Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2011
| Dystans całkowity: | 219.71 km (w terenie 21.21 km; 9.65%) |
| Czas w ruchu: | 13:18 |
| Średnia prędkość: | 16.52 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 57.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 1767 m |
| Liczba aktywności: | 7 |
| Średnio na aktywność: | 31.39 km i 1h 54m |
| Więcej statystyk | |
Jazda z synem
Niedziela, 29 maja 2011 | dodano:30.05.2011
| Dst.: | 15.25 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:08 | Avg: | 13.46 |
| Vmax: | 27.50 | Temp.: | 24.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 128m | Bike: | GT | ||
Plany były inne, ponieważ mieliśmy jechać gdzieś za miasto. No ale dobre i to. Zrobiliśmy małą rundkę po mieście.
Rozruch
Czwartek, 26 maja 2011 | dodano:27.05.2011Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
| Dst.: | 30.42 | Off-road: | 0.10 | Czas: | 01:33 | Avg: | 19.63 |
| Vmax: | 41.00 | Temp.: | 13.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 252m | Bike: | GT | ||
Znów udało się wyjść wieczorową porą. Tym razem krótko i bez szaleństw, ponieważ znajomy doznał kontuzji na rajdzie na orientację (Kierat) i trzeba było dokonać rozruchu mięśnia. Było spokojnie. Wyszliśmy o 21, a tu jeszcze widno.
Udało się fajnie pojeździć i pogadać. Teraz w końcu można jeździć legalnie obok siebie, w końcu zmieniły się przepisy. Mnie to szczególnie cieszy, ponieważ teraz lepiej będzie mi się jeździło z synem.
Pod koniec nieco "dokręciłem" dystansu, ponieważ obawiałem się, że nie byłaby to średnia przyjemność.
Trzeba w końcu również i pulsometr odpalić, aby dowiedzieć się jak to z tą formą.
Udało się fajnie pojeździć i pogadać. Teraz w końcu można jeździć legalnie obok siebie, w końcu zmieniły się przepisy. Mnie to szczególnie cieszy, ponieważ teraz lepiej będzie mi się jeździło z synem.
Pod koniec nieco "dokręciłem" dystansu, ponieważ obawiałem się, że nie byłaby to średnia przyjemność.
Trzeba w końcu również i pulsometr odpalić, aby dowiedzieć się jak to z tą formą.
Przyjemne z pożytecznym
Wtorek, 24 maja 2011 | dodano:25.05.2011
| Dst.: | 14.14 | Off-road: | 3.43 | Czas: | 01:07 | Avg: | 12.66 |
| Vmax: | 21.50 | Temp.: | 26.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 71m | Bike: | GT | ||
Jako, że musiałem w centrum miasta załatwić jedną sprawę, więc zabrałem swoich chłopaków i pojechaliśmy razem na rowerach. Jeden to oczywiście w foteliku. Fajnie było, wszyscy zadowoleni. Starszy syn, bo pojechał gdzieś dalej. A młodszy, bo też widział coś innego, przykładowo korek na ulicy i sporo samochodów.
Tak więc przyjemne z pożytecznym.
Tak więc przyjemne z pożytecznym.
Wciąganie
Sobota, 14 maja 2011 | dodano:16.05.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 37.67 | Off-road: | 6.17 | Czas: | 02:11 | Avg: | 17.25 |
| Vmax: | 43.50 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 370m | Bike: | GT | ||
Aby mieć później dobrze, to trzeba sobie na to zapracować. Jednego syna udało mi się z powodzeniem zachęcić do jazdy na rowerze. Teraz staram się drugie w to "wrobić". Tak więc w sobotnie przedpołudnie wybraliśmy się razem, we trójkę, na wspólną wycieczkę po okolicach. A konkretnie na lody do marketu, później fajną ścieżką rowerową nad zalew, a później do domciu. Dłużej się nie dało, ponieważ jeden syn na rowerze miał już lekko dość. A i drugi w foteliku zaczynał się już kręcić.
Wciąganie nie może być na siłę.
Kiedy starszy odpoczywał, a młodszy spał - to wyszedłem jeszcze na konkretną jazdę. Już wcześniej upatrzyłem sobie fragment zamkniętej trasy, gdzie nie ma samochodów, jest pusto. Jest lekki podjazd, więc jest gdzie trenować. Tym razem zapuściłem muzykę i kręciłem w kółko. Prawie jak na trenażerze, choć nigdy na czymś taki nie "jeździłem". Ale fajnie, było. Szczególnie, jak już jeździło się na krótko. Oby dalej tak pogoda dopisała.
Wciąganie nie może być na siłę.
