Wpisy archiwalne w kategorii
Średnia przyjemność
| Dystans całkowity: | 4919.77 km (w terenie 776.87 km; 15.79%) |
| Czas w ruchu: | 287:02 |
| Średnia prędkość: | 17.14 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 70.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 31352 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 194 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 173 (89 %) |
| Suma kalorii: | 15046 kcal |
| Liczba aktywności: | 133 |
| Średnio na aktywność: | 36.99 km i 2h 09m |
| Więcej statystyk | |
Praca-dom
Środa, 4 maja 2011 | dodano:04.05.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 39.74 | Off-road: | 9.26 | Czas: | 02:53 | Avg: | 13.78 |
| Vmax: | 46.50 | Temp.: | 14.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 324m | Bike: | GT | ||
To w zasadzie zbieranina ostatnich kilku wyjazdów, m.in. inauguracja sezonu jazdy razem z młodszym synkiem na foteliku, trochę jazdy świątecznej, trochę jazdy ze starszym synem na jego nowym rowerze, który dostał wczoraj na I Komunię Św. A ponieważ większość trasy, to wyjazd (na chwilę) do pracy, zatem i taki tytuł.
Ale dziś rano zimno było. Już dawno schowałem "pakiet zimowy", a tu trzeba było szukać czegoś w zastępstwie. Ponieważ miałem tylko wpaść do pracy na chwilę, to zahaczyłem o wjazd pod pomnik na Kadzielni.
Po pracy już pogoda była lepsza i było cieplej.
No i nawet nie zauważyłem, jak mi stuknęło na Bikestats 7.000 km.
Ale dziś rano zimno było. Już dawno schowałem "pakiet zimowy", a tu trzeba było szukać czegoś w zastępstwie. Ponieważ miałem tylko wpaść do pracy na chwilę, to zahaczyłem o wjazd pod pomnik na Kadzielni.
Po pracy już pogoda była lepsza i było cieplej.
No i nawet nie zauważyłem, jak mi stuknęło na Bikestats 7.000 km.
Dwa "diabełki"
Wtorek, 19 kwietnia 2011 | dodano:20.04.2011Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
| Dst.: | 42.09 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 02:11 | Avg: | 19.28 |
| Vmax: | 48.00 | Temp.: | 4.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 408m | Bike: | GT | ||
Znów walkę stoczyły aniołek i diabełek. Aniołek, to też w pewnym sensie diabełek, szczególnie dla mojej żony. Szczególnie jak wychodzę pojeździć wieczorową porą.
Tak więc z jednej strony była niechęć i ... "nie chce mi się". Ale tym razem zwyciężył ten pozytywny diabełek. Dawno nie jeździłem, nie mam okazji, nie mam czasu w dzień, więc czemu nie. A jeszcze jak w grę wchodziła trasa do Świętej Katarzyny (jak się o tym dopiero później dowiedziałem).
Razem z kumplem wykręciliśmy nawet fajną traskę. Całe szczęście, że było głównie równo i z góry. Musimy kiedyś powtórzyć tą trasę w odwrotnym kierunku. Ale do tego muszę się bardziej przygotować kondycyjnie. Ale i tak chyba było nieźle, ponieważ na takim dystansie średnia wyszła pow. 19 km/h, co jest póki co najwyższą moją w tym roku. No i jakoś nawet dobrze mi się jechało. Pod koniec tylko już mnie tyłek zaczął boleć. Widać, że nie przyzwyczajony do dłuższych dystansów.
Ale wieczór było ładny, wspaniały, duży księżyc, taka duża pomarańczowa kula. Mnóstwo gwiazd. Ale jednak i zimno. Jak kończyliśmy, to była raptem 4 st. Stopy później w wannie odmrażałem.
Muszę również w końcu odpalić pulsometr, aby wiedzieć jak to jest z tą kondycją.
Aby do następnego razu.
Tak więc z jednej strony była niechęć i ... "nie chce mi się". Ale tym razem zwyciężył ten pozytywny diabełek. Dawno nie jeździłem, nie mam okazji, nie mam czasu w dzień, więc czemu nie. A jeszcze jak w grę wchodziła trasa do Świętej Katarzyny (jak się o tym dopiero później dowiedziałem).
Razem z kumplem wykręciliśmy nawet fajną traskę. Całe szczęście, że było głównie równo i z góry. Musimy kiedyś powtórzyć tą trasę w odwrotnym kierunku. Ale do tego muszę się bardziej przygotować kondycyjnie. Ale i tak chyba było nieźle, ponieważ na takim dystansie średnia wyszła pow. 19 km/h, co jest póki co najwyższą moją w tym roku. No i jakoś nawet dobrze mi się jechało. Pod koniec tylko już mnie tyłek zaczął boleć. Widać, że nie przyzwyczajony do dłuższych dystansów.
Ale wieczór było ładny, wspaniały, duży księżyc, taka duża pomarańczowa kula. Mnóstwo gwiazd. Ale jednak i zimno. Jak kończyliśmy, to była raptem 4 st. Stopy później w wannie odmrażałem.
Muszę również w końcu odpalić pulsometr, aby wiedzieć jak to jest z tą kondycją.
Aby do następnego razu.
Ale się podziało
Sobota, 1 stycznia 2011 | dodano:07.01.2011Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 37.11 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 02:20 | Avg: | 15.90 |
| Vmax: | 34.50 | Temp.: | -1.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 308m | Bike: | GT | ||
Nowy sezon pora zacząć.
Jako, że bardzo często ostatnio zaczynałem sezon w pierwszy dzień nowego roku, tak też i było teraz. Pomimo nie najlepszej pogody, której później miałem szczerze dość, wybrałem się do niedalekiej miejscowości, aby zobaczyć stok narciarski. Nie to, że to ja jeżdżę, ale chciałem synowi pokazać coś innego. Moim ulubionym sportem zimowym jest ... jazda na rowerze.
Jakoś tak zdawało mi się, że do Niestachowa jest w sumie nie daleko, więc nie powinno być problemem. A jednak, owszem i jest niedaleko, no ale jak dawno się nie jeździło tyle kilometrów, jak jeszcze był potężny wiatr, który zdecydowanie utrudniał mi jazdę. Momentami myślałem, że podmuch wiatru przewróci mnie. Dawno już nie pamiętam, aby w takim wietrze jeździł. Psa bym nie wygonił na taką pogodę. Pewnie mijający mnie kierowcy pukali się w czoło, mówiąc pewnie, że co za głupek w taką pogodę wybrał się na rower.
No nic, jednak dojechałem jakoś na stok. Zobaczyłem co trzeba i pora wracać. Nie za bardzo miałem na to ochotę, ponieważ wiedziałem, że tym razem będzie właśnie pod wiatr i będzie jeszcze gorzej. I tak też było. Jeden odcinek prostej, to myślałem, że nie ukończę.
Jednak jakoś dojechałem do miasta. Ale moje zadowolenie szybko wywiał wiatr. Bowiem w pewnym momencie, na dohamowaniu, zaczęło mi coś stukać w kole. No ale jakoś się jechało. Ponieważ byłem blisko domu (jakieś 1,3 km), to mówię jakoś dojadę. Guzik, nagle okazało się, że jadę bez powietrza w kole. No mówię, ładnie. Łatek nie ma, dętki nowej nie ma. Patrzę, a tu spory gwóźdź wbity jest w moją oponę, który przeszedł z boku opony. Jak to się stało, sam nie wiem. Fakt faktem, że do domu musiałem wracać piechotą. A ponieważ był silny wiatr i obawiałem się wychłodzenia, więc zacząłem truchtać. Jakoś dotarłem do domu, ledwo żywy.
Tak też zaczął się mój sezon. Od pecha. Mam nadzieję, że już wyczerpałem na ten sezon limit podobnych zdarzeń.



