o mnie

  • '07 r. (BS) - 16550.77 km
  • off-road - 3682.30 km 22.25%
  • czas jazdy - 40d 18h 23m
  • avg. - 16.92 km/h
  • od'94-09.14 - 30.120 km
  • moje pełne statystyki

  • Rowerowe Kielce



  • baton rowerowy bikestats.pl


    Moje skromne rekordy (max):
    rocznie - 3.601 km ('12)
    miesięcznie - 558 km (VIII'12)
    dziennie - 161 km ('01)
    Vmax. - 71 km/h ('07)

    wykresy roczne

    Wykres roczny blog rowerowy Robert.bikestats.pl

    linki

    szukaj


    Witam wszystkich free counters Zapraszam ponownie.

    Pogoda w Kielcach
    Wpisy archiwalne w miesiącu

    Wrzesień, 2010

    Dystans całkowity:173.96 km (w terenie 23.98 km; 13.78%)
    Czas w ruchu:08:42
    Średnia prędkość:20.00 km/h
    Maksymalna prędkość:55.50 km/h
    Suma podjazdów:1578 m
    Liczba aktywności:8
    Średnio na aktywność:21.74 km i 1h 05m
    Więcej statystyk

    Pół świata

    Niedziela, 26 września 2010 | dodano:05.10.2010
    Dst.:6.02Off-road:5.40 Czas:00:26Avg:13.89
    Vmax:32.00Temp.: HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:113mBike:GT

    20.000 km 1994-2010

    Pół świata „przejechałem”. Oczywiście nie dosłownie. Z rowerem za granicą byłem zaledwie dwa razy. Pierwszy raz, to niezapomniana do dziś wyprawa rowerowa przez południe Szwecji, dalej po Danii i północne wybrzeże Niemiec. Druga, to wczasy na Słowacji.

    Właśnie od tej wyprawy, od 1994 roku, kiedy to zakupiłem swój pierwszy elektroniczny licznik rowerowy, rozpocząłem dokładne zliczanie pokonanych kilometrów. Jak do tej pory ten pierwszy rok jazdy jest moim rekordowym pod względem liczby pokonanych kilometrów, jednak spowodowane jest to tym, że sama wyprawa zajęła nam niewiele ponad 1.800 km.

    Rower był ze mną od małego. Dokładnie pamiętam, w jakim miejscu, w jakich okolicznościach i ile mi frajdy wówczas przyniosła jazda po raz pierwszy na dwóch kółkach.

    Później, choroba i przerwa w jeżdżeniu. Po chorobie, w ramach rehabilitacji lekarz zalecił jazdę na rowerze, ponieważ wzmacniało to mięśnie nóg. Pamiętam swój rower – zielony Pelikan. Taki nieco mniejszy od sławnego Wigry, na którym też pamiętam później jeździłem. Wówczas w latach 70 i 80-tych nikt nie myślał o elektronicznych licznikach. W zasadzie o żadnych nie myślał, bo nie było żadnych w sprzedaży. Ba, samych rowerów nie było. Było tak kiepsko, że jak mi ukradli z piwnicy samo koło od roweru (zostało normalnie odkręcone, a rower został), to nie mogłem przez rok kupić odpowiedniego rozmiaru. Zresztą mój rower komunijny, sporo za duży na mnie – turystyczno-sportowy Wagant – również wystany był w kolejkach i po zapisach na listę.

    Tak na „poważnie” to rower zajął część mojego życia właśnie od 1994 roku – okres studiowania. Udało się mi dostać do sekcji rowerowej na uczelni. Jeśli WF był najważniejszym przedmiotem (takie odnosiłem wrażenie), to czemu go nie spędzać przyjemnie. No i tym Wagantem jeździłem na różne wycieczki. W drugim semestrze zakupiłem swój pierwszy rower górski. Potężna maszyna o nazwie TechnoBike, stalowa rama, przerzutki Shimano SIS (może jeszcze ktoś pamięta). Sporo się pojeździło, właśnie wyprawa głównie do Danii (porządny rower, nic się nie popsuło). Wypad na Giewont. Wypad dwudniowy do Zawoi, gdzie zanotowałem wówczas jeden ze swoich rekordów życiowych dziennych.

