Wpisy archiwalne w kategorii
Średnia przyjemność
| Dystans całkowity: | 4919.77 km (w terenie 776.87 km; 15.79%) |
| Czas w ruchu: | 287:02 |
| Średnia prędkość: | 17.14 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 70.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 31352 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 194 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 173 (89 %) |
| Suma kalorii: | 15046 kcal |
| Liczba aktywności: | 133 |
| Średnio na aktywność: | 36.99 km i 2h 09m |
| Więcej statystyk | |
Rowerowy weekend
Niedziela, 10 lipca 2011 | dodano:11.07.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 42.26 | Off-road: | 4.00 | Czas: | 02:49 | Avg: | 15.00 |
| Vmax: | 66.50 | Temp.: | 26.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 530m | Bike: | GT | ||
Już dawno nie byłem na takim fajnym wyjeździe. Tym razem z kumplami z Motylej nogi wybraliśmy się w nasze góry, z najfajniejszymi podjazdami: Radostowa i Ameliówka.
Radostowa w terenie, nawet dawałem radę, jedynie moje już łysawe opony czasami nie trzymały na wilgotniej ziemi.
Ameliówkę również zrobiłem i to całkiem fajnie mi się wjeżdżało. Co prawda premii górskiej nie wygrałem, ale nie było najgorzej.
Niestety ja musiałem wcześniej wrócić, więc pognałem do domu.
No a jeszcze późnym popołudniem wyskoczyłem na chwilę z synkiem, coby wykonać kilka zdjęć do bloga. Zobaczyć również, co się dzieje rowerowego w moim mieście.
Radostowa w terenie, nawet dawałem radę, jedynie moje już łysawe opony czasami nie trzymały na wilgotniej ziemi.
Ameliówkę również zrobiłem i to całkiem fajnie mi się wjeżdżało. Co prawda premii górskiej nie wygrałem, ale nie było najgorzej.
Niestety ja musiałem wcześniej wrócić, więc pognałem do domu.
No a jeszcze późnym popołudniem wyskoczyłem na chwilę z synkiem, coby wykonać kilka zdjęć do bloga. Zobaczyć również, co się dzieje rowerowego w moim mieście.
Jazda po mieście
Sobota, 9 lipca 2011 | dodano:09.07.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 34.72 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 02:43 | Avg: | 12.78 |
| Vmax: | 34.50 | Temp.: | 33.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 249m | Bike: | GT | ||
Nareszcie piękna pogoda, więc korzystając ze sposobności wybrałem się wraz z synami na wycieczkę. Głównie to po mieście. Zbierałem materiały do swojego bloga, aby napisać parę ciekawostek. No a przy okazji i chłopaki byli zadowoleni.
Pojechliśmy na stadion, bowiem tam tylko prowadzi ścieżka rowerowa, bowiem inne gdzieś się nagle dziwnie kończą i wcale mi nie po drodze. No ale takich absurdów u nas więcej.
Pojechliśmy na stadion, bowiem tam tylko prowadzi ścieżka rowerowa, bowiem inne gdzieś się nagle dziwnie kończą i wcale mi nie po drodze. No ale takich absurdów u nas więcej.
Praca-dom
Czwartek, 7 lipca 2011 | dodano:07.07.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 34.21 | Off-road: | 3.14 | Czas: | 02:17 | Avg: | 14.98 |
| Vmax: | 36.50 | Temp.: | 28.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 247m | Bike: | GT | ||
"Deszcze niespokojne
potargały sad,
a my na tej wojnie
ładnych parę lat."
Tak mi się dziś przypomniał początek piosenki z Czterech Pancernych, w nawiązaniu do wczorajszej pogody, gdzie prawie cały dzień lał deszcz. Dziś na szczęście znów można było wskoczyć na rowerek i pojechać do pracy.
A po pracy jeszcze wyskoczyłem z chłopakiem na foteliku na miasto, aby przyjrzeć się miejskiej infrastrukturze rowerowej, odkąd zacząłem pisać bloga na ten temat.
Jak ktoś jest z Kielc, to zapraszam.
potargały sad,
a my na tej wojnie
ładnych parę lat."
