Wpisy archiwalne w miesiącu
Styczeń, 2011
| Dystans całkowity: | 71.22 km (w terenie 13.84 km; 19.43%) |
| Czas w ruchu: | 04:42 |
| Średnia prędkość: | 15.15 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 34.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 571 m |
| Liczba aktywności: | 3 |
| Średnio na aktywność: | 23.74 km i 1h 34m |
| Więcej statystyk | |
Zostałem zakasowany
Sobota, 29 stycznia 2011 | dodano:31.01.2011
| Dst.: | 21.54 | Off-road: | 1.59 | Czas: | 01:23 | Avg: | 15.57 |
| Vmax: | 27.50 | Temp.: | -5.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 146m | Bike: | GT | ||
Korzystając z ładnej pogody, a mając nieco wolnego, wybrałem się zobaczyć jak tam stoki narciarskie w naszym mieście. Zaczęły się bowiem ferie zimowe i trzeba z dzieciakiem pojeździć na nartach.
Ale dziś zostałem zakasowany. Jadę sobie bowiem najbardziej uczęszczaną ścieżką rowerową. Jedyny ma drodze jestem, więc wszystkie oczy na mnie: "jaki to czubek jedzie, patrzcie ludzie". Dojeżdżam do głównej ulicy naszego miasta, więc poprawiam sylwetkę, prostuję plecy, wciągam brzuch, pełen lansik. A tu nagle po lewej śmiga mnie jakaś laska na rowerku. Oniemiałem. Nie przypuszczałem, że ktoś mnie może tak zakasować. A tym bardziej dziewczyna. Bowiem w zimie mało można spotkać jeżdżących dziewczyn. No i śmignęła tak, że ją ledwo później dogoniłem.
Więc taką miałem przygodę. Coś przynajmniej działo się.
A na stokach śnieg leży, ludzi póki co mało. Więc jest dobrze.
Wracałem już, jak słońce zaczęło zachodzić nad naszym zalewem.

No i teraz mam najlepsze otwarcie roku. Nieźle.
Ale dziś zostałem zakasowany. Jadę sobie bowiem najbardziej uczęszczaną ścieżką rowerową. Jedyny ma drodze jestem, więc wszystkie oczy na mnie: "jaki to czubek jedzie, patrzcie ludzie". Dojeżdżam do głównej ulicy naszego miasta, więc poprawiam sylwetkę, prostuję plecy, wciągam brzuch, pełen lansik. A tu nagle po lewej śmiga mnie jakaś laska na rowerku. Oniemiałem. Nie przypuszczałem, że ktoś mnie może tak zakasować. A tym bardziej dziewczyna. Bowiem w zimie mało można spotkać jeżdżących dziewczyn. No i śmignęła tak, że ją ledwo później dogoniłem.
Więc taką miałem przygodę. Coś przynajmniej działo się.
A na stokach śnieg leży, ludzi póki co mało. Więc jest dobrze.
Wracałem już, jak słońce zaczęło zachodzić nad naszym zalewem.

Nad zalewem kieleckim.© Robert
No i teraz mam najlepsze otwarcie roku. Nieźle.
Zima wróciła.
Niedziela, 23 stycznia 2011 | dodano:24.01.2011
| Dst.: | 12.57 | Off-road: | 12.25 | Czas: | 00:59 | Avg: | 12.78 |
| Vmax: | 24.50 | Temp.: | -1.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 117m | Bike: | GT | ||
Znowu sypnęło śniegiem. A było już tak fajnie. Na szczęście jeszcze nie ma na tyle tego śniegu, aby nie można było pojeździć.
Jak się zbierałem, to akurat zaczęło strasznie mocno sypać. I żona mi się pyta: "No i co, idziesz?" I zaraz po tym dodała: "Ja wiem, że Ciebie to nie wiem co jest w stanie zatrzymać. śnieg - nie, zimno - nie koniecznie, wiatr - w gdzież tam". A ja spokojnie się ubierałem. Odparłem, "...że może tylko ulewa".
A dziś pojeździłem na swojej ścieżce. O dziwo spotkałem jakiegoś starszego ode mnie gościa, który na szczęście przetarł szlak, ale i tak ciężko było utrzymać tor jazdy szerokości ok. 10 cm., oczywiście i jego tempo.
Jak się zbierałem, to akurat zaczęło strasznie mocno sypać. I żona mi się pyta: "No i co, idziesz?" I zaraz po tym dodała: "Ja wiem, że Ciebie to nie wiem co jest w stanie zatrzymać. śnieg - nie, zimno - nie koniecznie, wiatr - w gdzież tam". A ja spokojnie się ubierałem. Odparłem, "...że może tylko ulewa".
A dziś pojeździłem na swojej ścieżce. O dziwo spotkałem jakiegoś starszego ode mnie gościa, który na szczęście przetarł szlak, ale i tak ciężko było utrzymać tor jazdy szerokości ok. 10 cm., oczywiście i jego tempo.