Kiedy starszy odpoczywał, a młodszy spał - to wyszedłem jeszcze na konkretną jazdę. Już wcześniej upatrzyłem sobie fragment zamkniętej trasy, gdzie nie ma samochodów, jest pusto. Jest lekki podjazd, więc jest gdzie trenować. Tym razem zapuściłem muzykę i kręciłem w kółko. Prawie jak na trenażerze, choć nigdy na czymś taki nie "jeździłem". Ale fajnie, było. Szczególnie, jak już jeździło się na krótko. Oby dalej tak pogoda dopisała.
Prześladowanie
Środa, 11 maja 2011 | dodano:12.05.2011Kategoria Pełnia szczęścia, W blasku księżyca
| Dst.: | 56.13 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 02:36 | Avg: | 21.59 |
| Vmax: | 46.00 | Temp.: | 9.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 336m | Bike: | GT | ||
Dziwny jest ten świat i to życie. Wśród licznych radości życia, są i te smutne. Szczególnie śmierć kogoś może dotkliwie człowieka poruszyć, a jeszcze jak to jest osoba bliska, to już całkiem odechciewa się wszystkiego.
Piszę o tym, może dziwne, że w tym miejscu, ale częściowo wiążą się z kolarstwem, z rowerami. Maj, piękny okres, wiosna w pełni, żyć się chce. Ale mnie jakoś brakuje ostatnio entuzjazmu. Po pierwsze śmierć Weylandta na Giro. To chyba niejako na "otrzeźwienie" dla sądzę wielu, którzy zasuwają z góry, jakby nie mieli hamulców. W takich chwilach sam się zawsze zastanawiam, jak to i z moją jazdą jest i jak to niewiele potrzeba, aby pożegnać się z tym światem. Kto przypuszczał, że niby nie trudny zjazd okazał się tym ostatnim dla tego kolarza. A może jest tak, jak powiedział Piotr Wadecki, że przy niby łatwych zjazdach kolarz nie koncentruje się tak mocno. A o głupi błąd nie trudno.
Zastanawiające są również słowa Sylwestra Szmyda, który stwierdził, że w pogoni za popularnością, a co za tym idzie, za większą oglądalnością imprezy, wymyślane są coraz to nowe trudności. A to jazda po szutrach, a to karkołomne zjazdy bez żadnych zabezpieczeń. "Traktowani jesteśmy jak mięso, aby tylko dojechało do mety". Coś w tym jest. Bo choćby wczorajszy zjazd po szutrach, czy był taki atrakcyjny. Owszem, może dla mnie, gdybym jechał tam swoim góralem.
Dzisiejsze wyjście potrzebne mi było psychicznie. Bowiem w dniu dzisiejszym mija dokładnie 3 rocznica śmierci mojego ojca, który też odszedł nagle. Nadal jest mi ciężko, nadal nie mogę sobie z tym poradzić i pogodzić, nadal momentami jestem w dołku psychicznym. Jednak takie życie i nic na to się nie poradzi. Choć do dziś pamiętam, jak tata uczył mnie jeździć na rowerze, kiedy to się stało i i jakich
okolicznościach. Pech chciał, że dokładnie tego samego dnia tym razem ja uczyłem swojego syna jazdy na rowerze bez kółek bocznych, bo chcieliśmy się razem pochwalić przed dziadkiem. Nie zdążyliśmy.
Śmierć mnie ostatnio prześladuje.
A dziś wieczorkiem pojechaliśmy z kolegą taką trasą, którą dawno nie jechałem: Suków, Borków, Daleszyce. Jechało się fajnie, ale kurcze zimno jeszcze w nocy. Miejcami to taki ziąb się czuło mocno po kościach. Ale nawet całkiem dobrze mi się kręciło. Może dlatego, że nie było większego podjazdu. Jedynie co, to po ok. 2h już mnie tyłek bolał. Jednak nie przyzwyczajony jestem jeszcze do
dłuższego przesiadywania na siodełku.
Tak więc psychicznie było super. Nie tylko dlatego, że to był dla mnie ważny dzień i potrzebowałem tego, ale również dlatego, że fizycznie dobrze to zniosłem.
Piszę o tym, może dziwne, że w tym miejscu, ale częściowo wiążą się z kolarstwem, z rowerami. Maj, piękny okres, wiosna w pełni, żyć się chce. Ale mnie jakoś brakuje ostatnio entuzjazmu. Po pierwsze śmierć Weylandta na Giro. To chyba niejako na "otrzeźwienie" dla sądzę wielu, którzy zasuwają z góry, jakby nie mieli hamulców. W takich chwilach sam się zawsze zastanawiam, jak to i z moją jazdą jest i jak to niewiele potrzeba, aby pożegnać się z tym światem. Kto przypuszczał, że niby nie trudny zjazd okazał się tym ostatnim dla tego kolarza. A może jest tak, jak powiedział Piotr Wadecki, że przy niby łatwych zjazdach kolarz nie koncentruje się tak mocno. A o głupi błąd nie trudno.