Tak mi się dziś przypomniał początek piosenki z Czterech Pancernych, w nawiązaniu do wczorajszej pogody, gdzie prawie cały dzień lał deszcz. Dziś na szczęście znów można było wskoczyć na rowerek i pojechać do pracy.
A po pracy jeszcze wyskoczyłem z chłopakiem na foteliku na miasto, aby przyjrzeć się miejskiej infrastrukturze rowerowej, odkąd zacząłem pisać bloga na ten temat.
Jak ktoś jest z Kielc, to zapraszam.
Praca-dom
Środa, 29 czerwca 2011 | dodano:29.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 31.11 | Off-road: | 2.28 | Czas: | 01:59 | Avg: | 15.69 |
| Vmax: | 35.50 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 197m | Bike: | GT | ||
Kolejny, fajnie rozpoczęty dzień jazdą do pracy. Nieco deszczem straszyło, ale dziś jestem na to przygotowany.
Miał być paskudny dzień, ale po pracy nawet całkiem ładnie się zrobiło, co pozwoliło jeszcze wyjść na rowerek z najmłodszym synkiem. Więc pojeździłem po osiedlu.
Miał być paskudny dzień, ale po pracy nawet całkiem ładnie się zrobiło, co pozwoliło jeszcze wyjść na rowerek z najmłodszym synkiem. Więc pojeździłem po osiedlu.
Maraton MTBCross - Kielce
Niedziela, 26 czerwca 2011 | dodano:27.06.2011Kategoria Zawody, Średnia przyjemność
| Dst.: | 49.05 | Off-road: | 19.63 | Czas: | 03:38 | Avg: | 13.50 |
| Vmax: | 44.00 | Temp.: | 25.0 | HRmax: | 173( 91%) | HRavg | 122( 64%) |
| Cal: | 616kcal | ALT: | 501m | Bike: | GT | ||
Dawno już nie brałem udziału w jakiś zawodach, w jakimś maratonie. Dlatego tym bardziej się cieszyłem na start w tych zawodach. Maraton odbywał się w ramach cyklu MTBCrossMaraton, organizowanego przez moje stowarzyszenie MTB CROSS. Była to już czwarta edycja z kolei.
Tym razem jednak było inaczej, bowiem po raz pierwszy startowałem ze swoim 9-letnim synem. Dlatego też i dystans, na którym startowałem był nie za wielki, jak na moje możliwości. Jednak wystarczający dla mojego syna.
Sam bowiem maraton wyniósł jakieś 16,55 km. Co tego nieco rozgrzewki, w postaci dojazdu na miejsce startu, co w sumie dało ponad 24 km, co jest rekordem dziennym i jednorazowym mojego syna.
Start odbywał się ze wszystkimi jednocześnie, co nieco mnie napawało strachem, ponieważ obawiałem się o syna, aby ktoś na niego nie najechał. Niby ustawiliśmy się w pewnej chwili na końcu, tak jak miało być, jednak po chwili za nami pojawiło się jeszcze spora grupa rowerzystów. No nic, "uważaj na starcie i patrz się przed siebie", takie wypowiedzi padały z moich ust do syna.
Start na szczęście odbył się bez żadnych problemów. Mój młody nawet tak momentem przycisnął, że musiałem go nieźle gonić. Ja patrzę, a mam na liczniku 25 km/h. No cóż, zapału wystarczyło na niedługo, do pierwszego lekkiego podjazdu, gdzie mój syn nieco zwolnił. Ale dzięki temu mogli nas minąć ci bardziej doświadczeni.
Pierwsze emocje pojawiły się, jak mieliśmy pokonywać rzeczkę. Miało być płytko. Owszem, było, ale dla dorosłych. Dla dzieci, na niższych rowerach (mój jeździ na 24"), skutkowało to niestety zamoczeniem butów. Syn nieco się zdenerwował, że zamoczył buty i że mama będzie krzyczeć. Niby miała być jakaś kładka, ale jak zobaczyłem kątem oka, to owszem była, ale chyba jakieś 5 m nad rzeczką i szerokości 10 cm. Strasznie wysoko, jak tu przejść. Nie wiem, czy to była pierwsza kładka, czy druga, no ale tak było. A druga przeprawa, było znacznie głębiej, bo i nawet ja miałem mokro.

Powyższe zdjęcie pochodzi z tej strony.
