Wpisy archiwalne w miesiącu
Czerwiec, 2011
| Dystans całkowity: | 465.06 km (w terenie 56.06 km; 12.05%) |
| Czas w ruchu: | 27:21 |
| Średnia prędkość: | 17.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 64.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 3640 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 188 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 147 (77 %) |
| Suma kalorii: | 1768 kcal |
| Liczba aktywności: | 17 |
| Średnio na aktywność: | 27.36 km i 1h 36m |
| Więcej statystyk | |
Praca-dom
Czwartek, 30 czerwca 2011 | dodano:30.06.2011
| Dst.: | 26.39 | Off-road: | 4.22 | Czas: | 01:42 | Avg: | 15.52 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 176m | Bike: | GT | ||
Dziś kolejny dzień rowerowy. Teraz to rower dobrze mi robi, ponieważ ostatnio mało sypiam, a po rowerze jakiś taki mniej zmęczony jestem.
Dziś rano pogoda zapowiadała ciężką próbę, bowiem i prognozy, jak i poranek nie nastrajały pozytywnie. No ale zabezpieczyłem się całkowicie, ale na szczęście nie trzeba było korzystać z tych zabezpieczeń.
Jednak nie chwal dnia ....
No i wszystko na to wskazuje, że dziś pęknie mi 1.000 km w tym roku. Kończy się akurat półrocze, więc czyżby i na koniec roku byłby dobry wynik? Zobaczymy.
Jeszcze jeden fakt muszę odnotować, że w tym miesiącu zrobiłem 465 km, co również jest moim miesięcznym rekordem. Nawet tego się nie spodziewałem. Ale, większość km, to dojazd do pracy.
No i jest tysiączek. Po południu jeszcze jazda z synkiem po okolicach. A jutro, ... odpoczynek.
Dziś rano pogoda zapowiadała ciężką próbę, bowiem i prognozy, jak i poranek nie nastrajały pozytywnie. No ale zabezpieczyłem się całkowicie, ale na szczęście nie trzeba było korzystać z tych zabezpieczeń.
Jednak nie chwal dnia ....
No i wszystko na to wskazuje, że dziś pęknie mi 1.000 km w tym roku. Kończy się akurat półrocze, więc czyżby i na koniec roku byłby dobry wynik? Zobaczymy.
Jeszcze jeden fakt muszę odnotować, że w tym miesiącu zrobiłem 465 km, co również jest moim miesięcznym rekordem. Nawet tego się nie spodziewałem. Ale, większość km, to dojazd do pracy.
No i jest tysiączek. Po południu jeszcze jazda z synkiem po okolicach. A jutro, ... odpoczynek.
Praca-dom
Środa, 29 czerwca 2011 | dodano:29.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 31.11 | Off-road: | 2.28 | Czas: | 01:59 | Avg: | 15.69 |
| Vmax: | 35.50 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 197m | Bike: | GT | ||
Kolejny, fajnie rozpoczęty dzień jazdą do pracy. Nieco deszczem straszyło, ale dziś jestem na to przygotowany.
Miał być paskudny dzień, ale po pracy nawet całkiem ładnie się zrobiło, co pozwoliło jeszcze wyjść na rowerek z najmłodszym synkiem. Więc pojeździłem po osiedlu.
Miał być paskudny dzień, ale po pracy nawet całkiem ładnie się zrobiło, co pozwoliło jeszcze wyjść na rowerek z najmłodszym synkiem. Więc pojeździłem po osiedlu.
Praca-dom
Wtorek, 28 czerwca 2011 | dodano:28.06.2011
| Dst.: | 16.92 | Off-road: | 2.28 | Czas: | 00:48 | Avg: | 21.15 |
| Vmax: | 38.50 | Temp.: | 24.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 71m | Bike: | GT | ||
Dziś jakoś obyło się bez ekscesów. No chyba jedynie można odnotować, że w drodze powrotnej z pracy nieco deszcze mnie dopadł. W końcu "zawodowcy" i przy takiej pogodzie też jeżdżą. No i mocno dziś wiało. Miałem nadzieję, że "dostanę w plery", ale nie zupełnie.
Praca-dom
Poniedziałek, 27 czerwca 2011 | dodano:28.06.2011
| Dst.: | 17.11 | Off-road: | 1.41 | Czas: | 00:53 | Avg: | 19.37 |
| Vmax: | 45.50 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 113m | Bike: | GT | ||
Dziś było normalnie, czyli do pracy i z powrotem. Choć rano to jakoś nie za bardzo miałem chęć na jazdę. Nie dość, że zimno, to jeszcze po wczorajszym maratonie i całej jeździe, jakoś tak ciężko znów było posadzić się na siodełku.
Choć jak teraz tak pomyśleć, to było by o czym wspomnieć. Dziś bowiem musiałem z rana załatwić jedną sprawę po drodze do pracy. No a najbliższą i najprostszą drogą była jedna z głównych ulic miasta, ul. Warszawska. Jak to wiadomo, rano ruch spory. A ulica, dość fajna, bo szeroka na 3 pasy. Tylko, że z jednego pasa nasz "kochany" Pan Prezydent Miasta zrobił sobie buspas, który akurat na tej ulicy jest bzdurnym pomysłem, bowiem akurat tu nigdy nie tworzą się korki (jak już to tylko sporadycznie przy okazji remontów innych ulic), przez które autobusy się spóźniają. Efektem tego było to, że albo jechałem samym środkiem jezdni, gdzie pędzące samochody mijały mnie to z jednej, to z drugiej strony, mijając mnie czasami na włos. Albo ścigałem się z autobusami, aby zdążyć przed ich przystankami. A ponieważ rano było rześko, więc przydało się na rozgrzewkę.
A samochód dalej w serwisie.
Choć jak teraz tak pomyśleć, to było by o czym wspomnieć. Dziś bowiem musiałem z rana załatwić jedną sprawę po drodze do pracy. No a najbliższą i najprostszą drogą była jedna z głównych ulic miasta, ul. Warszawska. Jak to wiadomo, rano ruch spory. A ulica, dość fajna, bo szeroka na 3 pasy. Tylko, że z jednego pasa nasz "kochany" Pan Prezydent Miasta zrobił sobie buspas, który akurat na tej ulicy jest bzdurnym pomysłem, bowiem akurat tu nigdy nie tworzą się korki (jak już to tylko sporadycznie przy okazji remontów innych ulic), przez które autobusy się spóźniają. Efektem tego było to, że albo jechałem samym środkiem jezdni, gdzie pędzące samochody mijały mnie to z jednej, to z drugiej strony, mijając mnie czasami na włos. Albo ścigałem się z autobusami, aby zdążyć przed ich przystankami. A ponieważ rano było rześko, więc przydało się na rozgrzewkę.
A samochód dalej w serwisie.
Maraton MTBCross - Kielce
Niedziela, 26 czerwca 2011 | dodano:27.06.2011Kategoria Zawody, Średnia przyjemność
| Dst.: | 49.05 | Off-road: | 19.63 | Czas: | 03:38 | Avg: | 13.50 |
| Vmax: | 44.00 | Temp.: | 25.0 | HRmax: | 173( 91%) | HRavg | 122( 64%) |
| Cal: | 616kcal | ALT: | 501m | Bike: | GT | ||
Dawno już nie brałem udziału w jakiś zawodach, w jakimś maratonie. Dlatego tym bardziej się cieszyłem na start w tych zawodach. Maraton odbywał się w ramach cyklu MTBCrossMaraton, organizowanego przez moje stowarzyszenie MTB CROSS. Była to już czwarta edycja z kolei.
Tym razem jednak było inaczej, bowiem po raz pierwszy startowałem ze swoim 9-letnim synem. Dlatego też i dystans, na którym startowałem był nie za wielki, jak na moje możliwości. Jednak wystarczający dla mojego syna.
Sam bowiem maraton wyniósł jakieś 16,55 km. Co tego nieco rozgrzewki, w postaci dojazdu na miejsce startu, co w sumie dało ponad 24 km, co jest rekordem dziennym i jednorazowym mojego syna.
Start odbywał się ze wszystkimi jednocześnie, co nieco mnie napawało strachem, ponieważ obawiałem się o syna, aby ktoś na niego nie najechał. Niby ustawiliśmy się w pewnej chwili na końcu, tak jak miało być, jednak po chwili za nami pojawiło się jeszcze spora grupa rowerzystów. No nic, "uważaj na starcie i patrz się przed siebie", takie wypowiedzi padały z moich ust do syna.
Start na szczęście odbył się bez żadnych problemów. Mój młody nawet tak momentem przycisnął, że musiałem go nieźle gonić. Ja patrzę, a mam na liczniku 25 km/h. No cóż, zapału wystarczyło na niedługo, do pierwszego lekkiego podjazdu, gdzie mój syn nieco zwolnił. Ale dzięki temu mogli nas minąć ci bardziej doświadczeni.
Pierwsze emocje pojawiły się, jak mieliśmy pokonywać rzeczkę. Miało być płytko. Owszem, było, ale dla dorosłych. Dla dzieci, na niższych rowerach (mój jeździ na 24"), skutkowało to niestety zamoczeniem butów. Syn nieco się zdenerwował, że zamoczył buty i że mama będzie krzyczeć. Niby miała być jakaś kładka, ale jak zobaczyłem kątem oka, to owszem była, ale chyba jakieś 5 m nad rzeczką i szerokości 10 cm. Strasznie wysoko, jak tu przejść. Nie wiem, czy to była pierwsza kładka, czy druga, no ale tak było. A druga przeprawa, było znacznie głębiej, bo i nawet ja miałem mokro.

