Wpisy archiwalne w miesiącu
Grudzień, 2013
| Dystans całkowity: | 67.66 km (w terenie 7.40 km; 10.94%) |
| Czas w ruchu: | 04:33 |
| Średnia prędkość: | 14.87 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 35.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 494 m |
| Liczba aktywności: | 2 |
| Średnio na aktywność: | 33.83 km i 2h 16m |
| Więcej statystyk | |
Na zakończenie
Czwartek, 26 grudnia 2013 | dodano:03.01.2014Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 45.42 | Off-road: | 5.00 | Czas: | 03:03 | Avg: | 14.89 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 383m | Bike: | GT | ||
Tak na zakończenie poprzedniego roku, wpis z podsumowaniem sezonu.
No cóż, zapowiadał się fajnie, przynajmniej pierwsza połowa. Na rekord raczej nie liczyłem, ale mogło być blisko. Niestety, druga połowa roku, to katastrofa. Początkowo jeden miesiąc wcale nie jeździłem z powodu braku roweru. A później - taki totalny marazm i brak chęci.
Jedynie co zaliczam do udanych wydarzeń rowerowych, to druga już wspólna z synem turystyczna wyprawa rowerowa, tym razem na wschodnie wybrzeże. Bardzo fajny tydzień. Moc emocji i atrakcji.
Tak więc rok minął bezpowrotnie. Ważne, aby zdrowie było i chęci do kręcenia.
No cóż, zapowiadał się fajnie, przynajmniej pierwsza połowa. Na rekord raczej nie liczyłem, ale mogło być blisko. Niestety, druga połowa roku, to katastrofa. Początkowo jeden miesiąc wcale nie jeździłem z powodu braku roweru. A później - taki totalny marazm i brak chęci.
Jedynie co zaliczam do udanych wydarzeń rowerowych, to druga już wspólna z synem turystyczna wyprawa rowerowa, tym razem na wschodnie wybrzeże. Bardzo fajny tydzień. Moc emocji i atrakcji.
Tak więc rok minął bezpowrotnie. Ważne, aby zdrowie było i chęci do kręcenia.
Praca-dom
Czwartek, 19 grudnia 2013 | dodano:20.12.2013
| Dst.: | 22.24 | Off-road: | 2.40 | Czas: | 01:30 | Avg: | 14.83 |
| Vmax: | 25.50 | Temp.: | -3.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 111m | Bike: | GT | ||
Nadarzyła się okazja do jazdy rowerkiem do pracy, więc czemu nie. Ale powiem szczerze, że dziś jechałem z potężnym ... leniem na plecach. Tak jakoś ciężko mi się jechało. Nic dziwnego, jak praktycznie ostatni poważny wypad był jakieś 3 tyg. temu. Cóż, człowiek przyzwyczaił się do luksusu, auto po naprawie jedzie "samo", a jeszcze tyłek człowiek sobie podgrzewa. Byle do wiosny.