    Kiedy ten rower mi skradziono, zakupiłem kolejny, na którym pokonuję i zdobywam kolejne kilometry do dziś. Też już stary jest, rama Cro-Mo. Nieco ciężki, ale jakoś mam do niego sentyment. I tak czasami się męczę, jak widzę, że moi znajomi koledzy śmigają pod górkę. A przekonałem się kiedyś, że owszem – łydka jest ważna, ale i waga również.

    Tak więc stuknęło 20.000 km. Niby dużo, niby mało. Są tacy, którzy taki dystans robią w rok. No cóż. Może i też tak bym chciał, ale życie jest inne i na to nie pozwala. Jak byłem młodszy, to jeszcze nie było szału na rower. A jak zrobił się szał, to nie było rynku odpowiedniego. No a później to rodzina, jedno dziecko, teraz drugie. Więc byle zdrowie było, to łańcuch będzie się dalej kręcił.

    Co za wynik - 20.000 km. © Robert

    Na dobicie

    Czwartek, 23 września 2010 | dodano:23.09.2010
    Dst.:24.08Off-road:2.69 Czas:01:16Avg:19.01
    Vmax:41.50Temp.:23.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:245mBike:GT

    Aby przekonać się jak to jest drugiego dnia, dziś korzystając z okazji, że chłopaka nie muszę zawozić do szkoły, wybrałem się do pracy rowerem. No ale, aby nie było tak lekko, że to tylko takie luźne kręcenie, to pojechałem "na około" i wstąpiłem ... na Telegraf. To tak, aby się dobić po wczorajszym.
    No cóż, fakt, że całego nie zrobiłem, ponieważ spóźniłbym się do pracy, ale pokonałem (prawie jednostajnie) podjazd do "siodła". Dawno tam nie jechałem i dochodzę do wniosku, że również i ten podjazd został nieco zniszczony przez tegoroczne ulewy. Jest sporo luźnych kamieni, które znacznie utrudniają wjazd. Na jednym z takich właśnie fragmentów, jakoś mnie zatrzymało.
    Ciężko było, ale wjechałem. Spokojnie sobie młóciłem korbami, jedna, druga, jedna, druga. Tak noga za nogą. Nie wiem czy by to zadowoliło mojego partnera z ekipy, ale liczy się wjazd.
    W sumie nie było tak strasznie. Choć nogi czułem jeszcze.
    Jedna z nowszych ścieżek rowerowych. © Robert

    Początek podjazdu na Telegraf.
    Początek podjazdu na Telegraf © Robert

    Środkowa część podjazdu, gdzie jest max. 17 % nachylenia.
    Środkowa część podjazdu - 17%. © Robert

    Po pracy spokojnie do domu patrząc cały czas na łączne kilometry, bowiem pozostało ich już zaledwie 4 km.
    A pogoda to w ciągu dnia była super. Oby taka była podczas odysei.

    Ciąg dalszy BPS-u

    Środa, 22 września 2010 | dodano:23.09.2010Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
    Dst.:38.17Off-road:0.00 Czas:01:50Avg:20.82
    Vmax:55.50Temp.:7.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:516mBike:GT

