Wpisy archiwalne w miesiącu
Czerwiec, 2011
| Dystans całkowity: | 465.06 km (w terenie 56.06 km; 12.05%) |
| Czas w ruchu: | 27:21 |
| Średnia prędkość: | 17.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 64.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 3640 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 188 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 147 (77 %) |
| Suma kalorii: | 1768 kcal |
| Liczba aktywności: | 17 |
| Średnio na aktywność: | 27.36 km i 1h 36m |
| Więcej statystyk | |
Praca-dom
Poniedziałek, 13 czerwca 2011 | dodano:14.06.2011
| Dst.: | 25.30 | Off-road: | 2.28 | Czas: | 01:31 | Avg: | 16.68 |
| Vmax: | 34.50 | Temp.: | 26.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 143m | Bike: | GT | ||
Kolejna okazja do jazdy rowerem do pracy. Chłopak został w domu, bo to już koniec powoli roku szkolnego. Rano nieco chłodno było, ale szybko się rozgrzałem. Po pracy, nic nadzwyczajnego.
Wpis uzupełniony jest chyba jeszcze o krótką przejażdżkę z synami.
Wpis uzupełniony jest chyba jeszcze o krótką przejażdżkę z synami.
Przejażdżka z synami
Niedziela, 5 czerwca 2011 | dodano:06.06.2011
| Dst.: | 14.11 | Off-road: | 2.88 | Czas: | 01:06 | Avg: | 12.83 |
| Vmax: | 33.00 | Temp.: | 26.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 102m | Bike: | GT | ||
Co by dzieciaki się za bardzo nie nudziły w domu, to znów wyszedłem na niedzielną wspólną przejażdżkę. Jak zwykle było fajnie i na szczęście spokojnie. Dla mnie to też się przydało, ponieważ niby dystans krótki, ale z dodatkowym obciążeniem ok. 15 kg w foteliku.
Relaksowo
Sobota, 4 czerwca 2011 | dodano:05.06.2011
| Dst.: | 16.88 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 00:51 | Avg: | 19.86 |
| Vmax: | 48.50 | Temp.: | 24.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 188m | Bike: | GT | ||
Po całym dniu robótek domowych, dla odpoczynku, wyszedłem sobie późnym popołudniem na taką małą pętelkę z podjazdem na Klonówkę. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że utworzony tam został szlak rowerowy wokół Pasma Masłowskiego. No ale jego przejechanie zostawiłem sobie na inny dzień. Choć tereny oczywiście są mi znane.
Ale jakoś ciężko mi się dziś jechało, ciężkie nogi były. Czyżby to efekt zmęczenia?
Ale jakoś ciężko mi się dziś jechało, ciężkie nogi były. Czyżby to efekt zmęczenia?
Dzień zmarnowany
Piątek, 3 czerwca 2011 | dodano:03.06.2011
| Dst.: | 9.02 | Off-road: | 1.20 | Czas: | 00:45 | Avg: | 12.03 |
| Vmax: | 24.00 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 98m | Bike: | GT | ||
Co by nie było, że "dzień bez roweru, to dzień zmarnowany", wyszedłem na krótką jazdę. Zaledwie 9 km, ale byłem z moimi chłopakami na przejażdżce wspólnej. Pojeździliśmy ścieżkami rowerowymi. Chłopakom jak zwykle podobało się bardzo.
Rzucone wyzwanie
Czwartek, 2 czerwca 2011 | dodano:03.06.2011Kategoria Pełnia szczęścia, W blasku księżyca
| Dst.: | 56.27 | Off-road: | 1.00 | Czas: | 02:46 | Avg: | 20.34 |
| Vmax: | 64.50 | Temp.: | 20.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 598m | Bike: | GT | ||
Jakiś tydzień temu znajomy z drużyny Zenek rzucił hasło, że wynalazł jeden świetny podjazd, chyba najtrudniejszy w rejonie Gór Świętokrzyskich. Tym samym rzucił wyzwanie mnie i jeszcze jednemu znajomemu z ekipy - Pawłowi. "Podjedziecie?"
No cóż było robić. "Im ciężej, tym przyjemniej" - tak brzmi moje motto. Ponieważ jedyną możliwością naszego wspólnego spotkania, to był wieczór, więc padło na wczorajszy wieczór.
