Wpisy archiwalne w miesiącu
Marzec, 2011
| Dystans całkowity: | 73.11 km (w terenie 14.86 km; 20.33%) |
| Czas w ruchu: | 04:36 |
| Średnia prędkość: | 15.89 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 54.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 577 m |
| Liczba aktywności: | 4 |
| Średnio na aktywność: | 18.28 km i 1h 09m |
| Więcej statystyk | |
Powrót do dobrych praktyk
Czwartek, 31 marca 2011 | dodano:04.04.2011Kategoria W blasku księżyca
| Dst.: | 26.49 | Off-road: | 1.74 | Czas: | 01:23 | Avg: | 19.15 |
| Vmax: | 54.50 | Temp.: | 10.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 238m | Bike: | GT | ||
Tą krótką wycieczką nastąpił powrót do dobrych praktyk z poprzedniego roku, gdzie wraz ze znajomymi jeździliśmy po okolicach wieczorową porą. Dla mnie to okazało się super wyjście, ponieważ w ciągu dnia trudno jest zorganizować chwilę wolnego. A tak, wieczorem domownicy już prawie śpią, więc jest okazja.
Na początek trasa krótka i niezbyt wymagająca, jak to mi się wydawało. Ale pojawiło się kilka podjazdów, na których wymiękałem. Niestety widać brak formy. Tak więc pojechaliśmy do Wiśniówki, dalej przez Lekomin i Zagnańsk, wróciliśmy do domów. Fajnie było, bo już ciepło. Mam nadzieję, na powtórzenie podobnego wypadu.
Na początek trasa krótka i niezbyt wymagająca, jak to mi się wydawało. Ale pojawiło się kilka podjazdów, na których wymiękałem. Niestety widać brak formy. Tak więc pojechaliśmy do Wiśniówki, dalej przez Lekomin i Zagnańsk, wróciliśmy do domów. Fajnie było, bo już ciepło. Mam nadzieję, na powtórzenie podobnego wypadu.
Zmiany, zmiany, zmiany
Niedziela, 13 marca 2011 | dodano:14.03.2011
| Dst.: | 12.25 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:04 | Avg: | 11.48 |
| Vmax: | 24.00 | Temp.: | 19.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 80m | Bike: | GT | ||
Nareszcie pogoda cudna na rower. Od samego rana w głowie układałem sobie trasę, gdzie to ja nie pojadę. Miałem dylematy, ale w końcu zdecydowałem się na jedną trasę. Czekałem tylko, kiedy mój młodszy synek pójdzie spać.
W końcu ta chwila nadeszła. Zacząłem się ubierać. A tu nagle słyszę głos starszego syna: "tatusiu, czy mogę pojechać z tobą?"
Hm, cóż było robić. Zmiana planów. Jako, że mam dobre serce i rodzina to dla mnie numer jeden, zgodziłem się. Wiedziałem jednak, że to już nie będzie to, co mogło by być. Pomyślałem, że trzeba było "uciec" wcześniej, jak mnie znajomy zapraszam. No, ale niestety, wówczas nie dało rady. Za wcześnie.
Tak więc pojechaliśmy sobie razem elegancko ścieżką rowerową nad zalew. Synek zadowolony, bo pojeździł razem ze mną i pojechał gdzieś dalej, niż tylko po osiedlu. No a ja, cóż - mnie to chyba pozostała jazda nocna, aby w pełni być usatysfakcjonowanym.
Jednak ten rok taki cały może być, bowiem nowy rower z okazji pierwszej komunii stoi i czeka na syna. Mnie to też cieszy, ponieważ rośnie mi kompan do wspólnych wycieczek.
W końcu ta chwila nadeszła. Zacząłem się ubierać. A tu nagle słyszę głos starszego syna: "tatusiu, czy mogę pojechać z tobą?"
Hm, cóż było robić. Zmiana planów. Jako, że mam dobre serce i rodzina to dla mnie numer jeden, zgodziłem się. Wiedziałem jednak, że to już nie będzie to, co mogło by być. Pomyślałem, że trzeba było "uciec" wcześniej, jak mnie znajomy zapraszam. No, ale niestety, wówczas nie dało rady. Za wcześnie.
