Wpisy archiwalne w miesiącu
Czerwiec, 2010
| Dystans całkowity: | 105.91 km (w terenie 20.00 km; 18.88%) |
| Czas w ruchu: | 05:19 |
| Średnia prędkość: | 19.92 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 40.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 659 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 187 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 138 (72 %) |
| Suma kalorii: | 416 kcal |
| Liczba aktywności: | 5 |
| Średnio na aktywność: | 21.18 km i 1h 03m |
| Więcej statystyk | |
Cost down + MP w kolarstwie
Wtorek, 29 czerwca 2010 | dodano:29.06.2010
| Dst.: | 23.63 | Off-road: | 2.82 | Czas: | 01:00 | Avg: | 23.63 |
| Vmax: | 40.50 | Temp.: | 25.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 135m | Bike: | GT | ||
Miałem kiedyś styczność z pracownikami z Japonii, którzy to od samego początku wprowadzali politykę Cost down, czyli oszczędności. I chyba tak mi to zostało. Postanowiłem bowiem nieco zaoszczędzić na benzynie i przesiadłem się na rower do pracy. Dzięki temu będzie za co go później naprawić. Nastały wakacje, chłopaka już nie muszę odwozić do szkoły. Więc jest okazja. A jeszcze taka ładna pogoda, to szkoda nie skorzystać. Biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że ostatnio nie mam zbyt wielu okazji do jazdy, więc wszystko ładnie się układa.
Dziś to dodatkowo zahaczyłem o stadion. A później pobłądziłem na Pakoszu.
Dodatkowo wrzucam kilka zdjęć z niedawno ukończonych Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym. Trasa malownicza, którą znam doskonale, ponieważ często na niej "trenuję". A zdjęcia są z jednego z dwóch podjazdów. Kibiców było sporo, ponieważ i pogoda dopisała. Prawie jak Tour de France.

Na czele nowy mistrz z jazdy na czas, Jarosław Marycz, a za nim (chyba) Maciej Bodnar. Znane z zawodowych peletonów ekipy.

Kolejna spora grupka, gdzie najwięcej było "pomarańczowych".

Moja ulubiona "przełęcz" Klonówka, na której ustawiony był bufet. Końcówka podjazdu, to 8%. Jej profil pokazany jest w moim wcześniejszym wpisie.

Oprawa również niczego sobie, jak faktycznie z TdF. Jednak to tylko oprawa techniczna i serwisowa. Niestety nie zauważyłem oprawy medialnej w postaci telewizji. I jak tu kolarstwo ma się rozwijać skoro telewizja polska nie przyjeżdża na jeden z ważniejszych wyścigów w kraju. Wiem, że teraz to może Tour de Pologne jest ważniejszy. No ale w końcu to były mistrzostwa kraju. Nawet w wiadomościach nic nie wspomniano o tym wydarzeniu.
W uzupełnieniu dodam, że nowym mistrzem jest Jacek Morajko.
Dziś to dodatkowo zahaczyłem o stadion. A później pobłądziłem na Pakoszu.
Dodatkowo wrzucam kilka zdjęć z niedawno ukończonych Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym. Trasa malownicza, którą znam doskonale, ponieważ często na niej "trenuję". A zdjęcia są z jednego z dwóch podjazdów. Kibiców było sporo, ponieważ i pogoda dopisała. Prawie jak Tour de France.

Prawie jak Tour de France.© Robert
Na czele nowy mistrz z jazdy na czas, Jarosław Marycz, a za nim (chyba) Maciej Bodnar. Znane z zawodowych peletonów ekipy.

Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym.© Robert
Kolejna spora grupka, gdzie najwięcej było "pomarańczowych".

"Przełęcz" Klonówka podczas Mistrzostw Polski.© Robert
Moja ulubiona "przełęcz" Klonówka, na której ustawiony był bufet. Końcówka podjazdu, to 8%. Jej profil pokazany jest w moim wcześniejszym wpisie.

