Wpisy archiwalne w kategorii
Zawody
| Dystans całkowity: | 919.00 km (w terenie 467.65 km; 50.89%) |
| Czas w ruchu: | 63:39 |
| Średnia prędkość: | 14.44 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 62.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 13973 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 194 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 180 (92 %) |
| Suma kalorii: | 35276 kcal |
| Liczba aktywności: | 14 |
| Średnio na aktywność: | 65.64 km i 4h 32m |
| Więcej statystyk | |
MARATON KIELCE
Niedziela, 7 września 2008 | dodano:08.09.2008Kategoria Średnia przyjemność, Zawody
| Dst.: | 48.82 | Off-road: | 43.92 | Czas: | 03:23 | Avg: | 14.43 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | HRmax: | 194(100%) | HRavg | 171( 88%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 836m | Bike: | GT | ||
ŚLR pod hasłem "Koniec wyścigu"
Tia, mógłbym się tłumaczyć różnymi wymówkami. Że to, że tato, że problem z przerzutką, że pomyliłem drogę, bo ktoś zerwał strzałki, ale prawda jest taka, że nie mam siły i jakoś ciężko mi się jechało. Nogi jakieś takie ciężkie miałem. Dopiero praktycznie od 20 km jakoś lepiej mi się kręciło. Co mnie nie dziwi, bo tak mam często, że dopiero od ok. 20 km jakoś mi się lepiej jedzie. W pewnej chwili, jak już wyprzedziło mnie ok. 7 zawodników uznałem, że ja dziś to powinienem obok numeru wieźć jeszcze taki napis „koniec wyścigu”. Coraz bardziej się w tym utwierdzałem, jak przez dłuższy czas już nikt mnie nie wyprzedzał. Dopadłem w końcu jednego gościa, i walczyłem z nim. Później nieco szybciej uporałem się na pit stopie i też minąłem 2 zawodników. Marna jednak pociecha, bo to byli "starsi panowie dwaj" i wcale nie trudno było z nimi walczyć, szczególnie na zjazdach. A końcówka – ledwo, ledwo. Jeszcze trasa poprowadzona taki wąskimi ścieżynkami, strasznie techniczna, bo jeszcze usiana licznymi głazami i mniejszymi kamykami. Cała trasa z licznymi podjazdami, które niestety nie wszystkie pokonałem na rowerze. Nie dawałem po prostu rady. Dziś to i jakoś pogoda mi też nie pasowała, pomimo, że lubię ciepło. Pot ciągle leciał mi strużką i co jakiś czas zahaczał o oko, strasznie piekąc. Nawet myślałem, że niedługo, to będę miał ślad na twarzy od tej strużki.
No nic, ale w końcu ukończyłem, dojechałem do mety. Ukończyłem kolejny swój maraton, nieco specyficzny i nieco krótki, ale dający nieźle w dupsko. W końcu „liczy się sport i dobra zabawa” – jak to motto naszych piłkarzy na ostatnich mistrzostwach.
A poniżej odnalezione dwa zdjęcia z maratonu, zrobione przez kogoś z ŚLR (wielkie dzięki).
Zjazd w okolicach Góry Grabina, tam, gdzie Maja Włoszczowska jeździła.

A tu legendarny już (bo na wielu maratonach wykorzystywany) podjazd pod "skocznię", której co prawda już nie ma.

Sam maraton to prawie 35 km, ale reszta to trochę treningu i rozgrzewki przed maratonem, a jeszcze później pojeździłem z synem.
Tia, mógłbym się tłumaczyć różnymi wymówkami. Że to, że tato, że problem z przerzutką, że pomyliłem drogę, bo ktoś zerwał strzałki, ale prawda jest taka, że nie mam siły i jakoś ciężko mi się jechało. Nogi jakieś takie ciężkie miałem. Dopiero praktycznie od 20 km jakoś lepiej mi się kręciło. Co mnie nie dziwi, bo tak mam często, że dopiero od ok. 20 km jakoś mi się lepiej jedzie. W pewnej chwili, jak już wyprzedziło mnie ok. 7 zawodników uznałem, że ja dziś to powinienem obok numeru wieźć jeszcze taki napis „koniec wyścigu”. Coraz bardziej się w tym utwierdzałem, jak przez dłuższy czas już nikt mnie nie wyprzedzał. Dopadłem w końcu jednego gościa, i walczyłem z nim. Później nieco szybciej uporałem się na pit stopie i też minąłem 2 zawodników. Marna jednak pociecha, bo to byli "starsi panowie dwaj" i wcale nie trudno było z nimi walczyć, szczególnie na zjazdach. A końcówka – ledwo, ledwo. Jeszcze trasa poprowadzona taki wąskimi ścieżynkami, strasznie techniczna, bo jeszcze usiana licznymi głazami i mniejszymi kamykami. Cała trasa z licznymi podjazdami, które niestety nie wszystkie pokonałem na rowerze. Nie dawałem po prostu rady. Dziś to i jakoś pogoda mi też nie pasowała, pomimo, że lubię ciepło. Pot ciągle leciał mi strużką i co jakiś czas zahaczał o oko, strasznie piekąc. Nawet myślałem, że niedługo, to będę miał ślad na twarzy od tej strużki.
No nic, ale w końcu ukończyłem, dojechałem do mety. Ukończyłem kolejny swój maraton, nieco specyficzny i nieco krótki, ale dający nieźle w dupsko. W końcu „liczy się sport i dobra zabawa” – jak to motto naszych piłkarzy na ostatnich mistrzostwach.
A poniżej odnalezione dwa zdjęcia z maratonu, zrobione przez kogoś z ŚLR (wielkie dzięki).
Zjazd w okolicach Góry Grabina, tam, gdzie Maja Włoszczowska jeździła.