Powyższe zdjęcie pochodzi z tej strony.
Sama trasa dość trudna jak dla dystansu Family. Były dwa spore podjazdy, które chyba i ja nawet miałbym spore problemy z ich pokonaniem. Skończyło się na podprowadzaniu roweru. Męcząca również była przeprawa miedzą przez jakieś łąki. Oj, ciężko się początkowo jechało, a później szło. Sama końcówka również nie należała do najłatwiejszych.
Ale jakoś udało się dojechać szczęśliwie do mety. Mój syn, wykończony, po mecie padł na ławkę odpoczywać. Nawet nie miał siły zjeść miski makaronu, pomimo tego, że mówił coś o głodzie. Jednak jak mi mówił, to był bardzo zadowolony z udziału i samego startu. No ja również byłbym zadowolony, gdybym tak jak on, stanął na II miejscu podium w swojej kategorii wiekowej. Kolejny dyplom, kolejna pamiątka.
Ja również byłem zadowolony ze startu, choć mogłem jechać nieco dłuższy dystans. Ale liczy się zadowolenie syna i to jego udział był ważniejszy.
Po południu nieco dokręciłem kilometrów, tym razem z młodszym synem w foteliku. Rekreacyjnie pokręciliśmy sobie po ścieżce rowerowej. Starszy też się wyrywał, ale widać było, że był zmęczony.
Tym razem jednak było inaczej, bowiem po raz pierwszy startowałem ze swoim 9-letnim synem. Dlatego też i dystans, na którym startowałem był nie za wielki, jak na moje możliwości. Jednak wystarczający dla mojego syna.
Sam bowiem maraton wyniósł jakieś 16,55 km. Co tego nieco rozgrzewki, w postaci dojazdu na miejsce startu, co w sumie dało ponad 24 km, co jest rekordem dziennym i jednorazowym mojego syna.
Start odbywał się ze wszystkimi jednocześnie, co nieco mnie napawało strachem, ponieważ obawiałem się o syna, aby ktoś na niego nie najechał. Niby ustawiliśmy się w pewnej chwili na końcu, tak jak miało być, jednak po chwili za nami pojawiło się jeszcze spora grupa rowerzystów. No nic, "uważaj na starcie i patrz się przed siebie", takie wypowiedzi padały z moich ust do syna.
Start na szczęście odbył się bez żadnych problemów. Mój młody nawet tak momentem przycisnął, że musiałem go nieźle gonić. Ja patrzę, a mam na liczniku 25 km/h. No cóż, zapału wystarczyło na niedługo, do pierwszego lekkiego podjazdu, gdzie mój syn nieco zwolnił. Ale dzięki temu mogli nas minąć ci bardziej doświadczeni.
Pierwsze emocje pojawiły się, jak mieliśmy pokonywać rzeczkę. Miało być płytko. Owszem, było, ale dla dorosłych. Dla dzieci, na niższych rowerach (mój jeździ na 24"), skutkowało to niestety zamoczeniem butów. Syn nieco się zdenerwował, że zamoczył buty i że mama będzie krzyczeć. Niby miała być jakaś kładka, ale jak zobaczyłem kątem oka, to owszem była, ale chyba jakieś 5 m nad rzeczką i szerokości 10 cm. Strasznie wysoko, jak tu przejść. Nie wiem, czy to była pierwsza kładka, czy druga, no ale tak było. A druga przeprawa, było znacznie głębiej, bo i nawet ja miałem mokro.