A tu wspomniany jeden ze stoków w Niestachowie.
Jako, że bardzo często ostatnio zaczynałem sezon w pierwszy dzień nowego roku, tak też i było teraz. Pomimo nie najlepszej pogody, której później miałem szczerze dość, wybrałem się do niedalekiej miejscowości, aby zobaczyć stok narciarski. Nie to, że to ja jeżdżę, ale chciałem synowi pokazać coś innego. Moim ulubionym sportem zimowym jest ... jazda na rowerze.
Jakoś tak zdawało mi się, że do Niestachowa jest w sumie nie daleko, więc nie powinno być problemem. A jednak, owszem i jest niedaleko, no ale jak dawno się nie jeździło tyle kilometrów, jak jeszcze był potężny wiatr, który zdecydowanie utrudniał mi jazdę. Momentami myślałem, że podmuch wiatru przewróci mnie. Dawno już nie pamiętam, aby w takim wietrze jeździł. Psa bym nie wygonił na taką pogodę. Pewnie mijający mnie kierowcy pukali się w czoło, mówiąc pewnie, że co za głupek w taką pogodę wybrał się na rower.
No nic, jednak dojechałem jakoś na stok. Zobaczyłem co trzeba i pora wracać. Nie za bardzo miałem na to ochotę, ponieważ wiedziałem, że tym razem będzie właśnie pod wiatr i będzie jeszcze gorzej. I tak też było. Jeden odcinek prostej, to myślałem, że nie ukończę.
Jednak jakoś dojechałem do miasta. Ale moje zadowolenie szybko wywiał wiatr. Bowiem w pewnym momencie, na dohamowaniu, zaczęło mi coś stukać w kole. No ale jakoś się jechało. Ponieważ byłem blisko domu (jakieś 1,3 km), to mówię jakoś dojadę. Guzik, nagle okazało się, że jadę bez powietrza w kole. No mówię, ładnie. Łatek nie ma, dętki nowej nie ma. Patrzę, a tu spory gwóźdź wbity jest w moją oponę, który przeszedł z boku opony. Jak to się stało, sam nie wiem. Fakt faktem, że do domu musiałem wracać piechotą. A ponieważ był silny wiatr i obawiałem się wychłodzenia, więc zacząłem truchtać. Jakoś dotarłem do domu, ledwo żywy.
Tak też zaczął się mój sezon. Od pecha. Mam nadzieję, że już wyczerpałem na ten sezon limit podobnych zdarzeń.

