Wpisy archiwalne w miesiącu
Styczeń, 2009
| Dystans całkowity: | 62.69 km (w terenie 38.37 km; 61.21%) |
| Czas w ruchu: | 04:20 |
| Średnia prędkość: | 14.47 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 40.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 666 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 180 (92 %) |
| Maks. tętno średnie: | 139 (71 %) |
| Suma kalorii: | 693 kcal |
| Liczba aktywności: | 5 |
| Średnio na aktywność: | 12.54 km i 0h 52m |
| Więcej statystyk | |
Ścieżka treningowa
Sobota, 31 stycznia 2009 | dodano:31.01.2009
| Dst.: | 5.86 | Off-road: | 5.66 | Czas: | 00:24 | Avg: | 14.65 |
| Vmax: | 21.50 | Temp.: | -3.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 36m | Bike: | GT | ||
Krótkie rozruszanie starych kości po ostatnim spinningu.
Nareszcie
Niedziela, 25 stycznia 2009 | dodano:25.01.2009
| Dst.: | 19.14 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:09 | Avg: | 16.64 |
| Vmax: | 40.50 | Temp.: | 4.0 | HRmax: | 180( 92%) | HRavg | 139( 71%) |
| Cal: | 693kcal | ALT: | 205m | Bike: | GT | ||
Po dwóch tygodniach przerwy udało się wyjść. Ciężko było, bo po chorobie byłem nieco osłabiony. Poza tym rower po awarii nie działa perfekcyjnie. Pomimo wymiany łańcucha, do wymiany jest jeszcze kaseta, bo ten nowy łańcuch przeskakuje.
Dziś pojechałem do Masłowa.
Dziś pojechałem do Masłowa.
AWARIA
Niedziela, 4 stycznia 2009 | dodano:05.01.2009
| Dst.: | 4.05 | Off-road: | 1.80 | Czas: | 00:20 | Avg: | 12.15 |
| Vmax: | 24.00 | Temp.: | -2.0 | HRmax: | 165( 85%) | HRavg | 139( 71%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 42m | Bike: | GT | ||
Dziś wyszedłem na krótko, nawet bardzo krótko. Przytrafiła mi się bowiem awaria, która w zasadzie po 2,6 km uniemożliwiła mi dalszą jazdę.
A zaczęło się od tego, że na początku, po przejechaniu pierwszego kilometra zauważyłem, że mam małą ilość powietrza w przednim kole. Więc zatrzymałem, dopompowałem nieco, aby dojechać do najbliższej stacji. Tam zrobiłem co należało i mając nadzieję, że dalej będzie wszystko w porządku, ruszyłem dalej.
Nic bardziej mylnego, po przejechaniu ok. 500 m, na lekkim podjeździe nagle stanąłem, ponieważ poczułem, że jakby łańcuch mi spadł. Zabieram się za odpowiednie czynności, a tu ... nie ma łańcucha. Ukradli łańcuch, czy co? Jak się okazało, łańcuch ... zerwany, leżał sobie dwa metry wcześniej. Zakląłem szpetnie. Niby miałem skuwacz, ale szczerze mówiąc, jeszcze nigdy go nie używałem, więc nie za bardzo miałem ochotę na "zabawę" na śniegu i mrozie. Zakręciłem więc łańcuch na kierownicy i, ponieważ było z górki, zjechałem jak najbliżej domu. Dalej na piechotę.
Ale mojego pecha to nie koniec, najgorsze dopiero miało nastąpić. Nieco wkurzony na całą tą sytuację, w końcu straciłem okazję do jazdy, postanowiłem wyprać ciuchy, które po ostatnim czasie już mocno "pachniały". I tak wszystko wrzuciłem do pralki, proszek i pstryk, start. Woda się leje pięknie. Niby nic, ale (o czym się dowiedziałem nieco później) zapomniałem wyjąć z kieszeni komórkę. Niestety, nie przeżyła tej próby. Więc kur... się na maksa. Szlag trafił komórkę i wszystkie kontakty, których nigdzie nie mam zapisanych. Jasna cholera.
Taki miałem wczoraj "cudowny" dzień.
A zaczęło się od tego, że na początku, po przejechaniu pierwszego kilometra zauważyłem, że mam małą ilość powietrza w przednim kole. Więc zatrzymałem, dopompowałem nieco, aby dojechać do najbliższej stacji. Tam zrobiłem co należało i mając nadzieję, że dalej będzie wszystko w porządku, ruszyłem dalej.
Nic bardziej mylnego, po przejechaniu ok. 500 m, na lekkim podjeździe nagle stanąłem, ponieważ poczułem, że jakby łańcuch mi spadł. Zabieram się za odpowiednie czynności, a tu ... nie ma łańcucha. Ukradli łańcuch, czy co? Jak się okazało, łańcuch ... zerwany, leżał sobie dwa metry wcześniej. Zakląłem szpetnie. Niby miałem skuwacz, ale szczerze mówiąc, jeszcze nigdy go nie używałem, więc nie za bardzo miałem ochotę na "zabawę" na śniegu i mrozie. Zakręciłem więc łańcuch na kierownicy i, ponieważ było z górki, zjechałem jak najbliżej domu. Dalej na piechotę.
Ale mojego pecha to nie koniec, najgorsze dopiero miało nastąpić. Nieco wkurzony na całą tą sytuację, w końcu straciłem okazję do jazdy, postanowiłem wyprać ciuchy, które po ostatnim czasie już mocno "pachniały". I tak wszystko wrzuciłem do pralki, proszek i pstryk, start. Woda się leje pięknie. Niby nic, ale (o czym się dowiedziałem nieco później) zapomniałem wyjąć z kieszeni komórkę. Niestety, nie przeżyła tej próby. Więc kur... się na maksa. Szlag trafił komórkę i wszystkie kontakty, których nigdzie nie mam zapisanych. Jasna cholera.
Taki miałem wczoraj "cudowny" dzień.
Kolejny fajny dzień
Sobota, 3 stycznia 2009 | dodano:03.01.2009
| Dst.: | 13.54 | Off-road: | 13.34 | Czas: | 00:54 | Avg: | 15.04 |
| Vmax: | 24.50 | Temp.: | -7.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 99m | Bike: | GT | ||
Dziś nieco mniej czasu, którego wystarczyło na spokojną jazdę po ścieżce treningowej. No i dziś zimno było. Jak kończyłem, to licznik pokazywał -7 st. Brrrr.
NOWY SEZON
Piątek, 2 stycznia 2009 | dodano:02.01.2009
| Dst.: | 20.10 | Off-road: | 17.57 | Czas: | 01:33 | Avg: | 12.97 |
| Vmax: | 27.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 284m | Bike: | GT | ||
Pora zacząć nowy sezon i nową zabawę. Ten rok będę traktował raczej ulgowo, ponieważ rodzina mi się powiększy i będzie mniej czasu na rower.
Dziś zaczęło się zimowo, w pewnym momencie dość mocno sypał śnieg. No ale jeszcze aż tak dużo go nie spadło, więc swobodnie można pojeździć po lesie.
Dzisiejsza trasa, to: wokół Masłowa, w pierwszej kolejności na Świnią Górę, później na Dalnię i Białą, na koniec jeden raz ścieżką treningową.
Dziś zaczęło się zimowo, w pewnym momencie dość mocno sypał śnieg. No ale jeszcze aż tak dużo go nie spadło, więc swobodnie można pojeździć po lesie.
Dzisiejsza trasa, to: wokół Masłowa, w pierwszej kolejności na Świnią Górę, później na Dalnię i Białą, na koniec jeden raz ścieżką treningową.