Przeprawa przez rzekę.© fot. Kamil Nowak
Powyższe zdjęcie pochodzi z tej strony.
Sama trasa dość trudna jak dla dystansu Family. Były dwa spore podjazdy, które chyba i ja nawet miałbym spore problemy z ich pokonaniem. Skończyło się na podprowadzaniu roweru. Męcząca również była przeprawa miedzą przez jakieś łąki. Oj, ciężko się początkowo jechało, a później szło. Sama końcówka również nie należała do najłatwiejszych.
Ale jakoś udało się dojechać szczęśliwie do mety. Mój syn, wykończony, po mecie padł na ławkę odpoczywać. Nawet nie miał siły zjeść miski makaronu, pomimo tego, że mówił coś o głodzie. Jednak jak mi mówił, to był bardzo zadowolony z udziału i samego startu. No ja również byłbym zadowolony, gdybym tak jak on, stanął na II miejscu podium w swojej kategorii wiekowej. Kolejny dyplom, kolejna pamiątka.
Ja również byłem zadowolony ze startu, choć mogłem jechać nieco dłuższy dystans. Ale liczy się zadowolenie syna i to jego udział był ważniejszy.
Po południu nieco dokręciłem kilometrów, tym razem z młodszym synem w foteliku. Rekreacyjnie pokręciliśmy sobie po ścieżce rowerowej. Starszy też się wyrywał, ale widać było, że był zmęczony.
Poczuć Maję
Czwartek, 23 czerwca 2011 | dodano:25.06.2011
| Dst.: | 24.82 | Off-road: | 5.28 | Czas: | 01:20 | Avg: | 18.62 |
| Vmax: | 38.00 | Temp.: | 20.0 | HRmax: | 188( 98%) | HRavg | 147( 77%) |
| Cal: | 903kcal | ALT: | 243m | Bike: | GT | ||
Zatęskniło mi się za prawdziwą jazdą terenową. Ostatnio bowiem, to tylko jazda z synami po ścieżkach rowerowych lub chodnikach, lub ze znajomymi głównie po szosie wieczorową porą.
A ponieważ niedawno odbywały się w Kielcach Mistrzostwa Polski z MBT, więc postanowiłem poczuć się jak Maja i inni zawodnicy, którzy startowali na tej ciężkiej trasie. Tak więc nie było co prawda takiej rozgrzewki jak to w CCC, no ale już dojazd i 10 km zrobiły swoje. Strasznie pomarańczowo, ale tak to bywa u CCC.