<<Góźdź żelazny, skąd tu góźdź?>>© Robert

Jeszcze jedno ujęcie.© Robert

Widok nieco z góry.© Robert
A tu wspomniany jeden ze stoków w Niestachowie.

Inne sporty zimowe.© Robert
Ciąg dalszy BPS-u
Środa, 22 września 2010 | dodano:23.09.2010Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
| Dst.: | 38.17 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:50 | Avg: | 20.82 |
| Vmax: | 55.50 | Temp.: | 7.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 516m | Bike: | GT | ||
Oszukuję chyba sam siebie i staram się nadrobić stracony czas. No ale cóż, nie moja wina, ponieważ za późno dowiedziałem się o możliwości startu.
Dziś kolejna część treningu. Mój partner z ekipy postanowił przegonić mnie po największych wzniesieniach i podjazdach w najbliższej okolicy. Tak więc na rozgrzewkę "poszedł" podjazd w Dąbrowie, gdzie maksymalnie jest 15%. Później fajny, podjazd do Doliny Marczakowej, dalej Scholasteria, no i gwóźdź programu - Ameliówka. Ale to nie koniec, bo Mąchocice Kapitulne, a później Klonówka. Niestety odpuściłem drugi raz Dąbrowę. Nie miałem siły.
Pewnie mój znajomy uznał, że będzie miał ze mną krucho i nie powalczy o dobrą lokatę na odysei, więc zafundował mi taki trening.
No cóż, jechaliśmy prawie 2 godziny, bez przystawania, więc później odczuwałem trudy tego treningu. No i mam pewne konkluzje z tego treningu.
Po pierwsze będzie ciężko. Jechaliśmy 2 godz., a w sumie jest 8 godz. jazdy. Liczę na to, że mimo wszystko będą jakieś przerwy, na choćby podbicie PK. Pewnie nie mam co marzyć o jakimś pikniku na szczycie.
Po drugie, muszę zabrać lepszego pampersa.
Po trzecie, wyregulować przerzutkę, bo coś nie łapie.
Po czwarte, popracować nad swoją psychiką.
Po piąte, ubierać coś na głowę, bo zimno było w czaszkę.
Jechaliśmy cały czas, księżyc świecił pięknie, ładne widoki, no ale trening był, więc nie było czasu. Dopiero po naszym rozstaju mogłem cyknąć choć jedną fotkę (ul. Szybowcowa).
Dziś kolejna część treningu. Mój partner z ekipy postanowił przegonić mnie po największych wzniesieniach i podjazdach w najbliższej okolicy. Tak więc na rozgrzewkę "poszedł" podjazd w Dąbrowie, gdzie maksymalnie jest 15%. Później fajny, podjazd do Doliny Marczakowej, dalej Scholasteria, no i gwóźdź programu - Ameliówka. Ale to nie koniec, bo Mąchocice Kapitulne, a później Klonówka. Niestety odpuściłem drugi raz Dąbrowę. Nie miałem siły.
Pewnie mój znajomy uznał, że będzie miał ze mną krucho i nie powalczy o dobrą lokatę na odysei, więc zafundował mi taki trening.
No cóż, jechaliśmy prawie 2 godziny, bez przystawania, więc później odczuwałem trudy tego treningu. No i mam pewne konkluzje z tego treningu.
Po pierwsze będzie ciężko. Jechaliśmy 2 godz., a w sumie jest 8 godz. jazdy. Liczę na to, że mimo wszystko będą jakieś przerwy, na choćby podbicie PK. Pewnie nie mam co marzyć o jakimś pikniku na szczycie.
Po drugie, muszę zabrać lepszego pampersa.
Po trzecie, wyregulować przerzutkę, bo coś nie łapie.
Po czwarte, popracować nad swoją psychiką.
Po piąte, ubierać coś na głowę, bo zimno było w czaszkę.
Jechaliśmy cały czas, księżyc świecił pięknie, ładne widoki, no ale trening był, więc nie było czasu. Dopiero po naszym rozstaju mogłem cyknąć choć jedną fotkę (ul. Szybowcowa).