A tu legendarny już (bo na wielu maratonach wykorzystywany) podjazd pod "skocznię", której co prawda już nie ma.

Sam maraton to prawie 35 km, ale reszta to trochę treningu i rozgrzewki przed maratonem, a jeszcze później pojeździłem z synem.
MARATON SUCHEDNIÓW
Niedziela, 20 lipca 2008 | dodano:21.07.2008Kategoria Zawody, Pełnia szczęścia
| Dst.: | 56.29 | Off-road: | 46.75 | Czas: | 03:36 | Avg: | 15.64 |
| Vmax: | 51.50 | Temp.: | HRmax: | 194(100%) | HRavg | 172( 88%) | |
| Cal: | 2661kcal | ALT: | 648m | Bike: | GT | ||
13 - to był mój trzynasty życiowy maraton. I nie powiem, że było łatwo, choć całe szczęście, że nie był pechowy. Na pewno zapamiętam z niego te odcinki z fajną drogą, ale z takimi "kocimi łbami", że mnie nieźle wytrzęsło. Nogi wygrały, ale reszta ciała przegrała. Plecy, a szczególnie ręce i nadgarstki. Widać koniecznością staje się już wymiana amortyzatora. Ale generalnie imprezka udana (jak zwykle zresztą), fajna kameralna atmosfera. Brak przepychania na drodze. Od 20 km praktycznie jechałem sam. Dokładne dane statystyczne samego maratonu:
Dst: 50,51 Tm: 3:36:10 Avg: 14,0 kcal: 2661
Dst: 50,51 Tm: 3:36:10 Avg: 14,0 kcal: 2661
MARATON KIELCE
Sobota, 8 września 2007 | dodano:08.09.2007Kategoria Zawody, Pełnia szczęścia
| Dst.: | 53.93 | Off-road: | 35.72 | Czas: | 03:32 | Avg: | 15.26 |
| Vmax: | 45.50 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | 178( 91%) | |
| Cal: | 2755kcal | ALT: | 957m | Bike: | GT | ||
Kolejny maraton w mojej okolicy. Jechało się bardzo fajnie, choć było ciężko. Kilka górek mnie zaskoczyło. Trasa fajna. I jak zwykle zamiary były waleczne, ale jakoś nie wyszło. Ale i tak oceniam się lepiej jak w poprzednich maratonach.
Dokładne dane samego maratonu:
Dst.: 46,93 km; Tm.: 3:32:12; Avg.: 13,2 km/h; Max.: 45,5 km/h; Alt.: 957 m.; HRavg: 178; kcal: 2755
Kilka zdjęć (głównie dzięki mojemu koledze Zbyszkowi, który stawił się na zawody):
Przygotowania przed startem ... i start.

Na trasie - ostatni podjazd: na Patrol.

I na mecie.
Dokładne dane samego maratonu:
Dst.: 46,93 km; Tm.: 3:32:12; Avg.: 13,2 km/h; Max.: 45,5 km/h; Alt.: 957 m.; HRavg: 178; kcal: 2755
Kilka zdjęć (głównie dzięki mojemu koledze Zbyszkowi, który stawił się na zawody):
Przygotowania przed startem ... i start.

Na trasie - ostatni podjazd: na Patrol.

I na mecie.
MARATON KRYNICA
Sobota, 7 lipca 2007 | dodano:07.07.2007Kategoria Zawody, Inne miejscówki, Pełnia szczęścia
| Dst.: | 61.83 | Off-road: | 51.70 | Czas: | 06:23 | Avg: | 9.69 |
| Vmax: | 54.50 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | 162( 83%) | |
| Cal: | 4134kcal | ALT: | 1727m | Bike: | GT | ||
Dystans wraz dojazdami, rozgrzewką i dojazdem do mycia rowerów. Maraton cholernie trudny jak dla mnie. Strome podjazdy, niebezpieczne zjazdy, na których wcale nie dało się rozwinąć prędkości. Jakoś ciężko mi się na początku jechało chyba z powodu porannych problemów żołądkowych i pewnie lekkim odwodnieniu. Ale cieszy fakt, że przejechałem kolejny maraton i to bez kontuzji, w całości oraz bez większych problemów technicznych. Fajny wyjazd. Tu szczególne podziękowania mojej kochanej żonie, która pozwoliła mi wyjechać. Buźka - kochanie.
Dokładne dane samego maratonu: dst: 54,70 km; avg: 9,90 km; max: 54,50 km/h; alt: 1727 m; kcal: 4134; HRavg: 162
Zdjęcia z trasy.



Zdjęcie z maratonu
Dokładne dane samego maratonu: dst: 54,70 km; avg: 9,90 km; max: 54,50 km/h; alt: 1727 m; kcal: 4134; HRavg: 162
Zdjęcia z trasy.



Zdjęcie z maratonu