Tak więc pojechaliśmy sobie razem elegancko ścieżką rowerową nad zalew. Synek zadowolony, bo pojeździł razem ze mną i pojechał gdzieś dalej, niż tylko po osiedlu. No a ja, cóż - mnie to chyba pozostała jazda nocna, aby w pełni być usatysfakcjonowanym.
Jednak ten rok taki cały może być, bowiem nowy rower z okazji pierwszej komunii stoi i czeka na syna. Mnie to też cieszy, ponieważ rośnie mi kompan do wspólnych wycieczek.
Praca-dom
Piątek, 11 marca 2011 | dodano:11.03.2011
| Dst.: | 19.13 | Off-road: | 1.66 | Czas: | 01:07 | Avg: | 17.13 |
| Vmax: | 29.00 | Temp.: | 8.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 104m | Bike: | GT | ||
Korzystając z okazji, że żona na urlopie, postanowiłem dziś do pracy przyjechać na rowerku. Musiałem się "bić" ze sobą, ponieważ z jednej strony (jak zawsze) ciągnie mnie na rower, ale z drugiej to jakoś zawsze "ktoś" mi za uchem krzyczy: e, nie wygłupiaj się, zimno, może padać, wiatr silny, tak mereziato jest.
Często z tego boju wychodzę przegrany i rezygnuję, czego później żałuję. Dziś się nie dałem i mimo faktycznie nie najlepszej pogody przyjechałem do pracy. A w pracy, już na nikim to nie robi wrażenia. Wiedzą, że z "nienormalnymi" o tych sprawach się nie rozmawia.
Tak więc pojechałem sobie ścieżką elegancko, powolutku, tak aby zdążyć na czas. Miejscami musiałem uważać na lód, aby przykładowo nie wpaść do zalewu.
A po pracy nieco dłuższą drogą spokojnie dojechałem do domu. Wcześniej "usprawiedliwiłem się" u żony, że nieco później będę niż zwykle.
Często z tego boju wychodzę przegrany i rezygnuję, czego później żałuję. Dziś się nie dałem i mimo faktycznie nie najlepszej pogody przyjechałem do pracy. A w pracy, już na nikim to nie robi wrażenia. Wiedzą, że z "nienormalnymi" o tych sprawach się nie rozmawia.
Tak więc pojechałem sobie ścieżką elegancko, powolutku, tak aby zdążyć na czas. Miejscami musiałem uważać na lód, aby przykładowo nie wpaść do zalewu.
A po pracy nieco dłuższą drogą spokojnie dojechałem do domu. Wcześniej "usprawiedliwiłem się" u żony, że nieco później będę niż zwykle.
Rowerowy dołek
Niedziela, 6 marca 2011 | dodano:07.03.2011
| Dst.: | 15.24 | Off-road: | 11.46 | Czas: | 01:02 | Avg: | 14.75 |
| Vmax: | 48.50 | Temp.: | 0.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 155m | Bike: | GT | ||
Coś dziwnego ostatnio mam. Niby ciągnie mnie na rower, a jak już wyjdę, to jakoś opadam z emocji i szczerze mówiąc, poszedłbym do domu. Sam nie wiem, co to jest. A może jakoś kolarski dołek psychiczny. A może po prostu nie mam formy i ciężko się jeździ?
Dlatego też i tym razem byłem krótko w lesie. W sumie to nawet fajnie się zrobiło pod koniec, ale nie chciałem zostawać na siłę.
I jeszcze jedno, coś mi koło dostało pionowego bicia. Czyżby się wypaczyło?
Tym razem pojechałem sobie na nieco inną ścieżkę pożarową, w kierunku Kostomłotów. Fajna trasa, lubię też tam jeździć. Długa prosta, a pod koniec niezły podjazd. Czasami to i sarny można spotkać na drodze.
Dlatego też i tym razem byłem krótko w lesie. W sumie to nawet fajnie się zrobiło pod koniec, ale nie chciałem zostawać na siłę.
I jeszcze jedno, coś mi koło dostało pionowego bicia. Czyżby się wypaczyło?
Tym razem pojechałem sobie na nieco inną ścieżkę pożarową, w kierunku Kostomłotów. Fajna trasa, lubię też tam jeździć. Długa prosta, a pod koniec niezły podjazd. Czasami to i sarny można spotkać na drodze.






