o mnie

  • '07 r. (BS) - 16550.77 km
  • off-road - 3682.30 km 22.25%
  • czas jazdy - 40d 18h 23m
  • avg. - 16.92 km/h
  • od'94-09.14 - 30.120 km
  • moje pełne statystyki

  • Rowerowe Kielce



  • baton rowerowy bikestats.pl


    Moje skromne rekordy (max):
    rocznie - 3.601 km ('12)
    miesięcznie - 558 km (VIII'12)
    dziennie - 161 km ('01)
    Vmax. - 71 km/h ('07)

    wykresy roczne

    Wykres roczny blog rowerowy Robert.bikestats.pl

    linki

    szukaj


    Witam wszystkich free counters Zapraszam ponownie.

    Pogoda w Kielcach
    Wpisy archiwalne w miesiącu

    Sierpień, 2010

    Dystans całkowity:354.14 km (w terenie 30.53 km; 8.62%)
    Czas w ruchu:18:36
    Średnia prędkość:19.04 km/h
    Maksymalna prędkość:57.00 km/h
    Suma podjazdów:1897 m
    Liczba aktywności:16
    Średnio na aktywność:22.13 km i 1h 09m
    Więcej statystyk

    Praca-dom

    Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 | dodano:30.08.2010
    Dst.:28.13Off-road:2.98 Czas:01:31Avg:18.55
    Vmax:34.50Temp.:15.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:171mBike:GT

    Pogoda beznadziejna była w weekend. Jak już wydawało mi się, że będzie ładnie i wyszedłem na rower, to po pól godzinie musiałem zawrócić, ponieważ zbliżała się w oddali ściana wody. A musiałem jeszcze rodzinę ostrzec, aby i oni nie zmokli.
    A dziś jeszcze zdecydowałem się na rower do pracy. Rano zimno: 10 st. Założyłem więc geterki, które to szczególnie przypadły do gustu moim koleżankom w pracy, a szczególnie moje łydki.
    Ale czyżby już kryzys przychodził i znużenie? Jakoś bowiem dziś już nie tak ochoczo zbierałem się do tego wyjazdu. Nie dość, że zimno, to jeszcze jest groźba deszczu. Ale gdyby nie fakt, że musiałem w trakcie pracy wyskoczyć załatwić jedną sprawę, to pewnie przyjechałbym już autobusem do pracy.
    A tak pewnie będzie jutro, ponieważ zapowiadają niezłe opady, a nie chce mi się ponownie czyścić sprzętu. A jeszcze po poprzednim deszczu nie do końca jest wyczyszczony.
    Tak więc przez tą pogodę raczej rekordu miesięcznego nie będzie. No ale to i tak mój drugi wynik w historii.
    Po pracy spokojnie, nieco wcześniej niż zwykle, ale spieszyłem się na spotkanie do szkoły.
    No i rekordu nie będzie.

    Buspas

    Piątek, 27 sierpnia 2010 | dodano:27.08.2010
    Dst.:16.89Off-road:2.38 Czas:00:46Avg:22.03
    Vmax:33.50Temp.:23.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 76mBike:GT

    Wczoraj zmuszony byłem wracać do domu jedną z bardziej ruchliwych ulic w moim mieście: ul. Warszawską. Oczywiście ścieżki rowerowej nie uświadczy, więc trzeba było jechać ulicą. No ale teraz od niedawna wyznaczyli buspas, więc tylko dla autobusów i taxi.
    No i tak jechałem tym buspasem, ale zacząłem się zastanawiać, czy ja mogę tak jechać. Bo tak, buspasy niby są tylko dla autobusów, więc teoretycznie nie powinienem tędy jechać. No ale teraz tak, pojadę normalnie, czyli prawie środkiem, to nie dość, że z prawej strony rozjadą mnie autobusy, to z lewej cała reszta samochodów osobowych. I tak źle, i tak nie dobrze.
    Efektem było to, że tak "ścigałem" się z jednym autobusem. Jak zajeżdżał na przystanki, to ja mu odchodziłem, ale mijał mnie na światłach. Dopiero później nieco zwolniłem i odpuściłem, więc mogłem sobie już dalej jechać niemalże spokojnie, bowiem na szczęście nie jechał żaden kolejny.

    No a dziś, to dla mnie próba charakteru, ponieważ po raz pierwszy przyszło mi jechać do pracy w deszczu. Myślałem, że uda się tego uniknąć, ale wychodzę z domu, a tu zaczyna padać. Więc szybki przepak, i w drogę. Na szczęście już wczoraj nieco przygotowałem się na wersję deszczową dzisiejszego dnia, a więc założyłem błotniki, aby się za mocno nie uchlapać. Zobaczymy jak będzie z powrotem. Niby żona chce po mnie przyjechać, ale odmówiłem, w końcu nie jestem mięczak.
    Po pracy na szczęście uniknąłem deszczu. No ale jedynym może pozytywnym skutkiem tej dzisiejszej pogody jest fakt, że przyszła pora na czyszczenie sprzętu, bowiem przez 2 tygodnie codziennego użytkowania, plus dzisiejszy deszcz, negatywnie wpłynęły na układ napędowy. Konieczne jest czyszczenie.

