolejne wyprawy.
Po drugie, to w końcu kupiłem sobie nowy kask, o którym już dawno myślałem. Jak to mówię swoim znajomym: "jest obłędny".
Po trzecie, kolejny udany start w odysei. Udany jak zwykle za sprawą Zenka, który to po raz kolejny wykazał się dużą cierpliwością do mnie czekając na podjazdach i znosząc moje marudzenie i narzekanie. Dzięki jednak tej imprezie "wpadło" kolejnych parę gmin.
No i na koniec, wybrałem się z synem na maraton MTB, którym okazał się fajnym sprawdzianem formy przed rowerową wyprawą.
Sezon niezwykle udany i oby następny również był taki, czego sobie i wszystkim znajomym życzę.






