o mnie

  • '07 r. (BS) - 16550.77 km
  • off-road - 3682.30 km 22.25%
  • czas jazdy - 40d 18h 23m
  • avg. - 16.92 km/h
  • od'94-09.14 - 30.120 km
  • moje pełne statystyki

  • Rowerowe Kielce



  • baton rowerowy bikestats.pl


    Moje skromne rekordy (max):
    rocznie - 3.601 km ('12)
    miesięcznie - 558 km (VIII'12)
    dziennie - 161 km ('01)
    Vmax. - 71 km/h ('07)

    wykresy roczne

    Wykres roczny blog rowerowy Robert.bikestats.pl

    linki

    szukaj


    Witam wszystkich free counters Zapraszam ponownie.

    Pogoda w Kielcach
    Wpisy archiwalne w miesiącu

    Wrzesień, 2011

    Dystans całkowity:214.14 km (w terenie 70.96 km; 33.14%)
    Czas w ruchu:13:13
    Średnia prędkość:16.20 km/h
    Maksymalna prędkość:48.50 km/h
    Suma podjazdów:2256 m
    Maks. tętno maksymalne:192 (101 %)
    Maks. tętno średnie:171 (90 %)
    Suma kalorii:3824 kcal
    Liczba aktywności:9
    Średnio na aktywność:23.79 km i 1h 28m
    Więcej statystyk

    Praca-dom

    Czwartek, 29 września 2011 | dodano:30.09.2011
    Dst.:16.70Off-road:2.28 Czas:00:56Avg:17.89
    Vmax:30.00Temp.:22.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 89mBike:GT

    Wczoraj ponownie udało mi się pojechać do pracy na rowerze. Tym razem jednak chciałem przetestować działanie samego roweru, ponieważ przed zbliżającą się Odyseją konieczny był przegląd i drobne poprawki.
    W pierwszej kolejności, to wymiana ogumienia. Zakupiłem nową (w końcu) gumę, na razie jedną. Sama opona kręci się, a pełne jej zalety pewnie dopiero wyjdą w terenie.
    Przy okazji przyjrzałem się i drugiej oponie, która również nie wyglądała najlepiej. Zapadła decyzja, aby i drugą wymienić. W swoich "śmieciach" rowerowych odszukałem jeszcze jakiś model, który wydawał się jeszcze w miarę do użytku.
    Jednak cóż się okazało, jadąc do pracy na równym asfalcie podskakiwałem rytmicznie. Jak się później przypatrzyłem, to opona dostała jakiegoś bicia pionowego. Co jest grane, na poprzedniej oponie nic się nie działo, a tu taka niespodzianka. Co prawda w jeździe w terenie tego się nie odczuwa, ale po asfalcie jest to dokuczliwe.
    W pierwszej chwili myślałem, że koło do centrowania. "Widać poprzednia opona trzymała obręcz, a po jej zdjęciu wszystko się posypało" - tak sobie pomyślałem. Więc po powrocie zdjąłem oponę i zabieram się za centrowanie. Jednak jak mam problemy z kręceniem nyplami, to sprawdzam, jak się kręci same same koło. I okazało się, że jest wszystko ok. Później przyglądam się dokładniej oponie i doszedłem do wniosku, że opona odkształciła się i tak się dzieje. No cóż, nieco ją powyginałem i założyłem ponownie. Jest nieco lepiej, przynajmniej teraz różnica jest ok. 3 mm, a nie jakieś 7 mm.
    Pocieszające jednak to, że udało się ponownie przerzutkę poprawnie wyregulować i teraz działa normalnie. No i hamulce jak żyletki.
    Miałem zamieścić zdjęcie oponek kod hasłem: "Znajdź różnice", ale zapomniałem zgrać z aparatu. Będę więc później.
    A teraz pora na Odyseję.

    Lekki trening

    Poniedziałek, 26 września 2011 | dodano:27.09.2011Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
    Dst.:30.40Off-road:0.02 Czas:01:35Avg:19.20
    Vmax:48.50Temp.:9.0 HRmax:181( 95%)HRavg142( 74%)
    Cal: 962kcalALT:358mBike:GT

    Nie udało się w niedzielę, ale udało się wczoraj wieczorem. Co prawda już formy nie zbuduję, więc to było tylko wspólne pokręcenie po okolicy.
    No i ...? Można by się zapytać. Hm, a sam nie wiem. Jechało się nawet dobrze, a i podjazd pod Ameliówkę jakoś sprawnie poszedł. Przynajmniej tak mi się wydaje. Co prawda nie wiem, czy to moja forma, czy to raczej zmęczenie startowe moje partnera. I pewnie raczej to drugie. Bo przecież Odyseja za pasem. Ale myślę, że powinno być dobrze. Byleby nic innego nie nawaliło.
    To pewnie ostatnia jazda przez imprezą. Konieczny jeszcze przegląd sprzętu, ustawień i w drogę.