    Na Giewont

    Czwartek, 26 sierpnia 2010 | dodano:26.08.2010
    Dst.:20.92Off-road:3.85 Czas:00:59Avg:21.27
    Vmax:40.00Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:147mBike:GT

    Ostatnio moje wpisy stały się nudne, postanowiłem więc nieco je urozmaicić.
    Otóż niedawno, robiąc porządki, natknąłem się na mój stary album ze zdjęciami. Ale to nie byle jakie zdjęcia. To zdjęcia z mojej wyprawy NA GIEWONT. Tak, tak, nie mylę się, NA GIEWONT, ten w Zakopanem z tym krzyżem.
    Zdziwieni? To już historia, i to odległa, bowiem są to początki MTB w Polsce. Rok mniej więcej 1993. Razem z kolegami z uczelni postanowiliśmy wyjechać na dzień w prawdziwe góry i "wjechać" na Giewont. No i wszystko było bez problemów. Jechało się tam, gdzie można było jechać. Prowadziło się tam, gdzie nie dało się jechać. No a już później, niosło się na ramionach, jak już nie dało się nawet prowadzić.
    Najtrudniejszy był chyba ten fragment z łańcuchami. Bowiem miałem już wówczas serdecznie dość. Najbardziej to ramie mnie bolało od dźwigania roweru. W tamtym czasie nie było jeszcze rowerów aluminiowych, a o karbonie nikt nie słyszał. Więc rower był ciężki.
    Zapewne zastanawiacie się, jak to możliwe, skoro tam nie wolno. Ano nie wolno, wówczas podobno również. Ale chyba wówczas jeszcze nikomu nie śniły się takie "wyczyny", bowiem jak spytaliśmy napotkanych strażników: "Jak daleko jeszcze na Giewont", to byli tak zdziwieni naszym widokiem, że odpowiedź była krótka: "Nie, nie daleko". I tyle było naszej "znajomości" ze strażnikami. A tak, to nie było żadnych problemów.
    Zresztą nie tylko dla tych strażników byliśmy zaskoczeniem, bowiem inni turyści na szczycie koniecznie chcieli zrobić sobie zdjęcie z nami i naszymi rowerami. "Nie wiadomo kiedy następnym razem spotkamy takich oszołomów i wariatów".
    Tak więc wycieczka niesamowita, wrażenia do dziś. No a na potwierdzenie tego faktu mam oczywiście zdjęcia. Przepraszam za ich nie najlepszą jakość, ale stare i na dodatek skanowane były. Niestety nie mieliśmy szczęścia do pogody, bowiem było mgliście i deszczowo. Niewiele więc widziałem z góry. Szkoda, bo to był mój jak na razie pierwszy i ostatni pobyt na tej górze.

    To już ostatni fragment wspinaczki. To te łańcuchy. W jednej ręce łańcuch, a w drugiej rower. Już niewiele brakowało, abym rzucił ten rower w pobliską przepaść, tak miałem dość.
    Wspinaczka na Giewont. © Robert

    Tu już na szczycie, siedzę pierwszy po lewej (bez białej koszulki) mocno zdyszany i zmęczony. Nie miałem wówczas ochoty na pozowanie do zdjęć. Jak możecie zauważyć, mieliśmy na głowach jedne z pierwszych kasków rowerowych. Była to po prostu skorupa styropianu, osłonięta zwyczajnym materiałem. Dostaliśmy je z uczelni z uwagi na niebezpieczną wyprawę w góry. Ten kask mam jeszcze u siebie do dziś.
    Na szczycie Giewontu, pod krzyżem. © Robert

    A tu już krzyż giewoncki w pełnej okazałości z nami i rowerami pod nim.
    Krzyż na Giewoncie w całej okazałości. © Robert


    A dziś normalnie do pracy, no może lekko nie normalnie. Miałem kilka minut więcej, pojechałem więc nieco okrężną drogą przez "swoją" ścieżkę leśną.
    W drodze do domu podjechałem jeszcze do księgarni, kupić książkę dla dziecka.

    Praca-dom

    Środa, 25 sierpnia 2010 | dodano:25.08.2010
    Dst.:16.80Off-road:1.19 Czas:00:42Avg:24.00
    Vmax:39.00Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 72mBike:GT

    Oj, zimno się znów robi o poranku. Do pracy więc nieco szybszym tempem, co by się rozgrzać. Niestety wcześniej już nie mogę wyjść i skoczyć "na boki" przed pracą, więc sama tylko jazda do pracy.
    Do domku również spokojnie i wolniej, ponieważ mocno wiało.