Sama trasa dość trudna jak dla dystansu Family. Były dwa spore podjazdy, które chyba i ja nawet miałbym spore problemy z ich pokonaniem. Skończyło się na podprowadzaniu roweru. Męcząca również była przeprawa miedzą przez jakieś łąki. Oj, ciężko się początkowo jechało, a później szło. Sama końcówka również nie należała do najłatwiejszych.
Ale jakoś udało się dojechać szczęśliwie do mety. Mój syn, wykończony, po mecie padł na ławkę odpoczywać. Nawet nie miał siły zjeść miski makaronu, pomimo tego, że mówił coś o głodzie. Jednak jak mi mówił, to był bardzo zadowolony z udziału i samego startu. No ja również byłbym zadowolony, gdybym tak jak on, stanął na II miejscu podium w swojej kategorii wiekowej. Kolejny dyplom, kolejna pamiątka.
Ja również byłem zadowolony ze startu, choć mogłem jechać nieco dłuższy dystans. Ale liczy się zadowolenie syna i to jego udział był ważniejszy.
Po południu nieco dokręciłem kilometrów, tym razem z młodszym synem w foteliku. Rekreacyjnie pokręciliśmy sobie po ścieżce rowerowej. Starszy też się wyrywał, ale widać było, że był zmęczony.
Tym razem jednak było inaczej, bowiem po raz pierwszy startowałem ze swoim 9-letnim synem. Dlatego też i dystans, na którym startowałem był nie za wielki, jak na moje możliwości. Jednak wystarczający dla mojego syna.
Sam bowiem maraton wyniósł jakieś 16,55 km. Co tego nieco rozgrzewki, w postaci dojazdu na miejsce startu, co w sumie dało ponad 24 km, co jest rekordem dziennym i jednorazowym mojego syna.
Start odbywał się ze wszystkimi jednocześnie, co nieco mnie napawało strachem, ponieważ obawiałem się o syna, aby ktoś na niego nie najechał. Niby ustawiliśmy się w pewnej chwili na końcu, tak jak miało być, jednak po chwili za nami pojawiło się jeszcze spora grupa rowerzystów. No nic, "uważaj na starcie i patrz się przed siebie", takie wypowiedzi padały z moich ust do syna.
Start na szczęście odbył się bez żadnych problemów. Mój młody nawet tak momentem przycisnął, że musiałem go nieźle gonić. Ja patrzę, a mam na liczniku 25 km/h. No cóż, zapału wystarczyło na niedługo, do pierwszego lekkiego podjazdu, gdzie mój syn nieco zwolnił. Ale dzięki temu mogli nas minąć ci bardziej doświadczeni.
Pierwsze emocje pojawiły się, jak mieliśmy pokonywać rzeczkę. Miało być płytko. Owszem, było, ale dla dorosłych. Dla dzieci, na niższych rowerach (mój jeździ na 24"), skutkowało to niestety zamoczeniem butów. Syn nieco się zdenerwował, że zamoczył buty i że mama będzie krzyczeć. Niby miała być jakaś kładka, ale jak zobaczyłem kątem oka, to owszem była, ale chyba jakieś 5 m nad rzeczką i szerokości 10 cm. Strasznie wysoko, jak tu przejść. Nie wiem, czy to była pierwsza kładka, czy druga, no ale tak było. A druga przeprawa, było znacznie głębiej, bo i nawet ja miałem mokro.

Przeprawa przez rzekę.© fot. Kamil Nowak
Powyższe zdjęcie pochodzi z tej strony.
Sama trasa dość trudna jak dla dystansu Family. Były dwa spore podjazdy, które chyba i ja nawet miałbym spore problemy z ich pokonaniem. Skończyło się na podprowadzaniu roweru. Męcząca również była przeprawa miedzą przez jakieś łąki. Oj, ciężko się początkowo jechało, a później szło. Sama końcówka również nie należała do najłatwiejszych.
Ale jakoś udało się dojechać szczęśliwie do mety. Mój syn, wykończony, po mecie padł na ławkę odpoczywać. Nawet nie miał siły zjeść miski makaronu, pomimo tego, że mówił coś o głodzie. Jednak jak mi mówił, to był bardzo zadowolony z udziału i samego startu. No ja również byłbym zadowolony, gdybym tak jak on, stanął na II miejscu podium w swojej kategorii wiekowej. Kolejny dyplom, kolejna pamiątka.