Nocne Kielce© Robert
BPS przed Odyseją
Wtorek, 21 września 2010 | dodano:22.09.2010Kategoria W blasku księżyca, Średnia przyjemność
| Dst.: | 27.43 | Off-road: | 2.69 | Czas: | 01:17 | Avg: | 21.37 |
| Vmax: | 53.00 | Temp.: | 11.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 265m | Bike: | GT | ||
Oczywiście za dużo powiedziane, że to BPS (czyli Bezpośrednie Przygotowanie Startowe). Na 10 dni przed imprezą można tylko pomarzyć o prawidłowym przygotowaniu. No cóż, ale jak się ostatni raz siedziało w siodle prawie 2 tygodnie temu, więc koniecznością było zorganizowanie wspólnego treningu.
Trasa dziś wiodła przez, jak zwykle przez podjazd w Dąbrowie - 16% nachylenia, a dalej Wiśniówka i Zagnańsk. Pokonaliśmy go w dość żwawo. Każdy naciskał ile się da. No ale to tylko 27 km. No a gdzie jeszcze 100, które trzeba będzie pokonać na Odysei? Cóż, zobaczymy jak to wyjdzie.
Jeśli ktoś by jeszcze nie wiedział o co chodzi, to szczegóły są tutaj. Można nawet jeszcze się zgłosić.
Zapomniałbym jeszcze dopisać, że tym samym powróciliśmy do dobrych praktyk z okresu wiosennego tego roku, czyli wspólnej jazdy wieczorno - nocnej, a dziś to nawet przy pięknym blasku księżyca.
Chciałem jeszcze podziękować swojemu koledze za wyrozumiałość i zrozumienie mojej chwilowej niedyspozycji tego wieczoru.
He, sprawdziłem właśnie, że jeszcze 66 km i pęknie mi 20.000 km (od 1994 r. kiedy to zakupiłem pierwszy licznik elektroniczny). Trzeba będzie zacząć mrozić szampana.
Trasa dziś wiodła przez, jak zwykle przez podjazd w Dąbrowie - 16% nachylenia, a dalej Wiśniówka i Zagnańsk. Pokonaliśmy go w dość żwawo. Każdy naciskał ile się da. No ale to tylko 27 km. No a gdzie jeszcze 100, które trzeba będzie pokonać na Odysei? Cóż, zobaczymy jak to wyjdzie.
Jeśli ktoś by jeszcze nie wiedział o co chodzi, to szczegóły są tutaj. Można nawet jeszcze się zgłosić.
Zapomniałbym jeszcze dopisać, że tym samym powróciliśmy do dobrych praktyk z okresu wiosennego tego roku, czyli wspólnej jazdy wieczorno - nocnej, a dziś to nawet przy pięknym blasku księżyca.
Chciałem jeszcze podziękować swojemu koledze za wyrozumiałość i zrozumienie mojej chwilowej niedyspozycji tego wieczoru.
He, sprawdziłem właśnie, że jeszcze 66 km i pęknie mi 20.000 km (od 1994 r. kiedy to zakupiłem pierwszy licznik elektroniczny). Trzeba będzie zacząć mrozić szampana.
Praca-dom
Piątek, 20 sierpnia 2010 | dodano:20.08.2010Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 35.78 | Off-road: | 1.19 | Czas: | 01:35 | Avg: | 22.60 |
| Vmax: | 39.00 | Temp.: | 23.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 196m | Bike: | GT | ||
Dziś ponownie przed pracą pojechałem sobie na krótką wycieczkę. Niestety moje wcześniejsze plany musiałem zmienić, ponieważ nie zdążyłbym do pracy. Dziś to była bowiem ostatnia okazja, aby przed pracą pojechać gdzieś dalej, bo było więcej czasu.
Rano zimno, miejscami 11 st. Chyba trzeba będzie zakładać długie rękawiczki, ponieważ najbardziej w dłonie było mi zimno. No niestety, powoli lato się kończy.
Ale czuję już lekkie zmęczenie codziennymi dojazdami. Szczególnie wczorajszy dzień i szybkie tempo dzisiaj rano zmęczyły mnie. Czuję już nogi. Więc pewnie w weekend będzie przerwa, lub może jakaś jazda z chłopakami.
Po procy do domu jechałem już spokojnie, bo i pogoda była najlepsza na rower.
Rano zimno, miejscami 11 st. Chyba trzeba będzie zakładać długie rękawiczki, ponieważ najbardziej w dłonie było mi zimno. No niestety, powoli lato się kończy.
Ale czuję już lekkie zmęczenie codziennymi dojazdami. Szczególnie wczorajszy dzień i szybkie tempo dzisiaj rano zmęczyły mnie. Czuję już nogi. Więc pewnie w weekend będzie przerwa, lub może jakaś jazda z chłopakami.
Po procy do domu jechałem już spokojnie, bo i pogoda była najlepsza na rower.
Praca-dom
Czwartek, 19 sierpnia 2010 | dodano:19.08.2010Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 33.17 | Off-road: | 3.18 | Czas: | 01:21 | Avg: | 24.57 |
| Vmax: | 39.50 | Temp.: | 24.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 173m | Bike: | GT | ||
Dziś udało mi się wyjechać z domu wcześniej, niż zwykle. Miałem więcej czasu na dojazd do pracy, zatem pojechałem okrężną drogą przez Malików i Grabinę. Później jeszcze pojechałem w kierunku Sitkówki, gdzie spotkałem kolegę z pracy, z którym to razem już przyjechałem do pracy.
A tak wygląda teraz moja ręka. Robi się spory strup. Ręka dalej jeszcze boli, szczególnie jak jadę szybciej terenem i jak ręka mi się trzęsie.