Kiedy dojechałem mniej więcej znałem trasę, w końcu tereny te są mi dość dobrze znane. Więc na początek niezły podjazd. No nawet dobrze mi szkoło. Jednak chyba musiałem coś pokopać, ponieważ po pewnym czasie zorientowałem się, że nie ma tyle śladów rowerowych, co poprzednio. No a poza tym przewyższenie podjazdu zrobiło się jakoś dziwnie wysokie. Co prawda nie dałem tam rady podjechać i wiedziałem wówczas, że pomyliłem drogę.

Kiedy już dojechałem na szczyt, dalej mniej więc wiedziałem jak jechać, bowiem strasznie było wyjeżdżone. Zatem w dół. Zjazd dość trudny: sporo kamieni, dołki, korzenie. Ale piękny.
Później postanowiłem podjechać jednym podjazdem, który zawsze jest wybierany na podjazdy na skoczni. Dawno tam nie wjeżdżałem, ale udało się. Kolejny zjazd karkołomny, po schodach częściowo.
Ostatni fragment - również odpuściłem. Cóż z pętli ok. 5 km, ja zrobiłem 3 km. I jak Mai pierwsze kółko zajęło ok. 17 min., to mnie większe pół zajęło 21 min. No ale może jeszcze kiedyś postaram się osiągnąć podobny wynik.
A poniżej kilka zdjęć ze startu Mai, które udało mi się wykonać.
Start. Co dziwne, Maja i koleżanki z CCC nie stały w pierwszej linii.

Maja na jednym z podjazdów.

A tym razem na szalonym zjeździe.

Maja na kolejnym podjeździe, nieco bliżej.

Nowa "stara" Mistrzyni Polski podczas pierwszej toalety.
A ponieważ niedawno odbywały się w Kielcach Mistrzostwa Polski z MBT, więc postanowiłem poczuć się jak Maja i inni zawodnicy, którzy startowali na tej ciężkiej trasie. Tak więc nie było co prawda takiej rozgrzewki jak to w CCC, no ale już dojazd i 10 km zrobiły swoje. Strasznie pomarańczowo, ale tak to bywa u CCC.