Pogoda dopisała, ponieważ było idealnie na rower. Do tego podjazdu musieliśmy jakoś dotrzeć, a niestety trzeba było nieco pokonać dystansu. Jednak, aby nie jechać w jedną i drugą stronę tą samą drogą, koledzy wybrali jeszcze jedną spinaczkę, tym razem leśnymi ścieżkami. W sumie: byłem zachwycony tym podjazdem. Pominę fakt, że jechaliśmy tylko na latarki, co było sporym dla mnie przeżyciem, ponieważ po lesie w nocy jeździłem po raz pierwszy. Podjazd również fajny. Ja nieco ślizgałem się na swoich już łysawych oponkach, ale jakoś dałem radę.
Później był dość długi zjazd, gdzie można było odpocząć przed zbliżającym się podjazdem. No i w końcu skręt w lewo i początkowo łagodnie pod górę. Jednak za chwilę było coraz stromiej. W końcu pojawiły się i serpentyny, prawie jak na Giro ostatnim. Zenek oczywiście wypruł do przodu, bo to młokos. Zresztą sam rzucił wyzwanie, to nie wypadało się wlec na końcu. Albo co gorsza, nie podjechać. Za nim skoczył Paweł, który już raz robił "podejście", w przenośni i dosłownie, pod ten podjazd. No a ja na końcu. Czemu, a sam nie wiem, ale faktycznie, ciężko się jechało. Po tym podjeździe obiecałem sobie, że przy najbliższej okazji zmienię sobie tryb na bardziej górski z największą tarczą 34.
W sumie wszystkim udało się w całości podjechać. Mnie nogi ciężko kręciły pod górę. Na szczycie sprawdziłem, że maksymalne nachylenie, to było 18%. Krótki odpoczynek na górze. Łyk wody, chwila radości w pokonanej góry i w dół. A zjazd fantastyczny. Na początku trzeba było uważać na serpentyny, aby nie wylecieć z drogi. Ale później było już bardziej płasko i można było pognać prawie 65 km/h.
Cel zrealizowany. Teraz trzeba było jeszcze wrócić do domu. Początkowo też było pod górkę, a mnie jakoś zaczął dopadać kryzys. Dobrze, że od Św. Katarzyny było lekko z górki, więc jechało się spokojnie. Chłopaki było jakiś rozochoceni tym podjazdem i wyszukiwali kolejnych po drodze, ale ja nie miałem siły. W końcu dziś wcześniej już miałem w nogach 30 km. Tak więc goniłem towarzystwo, ponieważ od jakiegoś już czasu w oddali widać było błyskanie na niebie.
Po drodze pożegnaliśmy Zenka, a razem z Pawłem ruszyliśmy do swoich domów. I tak jak już jadąc sam, tak jakoś lepiej mi się zaczęło jechać. A może to efekt tego, że nieco wcześniej zjadłem kawałek jakiegoś starego batona, który został mi jeszcze z zapasów. Być może. Ale trzeba było jechać do domu, ponieważ było już po 23. No a niestety jutro do pracy. Nie ma zmiłuj.
Tak więc wyjazd rewelacyjny. Sporo kilometrów, sporo przeżyć, sporo potu, spore zmęczenie. Ale i fajnie się jechało z kumplami, za co im serdecznie dziękuję. Aby do następnego razu.
Mój łączny wczorajszy dystans wyniósł 87,38 km. Na siodełku byłem ponad 4 h (co wieczorem odczuwałem). Średnia ze średnich, to 20,55 km/h (co wydaje mi się niezłym wynikiem). Łączny podjazd: 836 m.
No cóż było robić. "Im ciężej, tym przyjemniej" - tak brzmi moje motto. Ponieważ jedyną możliwością naszego wspólnego spotkania, to był wieczór, więc padło na wczorajszy wieczór.
Pogoda dopisała, ponieważ było idealnie na rower. Do tego podjazdu musieliśmy jakoś dotrzeć, a niestety trzeba było nieco pokonać dystansu. Jednak, aby nie jechać w jedną i drugą stronę tą samą drogą, koledzy wybrali jeszcze jedną spinaczkę, tym razem leśnymi ścieżkami. W sumie: byłem zachwycony tym podjazdem. Pominę fakt, że jechaliśmy tylko na latarki, co było sporym dla mnie przeżyciem, ponieważ po lesie w nocy jeździłem po raz pierwszy. Podjazd również fajny. Ja nieco ślizgałem się na swoich już łysawych oponkach, ale jakoś dałem radę.