Znowu zima nastała.© Robert
Ale się podziało
Sobota, 1 stycznia 2011 | dodano:07.01.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 37.11 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 02:20 | Avg: | 15.90 |
| Vmax: | 34.50 | Temp.: | -1.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 308m | Bike: | GT | ||
Nowy sezon pora zacząć.
Jako, że bardzo często ostatnio zaczynałem sezon w pierwszy dzień nowego roku, tak też i było teraz. Pomimo nie najlepszej pogody, której później miałem szczerze dość, wybrałem się do niedalekiej miejscowości, aby zobaczyć stok narciarski. Nie to, że to ja jeżdżę, ale chciałem synowi pokazać coś innego. Moim ulubionym sportem zimowym jest ... jazda na rowerze.
Jakoś tak zdawało mi się, że do Niestachowa jest w sumie nie daleko, więc nie powinno być problemem. A jednak, owszem i jest niedaleko, no ale jak dawno się nie jeździło tyle kilometrów, jak jeszcze był potężny wiatr, który zdecydowanie utrudniał mi jazdę. Momentami myślałem, że podmuch wiatru przewróci mnie. Dawno już nie pamiętam, aby w takim wietrze jeździł. Psa bym nie wygonił na taką pogodę. Pewnie mijający mnie kierowcy pukali się w czoło, mówiąc pewnie, że co za głupek w taką pogodę wybrał się na rower.
No nic, jednak dojechałem jakoś na stok. Zobaczyłem co trzeba i pora wracać. Nie za bardzo miałem na to ochotę, ponieważ wiedziałem, że tym razem będzie właśnie pod wiatr i będzie jeszcze gorzej. I tak też było. Jeden odcinek prostej, to myślałem, że nie ukończę.
Jednak jakoś dojechałem do miasta. Ale moje zadowolenie szybko wywiał wiatr. Bowiem w pewnym momencie, na dohamowaniu, zaczęło mi coś stukać w kole. No ale jakoś się jechało. Ponieważ byłem blisko domu (jakieś 1,3 km), to mówię jakoś dojadę. Guzik, nagle okazało się, że jadę bez powietrza w kole. No mówię, ładnie. Łatek nie ma, dętki nowej nie ma. Patrzę, a tu spory gwóźdź wbity jest w moją oponę, który przeszedł z boku opony. Jak to się stało, sam nie wiem. Fakt faktem, że do domu musiałem wracać piechotą. A ponieważ był silny wiatr i obawiałem się wychłodzenia, więc zacząłem truchtać. Jakoś dotarłem do domu, ledwo żywy.
Tak też zaczął się mój sezon. Od pecha. Mam nadzieję, że już wyczerpałem na ten sezon limit podobnych zdarzeń.



A tu wspomniany jeden ze stoków w Niestachowie.
Jako, że bardzo często ostatnio zaczynałem sezon w pierwszy dzień nowego roku, tak też i było teraz. Pomimo nie najlepszej pogody, której później miałem szczerze dość, wybrałem się do niedalekiej miejscowości, aby zobaczyć stok narciarski. Nie to, że to ja jeżdżę, ale chciałem synowi pokazać coś innego. Moim ulubionym sportem zimowym jest ... jazda na rowerze.
Jakoś tak zdawało mi się, że do Niestachowa jest w sumie nie daleko, więc nie powinno być problemem. A jednak, owszem i jest niedaleko, no ale jak dawno się nie jeździło tyle kilometrów, jak jeszcze był potężny wiatr, który zdecydowanie utrudniał mi jazdę. Momentami myślałem, że podmuch wiatru przewróci mnie. Dawno już nie pamiętam, aby w takim wietrze jeździł. Psa bym nie wygonił na taką pogodę. Pewnie mijający mnie kierowcy pukali się w czoło, mówiąc pewnie, że co za głupek w taką pogodę wybrał się na rower.
No nic, jednak dojechałem jakoś na stok. Zobaczyłem co trzeba i pora wracać. Nie za bardzo miałem na to ochotę, ponieważ wiedziałem, że tym razem będzie właśnie pod wiatr i będzie jeszcze gorzej. I tak też było. Jeden odcinek prostej, to myślałem, że nie ukończę.
Jednak jakoś dojechałem do miasta. Ale moje zadowolenie szybko wywiał wiatr. Bowiem w pewnym momencie, na dohamowaniu, zaczęło mi coś stukać w kole. No ale jakoś się jechało. Ponieważ byłem blisko domu (jakieś 1,3 km), to mówię jakoś dojadę. Guzik, nagle okazało się, że jadę bez powietrza w kole. No mówię, ładnie. Łatek nie ma, dętki nowej nie ma. Patrzę, a tu spory gwóźdź wbity jest w moją oponę, który przeszedł z boku opony. Jak to się stało, sam nie wiem. Fakt faktem, że do domu musiałem wracać piechotą. A ponieważ był silny wiatr i obawiałem się wychłodzenia, więc zacząłem truchtać. Jakoś dotarłem do domu, ledwo żywy.
Tak też zaczął się mój sezon. Od pecha. Mam nadzieję, że już wyczerpałem na ten sezon limit podobnych zdarzeń.

<<Góźdź żelazny, skąd tu góźdź?>>© Robert

Jeszcze jedno ujęcie.© Robert

Widok nieco z góry.© Robert
A tu wspomniany jeden ze stoków w Niestachowie.

Inne sporty zimowe.© Robert