Rozgrzewka CCC.© Robert
Kiedy dojechałem mniej więcej znałem trasę, w końcu tereny te są mi dość dobrze znane. Więc na początek niezły podjazd. No nawet dobrze mi szkoło. Jednak chyba musiałem coś pokopać, ponieważ po pewnym czasie zorientowałem się, że nie ma tyle śladów rowerowych, co poprzednio. No a poza tym przewyższenie podjazdu zrobiło się jakoś dziwnie wysokie. Co prawda nie dałem tam rady podjechać i wiedziałem wówczas, że pomyliłem drogę.

Nachylenie max 30%.© Robert
Kiedy już dojechałem na szczyt, dalej mniej więc wiedziałem jak jechać, bowiem strasznie było wyjeżdżone. Zatem w dół. Zjazd dość trudny: sporo kamieni, dołki, korzenie. Ale piękny.
Później postanowiłem podjechać jednym podjazdem, który zawsze jest wybierany na podjazdy na skoczni. Dawno tam nie wjeżdżałem, ale udało się. Kolejny zjazd karkołomny, po schodach częściowo.
Ostatni fragment - również odpuściłem. Cóż z pętli ok. 5 km, ja zrobiłem 3 km. I jak Mai pierwsze kółko zajęło ok. 17 min., to mnie większe pół zajęło 21 min. No ale może jeszcze kiedyś postaram się osiągnąć podobny wynik.
A poniżej kilka zdjęć ze startu Mai, które udało mi się wykonać.
Start. Co dziwne, Maja i koleżanki z CCC nie stały w pierwszej linii.

Start Mai.© Robert
Maja na jednym z podjazdów.

Zmagania Mai.© Robert
A tym razem na szalonym zjeździe.

Szalony zjazd Mai.© Robert
Maja na kolejnym podjeździe, nieco bliżej.

Maja z bliska.© Robert
Nowa "stara" Mistrzyni Polski podczas pierwszej toalety.

Czyszczenie Mai.© Robert
Wakacje 2011
Środa, 22 czerwca 2011 | dodano:25.06.2011
| Dst.: | 26.70 | Off-road: | 2.28 | Czas: | 01:21 | Avg: | 19.78 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | 26.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 139m | Bike: | GT | ||
Kolejny dzień jazdy do pracy. Dziś miałem odebrać samochód z serwisu, jednak okazało się to nie możliwe. Dziś też przyszło mi pojechać na zakończenie roku szkolnego do szkoły mojego syna. Nie było wyjścia. Zatem, prawie odświętnie ubrany pojechałem do szkoły na zakończenie roku szkolnego.