W drodze do domu znów musiałem nieźle zapierniczać, ponieważ chciałem uniknąć porządnego zmoczenia przez zbliżającą się burzę. Zaczęło lekko padać już na ostatnim kilometrze. No ale dzięki temu był niezły trening i wykręciłem niezłą średnią.
A tak wygląda teraz moja ręka. Robi się spory strup. Ręka dalej jeszcze boli, szczególnie jak jadę szybciej terenem i jak ręka mi się trzęsie.

Przyschnięte szlify rowerowe.© Robert
W drodze do domu znów musiałem nieźle zapierniczać, ponieważ chciałem uniknąć porządnego zmoczenia przez zbliżającą się burzę. Zaczęło lekko padać już na ostatnim kilometrze. No ale dzięki temu był niezły trening i wykręciłem niezłą średnią.
Roztocze
Czwartek, 5 sierpnia 2010 | dodano:08.08.2010Kategoria Inne miejscówki, Średnia przyjemność
| Dst.: | 40.16 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 02:42 | Avg: | 14.87 |
| Vmax: | 57.00 | Temp.: | 30.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 186m | Bike: | GT | ||
Miało być więcej kilometrów, ale plany wzięły w łeb. To jest suma kilku wyjazdów, na basen, na cmentarz i taki jeden nieco dłuższy powrót z basenu.
Uroki Roztocza Środkowego. Jest tu sporo podobnych dróg leśnych i polnych.

Takie jedzenie mieliśmy jednego wieczora.

A to świt jednego dnia na wsi.

Jednego dnia była burza późnym wieczorem. Błyskało się spektakularnie gdzieś w "niebiosach".
Uroki Roztocza Środkowego. Jest tu sporo podobnych dróg leśnych i polnych.

Uroki Roztocza Środkowego.© Robert
Takie jedzenie mieliśmy jednego wieczora.

Pyszne jedzonko przy ognisku.© Robert
A to świt jednego dnia na wsi.

Wczesny poranek na wsi.© Robert
Jednego dnia była burza późnym wieczorem. Błyskało się spektakularnie gdzieś w "niebiosach".