Ja również byłem zadowolony ze startu, choć mogłem jechać nieco dłuższy dystans. Ale liczy się zadowolenie syna i to jego udział był ważniejszy.
Po południu nieco dokręciłem kilometrów, tym razem z młodszym synem w foteliku. Rekreacyjnie pokręciliśmy sobie po ścieżce rowerowej. Starszy też się wyrywał, ale widać było, że był zmęczony.
Kolejne tysiączki wpadają
Wtorek, 21 czerwca 2011 | dodano:21.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 37.65 | Off-road: | 3.42 | Czas: | 02:12 | Avg: | 17.11 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | 21.0 | HRmax: | 162( 85%) | HRavg | 127( 66%) |
| Cal: | 249kcal | ALT: | 253m | Bike: | GT | ||
Ten wpis miał być z tych praca-dom, bowiem faktycznie, tym razem z przymusu (samochód w serwisie), przesiadłem się na rower. Jednak od przyszłego tygodnia wakacje, więc może będzie okazja, aby jeździć codziennie. Przynajmniej trzeba będzie zaoszczędzić na paliwie na tą naprawę.
A o tych tysiączkach? Cóż, oczywiście szkoda, że to nie mowa o tysiącach złotych, które by tak sobie co jakiś czas, raczej częściej, niż rzadziej, wpadały do kieszeni. Tu mam na myśli kolejne tysiączki kilometrów. W zeszłym roku 20 tys., niedawno 7 tys., a teraz 10 tys. na jednym liczniku, który otrzymałem przy okazji chyba urodzin któryś tam z kolei. Właśnie wczoraj o godz. 16:02, wracając do domu z pracy, zobaczyłem jak zmieniają się ładnie cyferki.
Eh, cóż. Kręcimy dalej.
A, co jeszcze. Dziś w końcu "odpaliłem" pulsometr. Bo jakoś w tym roku zaniedbałem się pod tym względem.
Dołożyłem jeszcze jazdę po mieście z synami.
A o tych tysiączkach? Cóż, oczywiście szkoda, że to nie mowa o tysiącach złotych, które by tak sobie co jakiś czas, raczej częściej, niż rzadziej, wpadały do kieszeni. Tu mam na myśli kolejne tysiączki kilometrów. W zeszłym roku 20 tys., niedawno 7 tys., a teraz 10 tys. na jednym liczniku, który otrzymałem przy okazji chyba urodzin któryś tam z kolei. Właśnie wczoraj o godz. 16:02, wracając do domu z pracy, zobaczyłem jak zmieniają się ładnie cyferki.
Eh, cóż. Kręcimy dalej.
A, co jeszcze. Dziś w końcu "odpaliłem" pulsometr. Bo jakoś w tym roku zaniedbałem się pod tym względem.
Dołożyłem jeszcze jazdę po mieście z synami.
Praca-dom
Czwartek, 2 czerwca 2011 | dodano:02.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 31.11 | Off-road: | 1.14 | Czas: | 01:29 | Avg: | 20.97 |
| Vmax: | 45.00 | Temp.: | 24.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 238m | Bike: | GT | ||
Jednak tym razem się nie dałem. Bowiem jeszcze rano nie byłem zdecydowany, czy do pracy pojechać rowerem. Nocny deszcz jakoś mnie od tego pomysłu mocno studził. Jednak nieco poczekałem, i postanowiłem, że jednak pojadę. Najwyżej. W razie czego zabezpieczyłem się ..., wziąłem kurtkę od deszczu i założyłem błotnik.
No a po pracy spokojnie, ponieważ wiedziałem, że wieczorem czeka mnie jeszcze niezła jazda.
No a po pracy spokojnie, ponieważ wiedziałem, że wieczorem czeka mnie jeszcze niezła jazda.
Praca-dom
Środa, 1 czerwca 2011 | dodano:01.06.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 36.00 | Off-road: | 2.37 | Czas: | 02:00 | Avg: | 18.00 |
| Vmax: | 41.50 | Temp.: | 27.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 268m | Bike: | GT | ||
Oj ciężko na początku się jechało. Dość trudno było rozruszać kości po wczorajszym spędzeniu pół dnia w autobusie. A ponieważ dziś Dzień Dziecka i była okazja, więc do pracy na rowerze.