    Miał być trening

    Niedziela, 25 września 2011 | dodano:26.09.2011
    Dst.:12.95Off-road:11.65 Czas:01:13Avg:10.64
    Vmax:32.50Temp.:18.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:218mBike:GT

    Szykowałem się dziś na ostry trening po górkach. Wszystko przygotowane, rower sprawdzony, w bidonie pełno, pulsometr załączony. Jednak kiedy wyszedłem z domu i spotkałem syna, który swoim błagalnym wzrokiem spytał mnie, czy możemy pojeździć razem - wymiękłem i pojechaliśmy.
    Pojechaliśmy w pobliskie lasy. Nieco i tak przegoniłem go na dwóch konkretnych podjazdach z nachyleniem nawet 19%. O dziwo - podjechał.

    Masowanie było niezłe

    Czwartek, 22 września 2011 | dodano:23.09.2011
    Dst.:11.22Off-road:2.15 Czas:00:52Avg:12.95
    Vmax:19.50Temp.:15.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 73mBike:GT

    Wczoraj uczestniczyłem w kolejnej już Masie Krytycznej w Kielcach. Lokalne gazety podają, że było ok. 500 osób. W sumie nieźle, ale daleko do wyników większych miast.
    Impreza uda, widać nas było na mieście, dzięki eskorcie policji oraz dźwięków gwizdków i trąbek.
    Powrót do domu odbył się już po ciemku.
    Większa relacja tutaj.
    Dumna prezentacja na Masie. © Robert

    Praca-dom

    Czwartek, 22 września 2011 | dodano:22.09.2011
    Dst.:23.70Off-road:2.28 Czas:01:12Avg:19.75
    Vmax:33.00Temp.:18.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:109mBike:GT

    Dzień Bez Samochodu - więc jakby to było inaczej, abym pojechał do pracy samochodem. Dziś rowerem, pomimo przeziębienia.
    Prawda jest taka, że akurat się dobrze złożyło i sprawy szkolne mi nie przeszkodziły w jeździe rowerem do pracy. A jakoś kiepsko się czuję, to pewnie z powodu przeziębienia. Ale cóż, muszę stawić się dziś na Masie Krytycznej, bo kto jak kto, ale mnie nie wypada tam nie być, skoro prowadzę blog rowerowy Rowerowe Kielce, gdzie staram się zamieszczać różne informacje z życia rowerowego w naszym mieście.
    Dziś z rana mgliście. Dobrze, że mam zamontowane lampki, więc było bezpieczniej.
    Poranek nad zalewem. © Robert

    Praca-dom

    Poniedziałek, 19 września 2011 | dodano:19.09.2011
    Dst.:16.44Off-road:2.28 Czas:00:45Avg:21.92
    Vmax:36.00Temp.:24.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT: 80mBike:GT

    Niestety, choroby w domu uniemożliwiają jazdę w weekend, więc jeżdżę rowerem do pracy. Tak jak dziś.
    Dziś miałem zdarzenie, które wkurzyło mnie nieco. Jest u nas w mieście taki wąski przejazd z boku wiaduktu, a który prowadzi do innej drogi. Przejazd ten jest na jeden samochód, z boku jest jeszcze wąski chodnik. Jadę sobie tym przejazdem tak ok. 27 km/h., a krótki jest, jakieś max. 200 m. A tu nagle za sobą słyszę klakson samochodu. Obracam się i patrzę, że jakaś baba mnie pogania. "O ty tak ..." - mówię do siebie. To jak jechałem bokiem, tak zjechałem na środek i jeszcze zwolniłem. Tak po chwili dojechaliśmy do normalnej jezdni, no a kobieta widać mocno zbulwersowana, mijając mnie, zaczęła trąbić. No cóż miałem zrobić, pokrzyczałem tylko w jej stronę, pomachałem palcem i tyle. Wkurzyła mnie ta baba, co za cholera. Szkoda, że nie udało mi się jej spotkać, to bym jej nagadał. Ech.
    I tak to zacząłem dzień pracy, od nerwów.
    No na szczęście w drodze powrotnej nic się nie wydarzyło.