Późno wieczorna burza na wsi.© Robert
Podjazd Ameliówka
Niedziela, 11 lipca 2010 | dodano:13.07.2010Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 33.10 | Off-road: | 7.55 | Czas: | 01:35 | Avg: | 20.91 |
| Vmax: | 59.50 | Temp.: | 35.0 | HRmax: | 189( 99%) | HRavg | 154( 81%) |
| Cal: | 773kcal | ALT: | 372m | Bike: | GT | ||
Uf, jak gorąco. Ale lubię taką pogodę. Jak jest właśnie ciepło.
A tym razem, ponieważ jest ciepło i nikt nie chciał (lub nie mógł) wyjść na dwór, więc wyskoczyłem "zrobić" jeden z moich ulubionych podjazdów. Tym razem łupem padła Ameliówka. Ten podjazd dość ciekawy, ponieważ są takie momenty, że przypomina wysokogórskie wspinaczki.
Przy okazji "zaliczyłem" również jeszcze jeden podjazd, do Mąchocic-Kapitulnych. Częściowo na podjeździe tym walczyli kolarze podczas ostatnich Mistrzostw Polski. Szczególnie tu upał dawał się we znaki, bowiem termometr momentami pokazywał mi 37 st. W takiej temperaturze, to jeszcze chyba nie jechałem.
Dystans ten uzupełniony jest o krótkie wyjście w dzień wcześniejszy, jazda po lesie i po ścieżce pożarowej.
A tym razem, ponieważ jest ciepło i nikt nie chciał (lub nie mógł) wyjść na dwór, więc wyskoczyłem "zrobić" jeden z moich ulubionych podjazdów. Tym razem łupem padła Ameliówka. Ten podjazd dość ciekawy, ponieważ są takie momenty, że przypomina wysokogórskie wspinaczki.
Przy okazji "zaliczyłem" również jeszcze jeden podjazd, do Mąchocic-Kapitulnych. Częściowo na podjeździe tym walczyli kolarze podczas ostatnich Mistrzostw Polski. Szczególnie tu upał dawał się we znaki, bowiem termometr momentami pokazywał mi 37 st. W takiej temperaturze, to jeszcze chyba nie jechałem.
Dystans ten uzupełniony jest o krótkie wyjście w dzień wcześniejszy, jazda po lesie i po ścieżce pożarowej.
"Uciekłem" z domu
Piątek, 2 lipca 2010 | dodano:02.07.2010Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 46.16 | Off-road: | 2.58 | Czas: | 01:54 | Avg: | 24.29 |
| Vmax: | 53.50 | Temp.: | 30.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 329m | Bike: | GT | ||
Nie to, że dosłownie. Ale korzystając z okazji i sposobności wyrwałem się wcześniej do domu i w drodze do pracy zahaczyłem o Chęciny, a później jeszcze wjechałem sobie na Karczówkę.
W tamtą stronę zasuwałem nieźle i chyba wykręciłem moją rekordową średnią, choć nie przywiązuję do tego szczególnej uwagi. W wyszło mi 27 km/h. Później już odpuściłem, ponieważ miałem i sporo czasu na powrót do pracy, a i nie chciałem się tak mocno zmęczyć.
Szkoda, że tak codziennie nie można. Pozostaną tylko krótkie wypady przed pracą.


I jeszcze jedno zdjęcie. A mnie jest szkoda ... "białych nocy".

W drodze do domu już tak szybko nie jechałem. Jakoś początkowo trudno było mi się rozkręcić. Dopiero po kilku kilometrach jechałem już swoje. W sumie udany dzień.
W tamtą stronę zasuwałem nieźle i chyba wykręciłem moją rekordową średnią, choć nie przywiązuję do tego szczególnej uwagi. W wyszło mi 27 km/h. Później już odpuściłem, ponieważ miałem i sporo czasu na powrót do pracy, a i nie chciałem się tak mocno zmęczyć.
Szkoda, że tak codziennie nie można. Pozostaną tylko krótkie wypady przed pracą.

Chęciny o poranku.© Robert

O poranku przed drzwiami klasztoru.© Robert
I jeszcze jedno zdjęcie. A mnie jest szkoda ... "białych nocy".

"Białe noce?"© Robert
W drodze do domu już tak szybko nie jechałem. Jakoś początkowo trudno było mi się rozkręcić. Dopiero po kilku kilometrach jechałem już swoje. W sumie udany dzień.