Pora na wakacje 2011© Robert
Kolejne tysiączki wpadają
Wtorek, 21 czerwca 2011 | dodano:21.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 37.65 | Off-road: | 3.42 | Czas: | 02:12 | Avg: | 17.11 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | 21.0 | HRmax: | 162( 85%) | HRavg | 127( 66%) |
| Cal: | 249kcal | ALT: | 253m | Bike: | GT | ||
Ten wpis miał być z tych praca-dom, bowiem faktycznie, tym razem z przymusu (samochód w serwisie), przesiadłem się na rower. Jednak od przyszłego tygodnia wakacje, więc może będzie okazja, aby jeździć codziennie. Przynajmniej trzeba będzie zaoszczędzić na paliwie na tą naprawę.
A o tych tysiączkach? Cóż, oczywiście szkoda, że to nie mowa o tysiącach złotych, które by tak sobie co jakiś czas, raczej częściej, niż rzadziej, wpadały do kieszeni. Tu mam na myśli kolejne tysiączki kilometrów. W zeszłym roku 20 tys., niedawno 7 tys., a teraz 10 tys. na jednym liczniku, który otrzymałem przy okazji chyba urodzin któryś tam z kolei. Właśnie wczoraj o godz. 16:02, wracając do domu z pracy, zobaczyłem jak zmieniają się ładnie cyferki.
Eh, cóż. Kręcimy dalej.
A, co jeszcze. Dziś w końcu "odpaliłem" pulsometr. Bo jakoś w tym roku zaniedbałem się pod tym względem.
Dołożyłem jeszcze jazdę po mieście z synami.
A o tych tysiączkach? Cóż, oczywiście szkoda, że to nie mowa o tysiącach złotych, które by tak sobie co jakiś czas, raczej częściej, niż rzadziej, wpadały do kieszeni. Tu mam na myśli kolejne tysiączki kilometrów. W zeszłym roku 20 tys., niedawno 7 tys., a teraz 10 tys. na jednym liczniku, który otrzymałem przy okazji chyba urodzin któryś tam z kolei. Właśnie wczoraj o godz. 16:02, wracając do domu z pracy, zobaczyłem jak zmieniają się ładnie cyferki.
Eh, cóż. Kręcimy dalej.
A, co jeszcze. Dziś w końcu "odpaliłem" pulsometr. Bo jakoś w tym roku zaniedbałem się pod tym względem.
Dołożyłem jeszcze jazdę po mieście z synami.
"Sam na sam" z Mają
Sobota, 18 czerwca 2011 | dodano:20.06.2011
| Dst.: | 24.96 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:57 | Avg: | 12.80 |
| Vmax: | 37.00 | Temp.: | 30.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 190m | Bike: | GT | ||
Oczywiście, że z Mają Włoszczowską - naszą Mistrzynią Świata.
"Sam na sam", to oczywiście duża przesada. A jak już to nawet nie ja, ale mój syn. Z okazji finału akcji "Polska na rowery" zorganizowany był przejazd z rynku naszego miasta na tereny, gdzie odbywały się Mistrzostwa Polski w MTB. Pojawiła się oczywiście Maja Włoszczowska, jako patronka akcji, wraz w całą kobiecą reprezentacją Polski i tą ładniejszą część ekipy CCC.
Po oficjalnych przemówieniach, przywitaniu, była okazja na zrobienie sobie zdjęcia z mistrzynią, a nawet chwilę rozmowy, jaką to właśnie miał zaszczyt przeprowadzić mój syn.
Przy okazji zdjęcia, Maja przywitała się, zapytała o imię syna, jak również wyraziła swój zachwyt na temat posiadanych przez niego rękawiczek rowerowych.
Tak więc to była ta chwila "sam na sam".

Dodam jeszcze, że później syn wziął udział w zawodach rowerowych po dość trudnej trasie, ze względu na sporą ilość piachu. Poradził sobie świetnie. Zdobył II miejsce. Może i byłoby zwycięstwo, ponieważ bardzo dobrze wystartował, jako pierwszy. Jednak na jednym z zakrętów zrobił błąd, ponieważ za bardzo wyjechał i to wykorzystał rywal. Ale później dzielnie go gonił, we dwóch zyskali przewagę, gdzie spokojnie później dowiózł drugie miejsce. Zachwyt oczywiście przeogromny, ponieważ było podium, nagrody, oklaski i fanfary "We Are The Champions" Queen'u.

"Sam na sam", to oczywiście duża przesada. A jak już to nawet nie ja, ale mój syn. Z okazji finału akcji "Polska na rowery" zorganizowany był przejazd z rynku naszego miasta na tereny, gdzie odbywały się Mistrzostwa Polski w MTB. Pojawiła się oczywiście Maja Włoszczowska, jako patronka akcji, wraz w całą kobiecą reprezentacją Polski i tą ładniejszą część ekipy CCC.
Po oficjalnych przemówieniach, przywitaniu, była okazja na zrobienie sobie zdjęcia z mistrzynią, a nawet chwilę rozmowy, jaką to właśnie miał zaszczyt przeprowadzić mój syn.
Przy okazji zdjęcia, Maja przywitała się, zapytała o imię syna, jak również wyraziła swój zachwyt na temat posiadanych przez niego rękawiczek rowerowych.
Tak więc to była ta chwila "sam na sam".

"Sam na sam" z Mają.© Robert
Dodam jeszcze, że później syn wziął udział w zawodach rowerowych po dość trudnej trasie, ze względu na sporą ilość piachu. Poradził sobie świetnie. Zdobył II miejsce. Może i byłoby zwycięstwo, ponieważ bardzo dobrze wystartował, jako pierwszy. Jednak na jednym z zakrętów zrobił błąd, ponieważ za bardzo wyjechał i to wykorzystał rywal. Ale później dzielnie go gonił, we dwóch zyskali przewagę, gdzie spokojnie później dowiózł drugie miejsce. Zachwyt oczywiście przeogromny, ponieważ było podium, nagrody, oklaski i fanfary "We Are The Champions" Queen'u.

"Słynne" rękawiczki.© Robert

Pierwsze podium.© Robert