Widoki niczym na TdF.© Robert
Oprawa również niczego sobie, jak faktycznie z TdF. Jednak to tylko oprawa techniczna i serwisowa. Niestety nie zauważyłem oprawy medialnej w postaci telewizji. I jak tu kolarstwo ma się rozwijać skoro telewizja polska nie przyjeżdża na jeden z ważniejszych wyścigów w kraju. Wiem, że teraz to może Tour de Pologne jest ważniejszy. No ale w końcu to były mistrzostwa kraju. Nawet w wiadomościach nic nie wspomniano o tym wydarzeniu.
W uzupełnieniu dodam, że nowym mistrzem jest Jacek Morajko.
Podjazd Klonówka
Sobota, 19 czerwca 2010 | dodano:19.06.2010
| Dst.: | 15.32 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 00:42 | Avg: | 21.89 |
| Vmax: | 38.50 | Temp.: | 13.0 | HRmax: | 187( 98%) | HRavg | 138( 72%) |
| Cal: | 416kcal | ALT: | 172m | Bike: | GT | ||
Od dziś postanowiłem pokusić się o zrobienie takiego zestawienia większych podjazdów w okolicy mojego miasta.
Dziś, "na śniadanie", zafundowałem sobie podjazd na Klonówkę. Jest to jeden z lepszych i fajniejszych podjazdów w naszej okolicy. To jest tylko część szosowa, ponieważ podjazd sam ciągnie się później jeszcze dalej, ale już drogą polną. Ten podjazd również kiedyś przedstawię.
Nawiasem mówiąc na tym podjeździe za tydzień będą walczyć kolarze podczas Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym. Ten podjazd będzie pokonywany w sumie 12 razy. Są miejsca, szczególnie na początku oraz pod koniec, gdzie nachylenie wynosi ok. 8%.
Dziś, "na śniadanie", zafundowałem sobie podjazd na Klonówkę. Jest to jeden z lepszych i fajniejszych podjazdów w naszej okolicy. To jest tylko część szosowa, ponieważ podjazd sam ciągnie się później jeszcze dalej, ale już drogą polną. Ten podjazd również kiedyś przedstawię.
Nawiasem mówiąc na tym podjeździe za tydzień będą walczyć kolarze podczas Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym. Ten podjazd będzie pokonywany w sumie 12 razy. Są miejsca, szczególnie na początku oraz pod koniec, gdzie nachylenie wynosi ok. 8%.
Praca-dom
Czwartek, 17 czerwca 2010 | dodano:17.06.2010
| Dst.: | 23.98 | Off-road: | 2.05 | Czas: | 01:05 | Avg: | 22.14 |
| Vmax: | 39.00 | Temp.: | 13.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 113m | Bike: | GT | ||
Perypetii z samochodem ciąg dalszy. Ale tym razem to już konkretna naprawa. Ale i tak nie wszystko. Kolejne ... to już w lipcu.
Dziś rano zimno było po rękach. Założyłem nową koszulkę mojej ekipy, więc była okazja do pokazania się i nie za bardzo chciałem się przykrywać. Uznałem jednak, że po prostu trzeba się rozgrzać i zacząłem szybciej jechać. I tak po ok. 2 km z prędkością ok. 38 km/h poczułem w końcu ciepełko.
Później już tak się nie spieszyłem. W końcu jechałem do pracy.

Zdjęcie może i nie wyraźnie, ale robiłem to telefonem, gdzie obiektyw mam nieco zakurzony. Zresztą nie było również czasu na ustawianie i organizowanie wybiegu dla modeli. Kiedyś zrobię jeszcze zdjęcie ładniejsze w całej okazałości.
Dziś rano zimno było po rękach. Założyłem nową koszulkę mojej ekipy, więc była okazja do pokazania się i nie za bardzo chciałem się przykrywać. Uznałem jednak, że po prostu trzeba się rozgrzać i zacząłem szybciej jechać. I tak po ok. 2 km z prędkością ok. 38 km/h poczułem w końcu ciepełko.
Później już tak się nie spieszyłem. W końcu jechałem do pracy.