    Oszukuję chyba sam siebie i staram się nadrobić stracony czas. No ale cóż, nie moja wina, ponieważ za późno dowiedziałem się o możliwości startu.
    Dziś kolejna część treningu. Mój partner z ekipy postanowił przegonić mnie po największych wzniesieniach i podjazdach w najbliższej okolicy. Tak więc na rozgrzewkę "poszedł" podjazd w Dąbrowie, gdzie maksymalnie jest 15%. Później fajny, podjazd do Doliny Marczakowej, dalej Scholasteria, no i gwóźdź programu - Ameliówka. Ale to nie koniec, bo Mąchocice Kapitulne, a później Klonówka. Niestety odpuściłem drugi raz Dąbrowę. Nie miałem siły.
    Pewnie mój znajomy uznał, że będzie miał ze mną krucho i nie powalczy o dobrą lokatę na odysei, więc zafundował mi taki trening.
    No cóż, jechaliśmy prawie 2 godziny, bez przystawania, więc później odczuwałem trudy tego treningu. No i mam pewne konkluzje z tego treningu.
    Po pierwsze będzie ciężko. Jechaliśmy 2 godz., a w sumie jest 8 godz. jazdy. Liczę na to, że mimo wszystko będą jakieś przerwy, na choćby podbicie PK. Pewnie nie mam co marzyć o jakimś pikniku na szczycie.
    Po drugie, muszę zabrać lepszego pampersa.
    Po trzecie, wyregulować przerzutkę, bo coś nie łapie.
    Po czwarte, popracować nad swoją psychiką.
    Po piąte, ubierać coś na głowę, bo zimno było w czaszkę.
    Jechaliśmy cały czas, księżyc świecił pięknie, ładne widoki, no ale trening był, więc nie było czasu. Dopiero po naszym rozstaju mogłem cyknąć choć jedną fotkę (ul. Szybowcowa).
    Nocne Kielce © Robert

    BPS przed Odyseją

    Wtorek, 21 września 2010 | dodano:22.09.2010Kategoria W blasku księżyca, Średnia przyjemność
    Dst.:27.43Off-road:2.69 Czas:01:17Avg:21.37
    Vmax:53.00Temp.:11.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:265mBike:GT

    Oczywiście za dużo powiedziane, że to BPS (czyli Bezpośrednie Przygotowanie Startowe). Na 10 dni przed imprezą można tylko pomarzyć o prawidłowym przygotowaniu. No cóż, ale jak się ostatni raz siedziało w siodle prawie 2 tygodnie temu, więc koniecznością było zorganizowanie wspólnego treningu.
    Trasa dziś wiodła przez, jak zwykle przez podjazd w Dąbrowie - 16% nachylenia, a dalej Wiśniówka i Zagnańsk. Pokonaliśmy go w dość żwawo. Każdy naciskał ile się da. No ale to tylko 27 km. No a gdzie jeszcze 100, które trzeba będzie pokonać na Odysei? Cóż, zobaczymy jak to wyjdzie.
    Jeśli ktoś by jeszcze nie wiedział o co chodzi, to szczegóły są tutaj. Można nawet jeszcze się zgłosić.
    Zapomniałbym jeszcze dopisać, że tym samym powróciliśmy do dobrych praktyk z okresu wiosennego tego roku, czyli wspólnej jazdy wieczorno - nocnej, a dziś to nawet przy pięknym blasku księżyca.
    Chciałem jeszcze podziękować swojemu koledze za wyrozumiałość i zrozumienie mojej chwilowej niedyspozycji tego wieczoru.
    He, sprawdziłem właśnie, że jeszcze 66 km i pęknie mi 20.000 km (od 1994 r. kiedy to zakupiłem pierwszy licznik elektroniczny). Trzeba będzie zacząć mrozić szampana.

    Praca-dom

    Środa, 8 września 2010 | dodano:08.09.2010
    Dst.:23.61Off-road:4.39 Czas:01:03Avg:22.49
    Vmax:38.50Temp.:19.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:109mBike:GT