    Praca-dom

    Piątek, 16 września 2011 | dodano:16.09.2011
    Dst.:26.21Off-road:4.14 Czas:01:27Avg:18.08
    Vmax:38.00Temp.:22.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:248mBike:GT

    Korzystając z okazji, dziś udało się wyjść nawet nie co wcześniej z domu, nawet jeszcze o lampkach, bo o świecie.
    Początkowo zimno, na liczniku zaledwie 5 st. Ale po krótkiej chwili, przyjemne ciepełko zaczęło płynąć po całym organizmie. Pojechałem pokręcić się po ścieżkach na Grabinie oraz na wzgórzu Karczówka. To taki pierwszy test nowej kasety w warunkach terenowych. I całkiem fajnie się podjeżdża. Ale i tak, łydka musi być.
    Później dość przyjemnie się zrobiło, jakoś tak ciepło, ale cóż, trzeba było jechać do pracy.
    Widok o poranku. © Robert

    Wschód słónca nad Grabiną. © Robert

    Dwa zęby różnicy

    Niedziela, 11 września 2011 | dodano:12.09.2011
    Dst.:25.70Off-road:5.00 Czas:01:36Avg:16.06
    Vmax:31.00Temp.:25.0 HRmax:(%)HRavg(%)
    Cal:kcalALT:143mBike:GT

    Niby tylko dwa zęby, a robi różnicę (przynajmniej tak mi się wydaje).
    Już dawno to powinienem był zrobić. Planowałem na szybko dokonać modyfikacji w swoim sprzęcie jeszcze przed maratonem z Bielinach. Jednak niestety nie udało się. Taką zmianę powinienem był dokonać jeszcze przed zeszłoroczną odyseją. A mowa o wymianie kasety mniejszej na większą, tzn. takiej, która max. ma 32 zęby na taką, która ma ich 34 (i odpowiednio więcej na każdej zębatce).
    Człowiek był głupi. A raczej chyba młody, a przynajmniej za takiego się uważałem. Myślałem, że eeeee, przecież ja kurcze, młokos jestem i zawsze "waliłem" mniejszą kasetę. "Co tam dla mnie, przecież mocny jestem" - tak sobie mówiłem. No cóż, życie jednak weryfikuje własne opinie. Jak się okazuje, to już nie jestem taki młody i nie daję rady, no ale jeszcze mogę ... Tyle, że potrzebuję odpowiednich akcesoriów.
    Co prawda za bardzo nie miałem okazji na straszne testy, założenia były inne, a wyszło inaczej. Jednak na tyle co udało mi się jednak zauważyć, to faktycznie odczuwam różnicę. Jakoś lżej się jeździ na tych samych przełożeniach. Teraz pewnie będzie mnie kusić, aby zrzucać nieco niżej. Ale zobaczymy. Musi przyjść odpowiedni czas na bardziej konkretne testy. Ale póki co, to rokuje to pozytywnie.
    Bałem się, że jakoś nie wpasują się łańcuch z kasetą. I owszem na początku coś tam zgrzytało, a ponieważ nie miałem za bardzo możliwości na regulacje (jechałem bowiem z dzieciakiem w foteliku), więc nic nie robiłem. Ale po jakimś czasie wszystko ustało i kręciło się spokojnie. Zobaczymy jak to będzie przy poważniejszych próbach.
    Nowiutka kaseta w roli głównej. © Robert

    Tym razem widok od tyłu. © Robert

    Dnia 14.09 testów ciąg dalszy. Okazało się, że nie wyzerowałem poprzednio licznika i już aby nie mieszać w statystykach, pokręciłem dalej. Tym razem do pracy. Zębatka spisuje się dobrze. Tak jak przypuszczałem, że korzystam teraz z mniejszych zębatek, aby jechać na odpowiednim poziomie. Czekam na poważne testy na poważnych podjazdach.