Nad zalewem o poranku w drodze do pracy.© Robert
Zdjęcie może i nie wyraźnie, ale robiłem to telefonem, gdzie obiektyw mam nieco zakurzony. Zresztą nie było również czasu na ustawianie i organizowanie wybiegu dla modeli. Kiedyś zrobię jeszcze zdjęcie ładniejsze w całej okazałości.
Pierwszy raz ... po raz kolejny
Czwartek, 10 czerwca 2010 | dodano:10.06.2010
| Dst.: | 17.60 | Off-road: | 0.99 | Czas: | 00:44 | Avg: | 24.00 |
| Vmax: | 37.50 | Temp.: | 33.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 50m | Bike: | GT | ||
Kurcze, jak to jest, że pomimo mojego wieku, ciągle człowiek przeżywa swoje pierwsze razy. I ciągle mu się przytrafiają takie zdarzenia.
Dziś ponownie był mój pierwszy raz. Dokładnie pierwszy raz przyjechałem do pracy rowerem. Do tej pory nie miałem możliwości, a aktualnie na ten fakt przyczyniło się kilka spraw.
Po pierwsze, mój samochód już (ponownie) od tygodnia jest w mechanika. Dziś postanowiłem podjechać do gościa i zapytać co i jak. A rowerem najszybciej, bo na piechotę nieco za daleko, a autobusem, to nawet nie wiem jak dojechać. A jak nie mam samochodu, to syna do szkoły wozi żona.
Po drugie, w pracy jestem szybciej, niż "podróż" autobusem. Zresztą dość mam autobusów, bo do domu wracam ponad godzinę, głównie przez korki i remonty na ulicach.
No i zawsze to jakaś oszczędność na biletach.
A kolejny powód, że zawsze to przyjemniejsza droga.
W pracy sensacja, po pokazałem się w rowerowych ciuchach i z kaskiem na głowie.
Być może w wakacje zwyczaj ten przejdzie do porządku dziennego. Mam nadzieję.
No cóż, samochód niby nie czynny, bo sporo nie działa, ale i tak go zabrałem, ponieważ jutro mam pilny wyjazd, więc bez samochodu ani rusz. Ale jutro muszę ponownie go zostawić u mechanika. Do wymiany: ... a mnóstwo rzeczy. Aż szkoda słów. Już z chęcią pozbył bym się tego samochodu.
Dziś ponownie był mój pierwszy raz. Dokładnie pierwszy raz przyjechałem do pracy rowerem. Do tej pory nie miałem możliwości, a aktualnie na ten fakt przyczyniło się kilka spraw.
Po pierwsze, mój samochód już (ponownie) od tygodnia jest w mechanika. Dziś postanowiłem podjechać do gościa i zapytać co i jak. A rowerem najszybciej, bo na piechotę nieco za daleko, a autobusem, to nawet nie wiem jak dojechać. A jak nie mam samochodu, to syna do szkoły wozi żona.
Po drugie, w pracy jestem szybciej, niż "podróż" autobusem. Zresztą dość mam autobusów, bo do domu wracam ponad godzinę, głównie przez korki i remonty na ulicach.
No i zawsze to jakaś oszczędność na biletach.
A kolejny powód, że zawsze to przyjemniejsza droga.
W pracy sensacja, po pokazałem się w rowerowych ciuchach i z kaskiem na głowie.
Być może w wakacje zwyczaj ten przejdzie do porządku dziennego. Mam nadzieję.
No cóż, samochód niby nie czynny, bo sporo nie działa, ale i tak go zabrałem, ponieważ jutro mam pilny wyjazd, więc bez samochodu ani rusz. Ale jutro muszę ponownie go zostawić u mechanika. Do wymiany: ... a mnóstwo rzeczy. Aż szkoda słów. Już z chęcią pozbył bym się tego samochodu.
Pierwsza wspólna jazda
Niedziela, 6 czerwca 2010 | dodano:08.06.2010
| Dst.: | 25.38 | Off-road: | 14.14 | Czas: | 01:48 | Avg: | 14.10 |