Później był dość długi zjazd, gdzie można było odpocząć przed zbliżającym się podjazdem. No i w końcu skręt w lewo i początkowo łagodnie pod górę. Jednak za chwilę było coraz stromiej. W końcu pojawiły się i serpentyny, prawie jak na Giro ostatnim. Zenek oczywiście wypruł do przodu, bo to młokos. Zresztą sam rzucił wyzwanie, to nie wypadało się wlec na końcu. Albo co gorsza, nie podjechać. Za nim skoczył Paweł, który już raz robił "podejście", w przenośni i dosłownie, pod ten podjazd. No a ja na końcu. Czemu, a sam nie wiem, ale faktycznie, ciężko się jechało. Po tym podjeździe obiecałem sobie, że przy najbliższej okazji zmienię sobie tryb na bardziej górski z największą tarczą 34.
W sumie wszystkim udało się w całości podjechać. Mnie nogi ciężko kręciły pod górę. Na szczycie sprawdziłem, że maksymalne nachylenie, to było 18%. Krótki odpoczynek na górze. Łyk wody, chwila radości w pokonanej góry i w dół. A zjazd fantastyczny. Na początku trzeba było uważać na serpentyny, aby nie wylecieć z drogi. Ale później było już bardziej płasko i można było pognać prawie 65 km/h.
Cel zrealizowany. Teraz trzeba było jeszcze wrócić do domu. Początkowo też było pod górkę, a mnie jakoś zaczął dopadać kryzys. Dobrze, że od Św. Katarzyny było lekko z górki, więc jechało się spokojnie. Chłopaki było jakiś rozochoceni tym podjazdem i wyszukiwali kolejnych po drodze, ale ja nie miałem siły. W końcu dziś wcześniej już miałem w nogach 30 km. Tak więc goniłem towarzystwo, ponieważ od jakiegoś już czasu w oddali widać było błyskanie na niebie.
Po drodze pożegnaliśmy Zenka, a razem z Pawłem ruszyliśmy do swoich domów. I tak jak już jadąc sam, tak jakoś lepiej mi się zaczęło jechać. A może to efekt tego, że nieco wcześniej zjadłem kawałek jakiegoś starego batona, który został mi jeszcze z zapasów. Być może. Ale trzeba było jechać do domu, ponieważ było już po 23. No a niestety jutro do pracy. Nie ma zmiłuj.
Tak więc wyjazd rewelacyjny. Sporo kilometrów, sporo przeżyć, sporo potu, spore zmęczenie. Ale i fajnie się jechało z kumplami, za co im serdecznie dziękuję. Aby do następnego razu.
Mój łączny wczorajszy dystans wyniósł 87,38 km. Na siodełku byłem ponad 4 h (co wieczorem odczuwałem). Średnia ze średnich, to 20,55 km/h (co wydaje mi się niezłym wynikiem). Łączny podjazd: 836 m.
Praca-dom
Czwartek, 2 czerwca 2011 | dodano:02.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 31.11 | Off-road: | 1.14 | Czas: | 01:29 | Avg: | 20.97 |
| Vmax: | 45.00 | Temp.: | 24.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 238m | Bike: | GT | ||
Jednak tym razem się nie dałem. Bowiem jeszcze rano nie byłem zdecydowany, czy do pracy pojechać rowerem. Nocny deszcz jakoś mnie od tego pomysłu mocno studził. Jednak nieco poczekałem, i postanowiłem, że jednak pojadę. Najwyżej. W razie czego zabezpieczyłem się ..., wziąłem kurtkę od deszczu i założyłem błotnik.
No a po pracy spokojnie, ponieważ wiedziałem, że wieczorem czeka mnie jeszcze niezła jazda.
No a po pracy spokojnie, ponieważ wiedziałem, że wieczorem czeka mnie jeszcze niezła jazda.
Praca-dom
Środa, 1 czerwca 2011 | dodano:01.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 36.00 | Off-road: | 2.37 | Czas: | 02:00 | Avg: | 18.00 |
| Vmax: | 41.50 | Temp.: | 27.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 268m | Bike: | GT | ||
Oj ciężko na początku się jechało. Dość trudno było rozruszać kości po wczorajszym spędzeniu pół dnia w autobusie. A ponieważ dziś Dzień Dziecka i była okazja, więc do pracy na rowerze.
A po pracy (a w zasadzie po jej połowie) szybko do domu, bo coś zaczęło padać. A ponieważ dziś Dzień Dziecka, więc pojechałem sobie lekko za miasto ze swoim synem, aby zrobić mu przyjemność.
A po pracy (a w zasadzie po jej połowie) szybko do domu, bo coś zaczęło padać. A ponieważ dziś Dzień Dziecka, więc pojechałem sobie lekko za miasto ze swoim synem, aby zrobić mu przyjemność.