A po pracy (a w zasadzie po jej połowie) szybko do domu, bo coś zaczęło padać. A ponieważ dziś Dzień Dziecka, więc pojechałem sobie lekko za miasto ze swoim synem, aby zrobić mu przyjemność.
A po pracy (a w zasadzie po jej połowie) szybko do domu, bo coś zaczęło padać. A ponieważ dziś Dzień Dziecka, więc pojechałem sobie lekko za miasto ze swoim synem, aby zrobić mu przyjemność.
Rozruch
Czwartek, 26 maja 2011 | dodano:27.05.2011Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
| Dst.: | 30.42 | Off-road: | 0.10 | Czas: | 01:33 | Avg: | 19.63 |
| Vmax: | 41.00 | Temp.: | 13.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 252m | Bike: | GT | ||
Znów udało się wyjść wieczorową porą. Tym razem krótko i bez szaleństw, ponieważ znajomy doznał kontuzji na rajdzie na orientację (Kierat) i trzeba było dokonać rozruchu mięśnia. Było spokojnie. Wyszliśmy o 21, a tu jeszcze widno.
Udało się fajnie pojeździć i pogadać. Teraz w końcu można jeździć legalnie obok siebie, w końcu zmieniły się przepisy. Mnie to szczególnie cieszy, ponieważ teraz lepiej będzie mi się jeździło z synem.
Pod koniec nieco "dokręciłem" dystansu, ponieważ obawiałem się, że nie byłaby to średnia przyjemność.
Trzeba w końcu również i pulsometr odpalić, aby dowiedzieć się jak to z tą formą.
Udało się fajnie pojeździć i pogadać. Teraz w końcu można jeździć legalnie obok siebie, w końcu zmieniły się przepisy. Mnie to szczególnie cieszy, ponieważ teraz lepiej będzie mi się jeździło z synem.
Pod koniec nieco "dokręciłem" dystansu, ponieważ obawiałem się, że nie byłaby to średnia przyjemność.
Trzeba w końcu również i pulsometr odpalić, aby dowiedzieć się jak to z tą formą.
Wciąganie
Sobota, 14 maja 2011 | dodano:16.05.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 37.67 | Off-road: | 6.17 | Czas: | 02:11 | Avg: | 17.25 |
| Vmax: | 43.50 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 370m | Bike: | GT | ||
Aby mieć później dobrze, to trzeba sobie na to zapracować. Jednego syna udało mi się z powodzeniem zachęcić do jazdy na rowerze. Teraz staram się drugie w to "wrobić". Tak więc w sobotnie przedpołudnie wybraliśmy się razem, we trójkę, na wspólną wycieczkę po okolicach. A konkretnie na lody do marketu, później fajną ścieżką rowerową nad zalew, a później do domciu. Dłużej się nie dało, ponieważ jeden syn na rowerze miał już lekko dość. A i drugi w foteliku zaczynał się już kręcić.
Wciąganie nie może być na siłę.
Kiedy starszy odpoczywał, a młodszy spał - to wyszedłem jeszcze na konkretną jazdę. Już wcześniej upatrzyłem sobie fragment zamkniętej trasy, gdzie nie ma samochodów, jest pusto. Jest lekki podjazd, więc jest gdzie trenować. Tym razem zapuściłem muzykę i kręciłem w kółko. Prawie jak na trenażerze, choć nigdy na czymś taki nie "jeździłem". Ale fajnie, było. Szczególnie, jak już jeździło się na krótko. Oby dalej tak pogoda dopisała.
Wciąganie nie może być na siłę.
Kiedy starszy odpoczywał, a młodszy spał - to wyszedłem jeszcze na konkretną jazdę. Już wcześniej upatrzyłem sobie fragment zamkniętej trasy, gdzie nie ma samochodów, jest pusto. Jest lekki podjazd, więc jest gdzie trenować. Tym razem zapuściłem muzykę i kręciłem w kółko. Prawie jak na trenażerze, choć nigdy na czymś taki nie "jeździłem". Ale fajnie, było. Szczególnie, jak już jeździło się na krótko. Oby dalej tak pogoda dopisała.