    Maraton ŚLR - Bieliny

    Niedziela, 4 września 2011 | dodano:05.09.2011Kategoria Pełnia szczęścia, Zawody
    Dst.:50.82Off-road:41.16 Czas:03:37Avg:14.05
    Vmax:48.50Temp.:25.0 HRmax:192(101%)HRavg171( 90%)
    Cal: 2862kcalALT:938mBike:GT

    Oj, dawno nie czułem tego dreszczyku emocji, związanego ze startem w kolejnych zawodach, w kolejnym maratonie. Co prawda mam za sobą w tym roku jeden start, ale to jako tylko osoba towarzysząca dla syna, dla którego był to pierwszy poważny start.
    Podchodziłem do tego startu nieco z rezerwą. Maraton z Bielinach, okrzyknięty był jako najtrudniejszy w całym cyklu Świętokrzyskiej Ligi Rowerowej MTBCross Maraton. Organizatorzy zapowiadali, że "będzie co jechać". I faktycznie, tak było.
    Na start dojechaliśmy w miarę o czasie (tym razem pojechałem razem ze swoim kumplem z ekipy Motyla noga). W pierwszej chwili ciężko nam było trafić na miejsce startu, ponieważ nie było żadnego oznakowania. Trafiliśmy nawet na parking kościelny. Ale jak już udało się, oczywiście w pierwszej kolejności trzeba było swoje odstać w kolejce do biura zawodów, po numer i chipa.
    Kiedy wszystko udało się załatwić, przygotowania zajęły nam chwilkę więc mogliśmy nieco czasu poświęcić na luźne kręcenie (niby rozgrzewka).
    W końcu nastąpiła długo oczekiwana chwila startu. Startowym był sam Tomasz Brożyna, były kolarz zawodowy, których pochodzi właśnie z Bielin.
    Ludzi sporo, początkowo jazda za wozem policyjnym wolną, całą ławą. Później skręt i lekki podjazd. Lekki, ponieważ niestety nie wystarczył, aby stawka się rozciągnęła i do lasu w wąskie i kręte ścieżynki wpadliśmy całą grupą. Efekt taki, że jak już ktoś się wyłożył, to reszta stała i czekała, aż gość się pozbiera. Mnie jakoś się początkowo udaje i kręci mi się "tak jak wszyscy". Dopadamy w końcu pierwszej szerszej drogi, fajna szutrówka. Tak dało się w końcu nieco pojechać.
    Moje pierwsze problemy zaczęły się już na pierwszym podjeździe, gdzie był fragment dość wąski i jednocześnie błotnisty i śliski. Niestety, moje oponki temu nie podołały i szybko zostałem w tyle. Nawet wskoczenie na rower było problemem, bo akurat jechał sznur ludzi i nie było miejsca, aby była dziura. Tak minęło mnie może z 15 zawodników.
    Kiedy już znalazłem się na szlaku, zacząłem kręcić swoje. Nawet fajnie mi się jechało. Późnej prawie wszystkie podjazdy udawało się wjechać. Co nie powiem, ale mnie dziwiło. Nogi fajnie się kręciły. Zrezygnowałem jedynie, jak nachylenie osiągnęło 23% (tak przynajmniej pokazywał mój licznik). Tak więc odpuściłem ten fragment, bo i nie było sensu, ze względu na dość sporo luźnych kamieni. Moje oponki znów nie dały rady.
    Już później, od mniej więcej ok. 20 km, praktycznie jechałem sam. Co jednak zbytnio mi nie przeszkadzało. Fajnie się jechało. Ok. 40 km, jakieś skurcze dawały znak o sobie, ale starałem się na to nie zważać. Choć przyznam, że byłem już mocno zmęczony. Na domiar złego, tuż przed wjazdem na ostatni asfaltowy odcinek dojazdowy do mety, na zjeździe, nie zauważyłem koleiny i wylądowałem w krzakach. Nieźle bolało, ale nic poważnego się na szczęście nie stało.
    Do mety dojechałem po prawie 4 godz. jazdy. Założenie poniżej 4 h zostało spełnione.
    Fajna impreza, fajna jazda i to się liczy.
    A poniżej zostałem uchwycony na zdjęciach, dzięki uprzejmości Moniki NN, która jest autorem tych zdjęć 1, 2, 3.
    Na trasie © dzięki uprzejmości Moniki NN


    kategorie

    mój "sprzęt"

    GT 24679 km
  • od '99-09.14 - 24.663 km
  • znajomi

    wszyscy znajomi(9)

    Wyniki mojego syna: button stats bikestats.pl

    archiwum