| Vmax: | 39.50 | Temp.: | 28.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 189m | Bike: | GT | ||
Dziś, korzystając z ciepłego dnia, zdecydowałem się na jazdę z najmłodszym synkiem w foteliku. Obawiałem się tego, jak będzie się zachowywał. Czy nie będzie się bał? Czy nie będzie się kręcił i rzucał na foteliku? Miałem obawy, jak zareaguje na założenie kasku. Bowiem po 14 miesięcznym dzieciaku można różnych rzeczy się spodziewać.
Ale jak się okazało, mały siedział dumnie w foteliku. Nie kręcił się, siedział spokojnie i oglądał świat. Kask również przeszedł test pozytywnie. Dziecko nie ściągało go z głowy, co czasami zdarza się przy czapkach.
Długo nie jeździliśmy, ponieważ nie chciałem nadwyrężać ewentualnej cierpliwości, ale widzę, że wszystko dobrze rokuje na przyszłość. Bardzo cieszę się z tego faktu, że spasowało to mojemu synkowi, ponieważ tym samym mogę częściej wychodzić na rower. A takie dodatkowe "wspomaganie treningowe" również się przyda.
Później pojeździłem również ze starszym synem. Dawno mu już to obiecałem. Ubraliśmy się w takie same stroje rowerowe i był mały lansik na ścieżce rowerowej.
A jeszcze pod wieczór wyskoczyłem na swoją ścieżkę pożarową, ponieważ jakoś trzeba się przygotować do maratonu. Zrobiłem dwie rundy na max (przynajmniej tak mi się wydawało). "Złapałem" czas 14.58. Następnym razem muszę to inaczej policzyć z dokładnym dystansem, czasem i pulsem. To dopiero będzie podkładka pod następne porównania.
Fajnie było, ale jedyna trudność, to masa komarów i innego fruwającego dziadostwa. Nie można było na chwilę zatrzymać się, ponieważ od razu chmara się zjawiała. Jedyna rada, to jechać w miarę szybko. Już przy prędkości 20 km/h część zatrzymywała się na okularach, część na zębach, a część, jako wspomaganie, w gardle.
Ale jak się okazało, mały siedział dumnie w foteliku. Nie kręcił się, siedział spokojnie i oglądał świat. Kask również przeszedł test pozytywnie. Dziecko nie ściągało go z głowy, co czasami zdarza się przy czapkach.
Długo nie jeździliśmy, ponieważ nie chciałem nadwyrężać ewentualnej cierpliwości, ale widzę, że wszystko dobrze rokuje na przyszłość. Bardzo cieszę się z tego faktu, że spasowało to mojemu synkowi, ponieważ tym samym mogę częściej wychodzić na rower. A takie dodatkowe "wspomaganie treningowe" również się przyda.
Później pojeździłem również ze starszym synem. Dawno mu już to obiecałem. Ubraliśmy się w takie same stroje rowerowe i był mały lansik na ścieżce rowerowej.
A jeszcze pod wieczór wyskoczyłem na swoją ścieżkę pożarową, ponieważ jakoś trzeba się przygotować do maratonu. Zrobiłem dwie rundy na max (przynajmniej tak mi się wydawało). "Złapałem" czas 14.58. Następnym razem muszę to inaczej policzyć z dokładnym dystansem, czasem i pulsem. To dopiero będzie podkładka pod następne porównania.
Fajnie było, ale jedyna trudność, to masa komarów i innego fruwającego dziadostwa. Nie można było na chwilę zatrzymać się, ponieważ od razu chmara się zjawiała. Jedyna rada, to jechać w miarę szybko. Już przy prędkości 20 km/h część zatrzymywała się na okularach, część na zębach, a część, jako wspomaganie, w gardle.