Zastanawiające są również słowa Sylwestra Szmyda, który stwierdził, że w pogoni za popularnością, a co za tym idzie, za większą oglądalnością imprezy, wymyślane są coraz to nowe trudności. A to jazda po szutrach, a to karkołomne zjazdy bez żadnych zabezpieczeń. "Traktowani jesteśmy jak mięso, aby tylko dojechało do mety". Coś w tym jest. Bo choćby wczorajszy zjazd po szutrach, czy był taki atrakcyjny. Owszem, może dla mnie, gdybym jechał tam swoim góralem.
Dzisiejsze wyjście potrzebne mi było psychicznie. Bowiem w dniu dzisiejszym mija dokładnie 3 rocznica śmierci mojego ojca, który też odszedł nagle. Nadal jest mi ciężko, nadal nie mogę sobie z tym poradzić i pogodzić, nadal momentami jestem w dołku psychicznym. Jednak takie życie i nic na to się nie poradzi. Choć do dziś pamiętam, jak tata uczył mnie jeździć na rowerze, kiedy to się stało i i jakich
okolicznościach. Pech chciał, że dokładnie tego samego dnia tym razem ja uczyłem swojego syna jazdy na rowerze bez kółek bocznych, bo chcieliśmy się razem pochwalić przed dziadkiem. Nie zdążyliśmy.
Śmierć mnie ostatnio prześladuje.
A dziś wieczorkiem pojechaliśmy z kolegą taką trasą, którą dawno nie jechałem: Suków, Borków, Daleszyce. Jechało się fajnie, ale kurcze zimno jeszcze w nocy. Miejcami to taki ziąb się czuło mocno po kościach. Ale nawet całkiem dobrze mi się kręciło. Może dlatego, że nie było większego podjazdu. Jedynie co, to po ok. 2h już mnie tyłek bolał. Jednak nie przyzwyczajony jestem jeszcze do
dłuższego przesiadywania na siodełku.
Tak więc psychicznie było super. Nie tylko dlatego, że to był dla mnie ważny dzień i potrzebowałem tego, ale również dlatego, że fizycznie dobrze to zniosłem.
Krótka wycieczka
Sobota, 7 maja 2011 | dodano:07.05.2011
| Dst.: | 26.36 | Off-road: | 2.25 | Czas: | 01:50 | Avg: | 14.38 |
| Vmax: | 57.00 | Temp.: | 13.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 286m | Bike: | GT | ||
Znalazłem sobie fajną trasę na treningi, nudne treningi, bowiem tą samą drogą. Pojeździłem nieco na zamkniętej ulicy Zagnańskiej. Zamkniętej, ponieważ remontowany jest most nad obwodnicą miasta. Fajnie się jeździ, bo nie ma wcale samochodów. Jest pusto.
Do tego dołożyłem też pierwszą dłuższą wycieczkę razem z synem na jego nowym rowerze, który dostał na komunii. Jest zachwycony. Muszę go teraz tylko nauczyć, jak takiego roweru używać. Pojeździliśmy nieco po mieście.
Do tego dołożyłem też pierwszą dłuższą wycieczkę razem z synem na jego nowym rowerze, który dostał na komunii. Jest zachwycony. Muszę go teraz tylko nauczyć, jak takiego roweru używać. Pojeździliśmy nieco po mieście.
Praca-dom
Środa, 4 maja 2011 | dodano:04.05.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 39.74 | Off-road: | 9.26 | Czas: | 02:53 | Avg: | 13.78 |
| Vmax: | 46.50 | Temp.: | 14.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 324m | Bike: | GT | ||
To w zasadzie zbieranina ostatnich kilku wyjazdów, m.in. inauguracja sezonu jazdy razem z młodszym synkiem na foteliku, trochę jazdy świątecznej, trochę jazdy ze starszym synem na jego nowym rowerze, który dostał wczoraj na I Komunię Św. A ponieważ większość trasy, to wyjazd (na chwilę) do pracy, zatem i taki tytuł.
Ale dziś rano zimno było. Już dawno schowałem "pakiet zimowy", a tu trzeba było szukać czegoś w zastępstwie. Ponieważ miałem tylko wpaść do pracy na chwilę, to zahaczyłem o wjazd pod pomnik na Kadzielni.
Po pracy już pogoda była lepsza i było cieplej.
No i nawet nie zauważyłem, jak mi stuknęło na Bikestats 7.000 km.
Ale dziś rano zimno było. Już dawno schowałem "pakiet zimowy", a tu trzeba było szukać czegoś w zastępstwie. Ponieważ miałem tylko wpaść do pracy na chwilę, to zahaczyłem o wjazd pod pomnik na Kadzielni.
Po pracy już pogoda była lepsza i było cieplej.
No i nawet nie zauważyłem, jak mi stuknęło na Bikestats 7.000 km.