    Kolejny dzień do pracy. Dziś mglisto i jakoś tak nie ciekawie. Ale wydawało mi się, jakby było cieplej. Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie się zaopatrzyć w jakieś lampki.
    Po pracy tym razem nie do domu, ponieważ pojechałem do blacharza odebrać samochód po konserwacji. A więc tym samym kończą się moje dojazdy do pracy rowerkiem. No być może jeszcze będzie okazja, jak chłopaka nie będę musiał zawozić do szkoły. Ale to będzie raczej okazjonalnie.
    Tak więc fajnie się jeździło mimo, iż głównie jeździłem prawie tymi samymi ścieżkami. Ale jakoś nie znudziło mi się to, czego się obawiałem. Oczywiście były momenty, że miałem takie przemyślenia, że może dziś nie, bo jakoś mi się nie chce. Ale udało się to zwalczyć. I pewnie dalej bym jeździł do pracy, gdyby nie szkoła syna. No trudno. I tak dzięki temu podreperowałem nieco swoje roczne statystyki.
    A teraz przerwa, zresztą nawet dobrze, ponieważ będzie okazja na odpoczynek, szczególnie dla stopy, która mnie pobolewa nieznacznie. Może to już zmęczenie materiału?
    Jednak codzienna jazda wymaga sporej dyscypliny i samozaparcia. Owszem, fajnie jeździ się w ciepełku i słoneczku. Ale jak już przychodzi jesienna aura, wiatr, deszcz, to potrzeba się na prawdę zmobilizować, aby wyjść na rower. Ale warto, ponieważ człowiek przynajmniej się porusza, a nie siedzi ciągle na tyłku.

    Praca-dom

    Wtorek, 7 września 2010 | dodano:07.09.2010
    Dst.:16.99Off-road:1.79 Czas:00:49Avg:20.80
    Vmax:43.00Temp.:15.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:126mBike:GT

    Ale dziś ładny dzień o poranku. Słońce, aż chciało się gdzieś dalej pojechać. Niestety, do pracy trzeba było jechać.
    Dziś przejechałem przez nasz kielecki rynek, który jest w całości remontowany. No i już nabiera ładnych kształtów.
    Po pracy prosto do domu. Ale jakoś dziś najdłużej mi się jechało. Sam nie wiem czemu, może dlatego, że w kilku miejscach zwalniałem mocno, aby się za bardzo nie zachlapać, bo było mokro.

    Praca-dom

    Poniedziałek, 6 września 2010 | dodano:06.09.2010
    Dst.:20.60Off-road:4.54 Czas:01:05Avg:19.02
    Vmax:33.50Temp.:15.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:105mBike:GT

    I mamy Mistrzostwo Świata w MTB. Jako miłośnik MTB niezmiernie się z tego cieszę. Nareszcie Mai Włoszczowskiej udało się zdobyć tęczową koszulkę.

    A u mnie jeszcze i dziś na rowerze do pracy. Jechało mi się fajnie, spokojnie. Rano chłodno, ale tym razem dobrze, ponieważ nieco mnie orzeźwiło.
    A po pracy, pojechałem zamówić nowy rower dla synka na przyszłoroczną komunię. Zamawiam teraz, ponieważ dowiedziałem się, że mają rowery zdrożeć od przyszłego roku, ponieważ Shimano podnosi ceny na swoje komponenty. A rowerek będzie z serii Junior - Author Mirage. Dziecko już nie może się go doczekać. I ja również.
    A dziś wracałem nieco dłuższą trasą, ponieważ zahaczyłem o swoją ścieżkę pożarową w lesie. Jak ja tam dawno nie jeździłem.

    Praca-dom

    Piątek, 3 września 2010 | dodano:03.09.2010
    Dst.:17.06Off-road:2.48 Czas:00:56Avg:18.28
    Vmax:31.00Temp.:14.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 99mBike:GT

    Jeszcze jeden dzień rowerem do pracy. Nareszcie pogoda się uspokoiła. Nie leje, a ponieważ mam chyba jedną z ostatnich okazji do jazdy, więc korzystam.
    No i dziś zauważyłem jedną zaletę kostki brukowej nad asfaltem. Szybciej schnie po deszczu i można jechać po suchym. Człowiek tak się nie utytra.
    I właśnie tak się stało po powrocie do domu, bowiem przed moim powrotem lunął deszcz i jezdnie były mokre.


    kategorie

    mój "sprzęt"

    GT 24679 km
  • od '99-09.14 - 24.663 km
  • znajomi

    wszyscy znajomi(9)

    Wyniki mojego syna: button stats bikestats.pl

    archiwum