    Praca-dom

    Wtorek, 24 sierpnia 2010 | dodano:24.08.2010
    Dst.:16.85Off-road:2.38 Czas:00:46Avg:21.98
    Vmax:34.50Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 80mBike:GT

    Do pracy spokojnym tempem z myślami przy ważnej sprawie. No i nawet dość ciepło. Trzeba było nawet w połowie trasy zdjąć rękawki.
    Po pracy również spokojnie do domu.

    Praca-dom

    Poniedziałek, 23 sierpnia 2010 | dodano:23.08.2010
    Dst.:16.77Off-road:1.19 Czas:00:41Avg:24.54
    Vmax:34.50Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 65mBike:GT

    Dziś musiałem zasuwać do pracy, ponieważ późno wyszedłem z domu. Wykręciłem więc niezłą średnią. Nogi się nieźle kręcą, a i ręka już mniej dokucza.
    Po pracy spokojnie do domku.

    Na lody

    Niedziela, 22 sierpnia 2010 | dodano:22.08.2010
    Dst.:12.05Off-road:1.35 Czas:01:04Avg:11.30
    Vmax:25.00Temp.:34.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 96mBike:GT

    Ciepło, zatem pora na lody. Razem z synem skoczyłem do McDonald'a na lody. A później - do szkoły zobaczyć jakie książki należy zakupić. Rodzinnie i spokojnie.

    Praca-dom

    Piątek, 20 sierpnia 2010 | dodano:20.08.2010Kategoria Średnia przyjemność
    Dst.:35.78Off-road:1.19 Czas:01:35Avg:22.60
    Vmax:39.00Temp.:23.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:196mBike:GT

    Dziś ponownie przed pracą pojechałem sobie na krótką wycieczkę. Niestety moje wcześniejsze plany musiałem zmienić, ponieważ nie zdążyłbym do pracy. Dziś to była bowiem ostatnia okazja, aby przed pracą pojechać gdzieś dalej, bo było więcej czasu.
    Rano zimno, miejscami 11 st. Chyba trzeba będzie zakładać długie rękawiczki, ponieważ najbardziej w dłonie było mi zimno. No niestety, powoli lato się kończy.
    Ale czuję już lekkie zmęczenie codziennymi dojazdami. Szczególnie wczorajszy dzień i szybkie tempo dzisiaj rano zmęczyły mnie. Czuję już nogi. Więc pewnie w weekend będzie przerwa, lub może jakaś jazda z chłopakami.
    Po procy do domu jechałem już spokojnie, bo i pogoda była najlepsza na rower.

    Praca-dom

    Czwartek, 19 sierpnia 2010 | dodano:19.08.2010Kategoria Średnia przyjemność
    Dst.:33.17Off-road:3.18 Czas:01:21Avg:24.57
    Vmax:39.50Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:173mBike:GT

    Dziś udało mi się wyjechać z domu wcześniej, niż zwykle. Miałem więcej czasu na dojazd do pracy, zatem pojechałem okrężną drogą przez Malików i Grabinę. Później jeszcze pojechałem w kierunku Sitkówki, gdzie spotkałem kolegę z pracy, z którym to razem już przyjechałem do pracy.
    A tak wygląda teraz moja ręka. Robi się spory strup. Ręka dalej jeszcze boli, szczególnie jak jadę szybciej terenem i jak ręka mi się trzęsie.
    Przyschnięte szlify rowerowe. © Robert

    W drodze do domu znów musiałem nieźle zapierniczać, ponieważ chciałem uniknąć porządnego zmoczenia przez zbliżającą się burzę. Zaczęło lekko padać już na ostatnim kilometrze. No ale dzięki temu był niezły trening i wykręciłem niezłą średnią.

    Praca-dom

    Środa, 18 sierpnia 2010 | dodano:18.08.2010
    Dst.:20.97Off-road:2.38 Czas:01:01Avg:20.63
    Vmax:37.50Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:125mBike:GT

    Pogoda się na dziś zmieniła. Nie ma słońca, jest chłodno i wietrznie. No ale cóż, człowiek twardy jest i trzeba było jechać do pracy. Nawet miałem w planach skoczyć "w bok" przed pracą, ale jednak zacząłem zastanawiać się, czy to ja faktycznie jestem twardy. Choć ostatnia nie przespana noc utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak tak. Ale zobaczymy jak długo.
    W między czasie wyskoczyłem "w delegację" po upominki reklamowe, ale było tego za dużo, aby zabrać do plecaka.


    kategorie

    mój "sprzęt"

    GT 24679 km
  • od '99-09.14 - 24.663 km
  • znajomi

    wszyscy znajomi(9)

    Wyniki mojego syna: button stats bikestats.pl

    archiwum