Wpisy archiwalne w kategorii
Średnia przyjemność
| Dystans całkowity: | 4919.77 km (w terenie 776.87 km; 15.79%) |
| Czas w ruchu: | 287:02 |
| Średnia prędkość: | 17.14 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 70.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 31352 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 194 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 173 (89 %) |
| Suma kalorii: | 15046 kcal |
| Liczba aktywności: | 133 |
| Średnio na aktywność: | 36.99 km i 2h 09m |
| Więcej statystyk | |
Górskie wspinaczki
Niedziela, 12 kwietnia 2009 | dodano:14.04.2009Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 35.14 | Off-road: | 11.67 | Czas: | 02:47 | Avg: | 12.63 |
| Vmax: | 58.00 | Temp.: | 11.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 561m | Bike: | GT | ||
Podany dystans dotyczy dwóch wyjazdów. Jeden to po okolicach, bo nie było dużo czasu. A drugi, to wybrałem się po okolicznych górkach, nieco się po wspinać. Tak więc zaliczyłem wjazd na Białą, później na Domaniówkę. Tam nieco pobłądziłem, ponieważ jeszcze nie jeździłem tą ścieżką. Zawsze tylko czerwonym szlakiem. Ale fajnie było, nieco się zmęczyłem. Nogi nieźle kręciły. No, ale na razie przerwa, do czasu rozwiązania ...
Znów po przerwie
Wtorek, 7 kwietnia 2009 | dodano:08.04.2009Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 38.87 | Off-road: | 5.33 | Czas: | 02:47 | Avg: | 13.97 |
| Vmax: | 63.50 | Temp.: | 20.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 353m | Bike: | GT | ||
W sumie jest to zlepek chyba 3 jazd. Największy udział ma wypad z kumplami w niedzielę, gdzie testowaliśmy nowy sprzęt. Dawno nie jeździłem i nawet nie zauważyłem, że ciepło się zrobiło. Jest już fajnie.
Już lepiej
Niedziela, 1 marca 2009 | dodano:02.03.2009Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 33.54 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:33 | Avg: | 21.64 |
| Vmax: | 41.00 | Temp.: | 5.0 | HRmax: | 183( 94%) | HRavg | 155( 79%) |
| Cal: | 1012kcal | ALT: | 284m | Bike: | GT | ||
Dziś nieco lepiej się jeździło, bo było sucho. Miejscami jednak jeszcze topniejący śnieg spływał na jezdnię, tworząc miejscami niezłe kałuże. Tak więc wróciłem nieźle uflogany. Muszę kupić sobie błotniki, koniecznie.
Ale jestem zadowolony, ponieważ fajnie mi się jechało. Noga podawała, więc widać, ze forma idzie. Ale ciekawe po co mi to.
Ale jestem zadowolony, ponieważ fajnie mi się jechało. Noga podawała, więc widać, ze forma idzie. Ale ciekawe po co mi to.
Wycieczka do Brodnicy
Niedziela, 22 lutego 2009 | dodano:23.02.2009Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 35.92 | Off-road: | 2.93 | Czas: | 01:46 | Avg: | 20.33 |
| Vmax: | 33.00 | Temp.: | -4.0 | HRmax: | 182( 93%) | HRavg | 155( 79%) |
| Cal: | 1166kcal | ALT: | 171m | Bike: | GT | ||
Dziś znów kolejny dzień pięknej pogody. Fakt, że nieco zimno było, ale to głównie przez wiatr. Śniegu napadało, ale na szczęście szosy były suche. Wolę co prawda teren, no ale w takim śniegu to się nie da.
Znalazłem sposób na zimne palce u stóp. Trzeba zejść z roweru i przebiec się przez 50 m. A jak później jest fajnie i ciepełko w paluszki. Miodzio.
Znalazłem sposób na zimne palce u stóp. Trzeba zejść z roweru i przebiec się przez 50 m. A jak później jest fajnie i ciepełko w paluszki. Miodzio.
Niezrealizowane plany
Niedziela, 28 grudnia 2008 | dodano:28.12.2008Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 30.02 | Off-road: | 8.71 | Czas: | 01:46 | Avg: | 16.99 |
| Vmax: | 0.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | m | Bike: | GT | ||
Dziś miałem zamiar przejechać szlakiem zachodnią część miasta, ale kurcze, jakoś pokręcony ten szlak i za bardzo "górzysty". Przejechałem tylko fragment. Trzeba będzie kiedyś pociągnąć dalej. No i zimno było. Szczególnie w palce stóp, ale to o tej porze roku to normalka.
Trasy Odysei Świętokrzyskiej
Niedziela, 2 listopada 2008 | dodano:03.11.2008Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 34.56 | Off-road: | 16.84 | Czas: | 01:47 | Avg: | 19.38 |
| Vmax: | 0.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | m | Bike: | GT | ||
Dziś miałem być jeszcze na grobie swojego taty. Ale niestety, musiałem wcześniej wracać ze wsi, ponieważ moja siostra musiała wracać do siebie do domu. Przykro mi, ponieważ miałem plany zostać "przy" ojcu dłużej. A tak. E, szkoda gadać.
Ponieważ byłem zły na tą całą sytuację, na to co się stało, musiałem się odkręcić. A nic tak dobrze na mnie nie działa, jak rower. Pojechałem więc kawałek za Zagnańsk, gdzie niedawno zmagali się zawodnicy Odysei Świętokrzyskiej. W sumie fajny dzień. Żałować można tylko, że było tak krótko.
Ponieważ byłem zły na tą całą sytuację, na to co się stało, musiałem się odkręcić. A nic tak dobrze na mnie nie działa, jak rower. Pojechałem więc kawałek za Zagnańsk, gdzie niedawno zmagali się zawodnicy Odysei Świętokrzyskiej. W sumie fajny dzień. Żałować można tylko, że było tak krótko.
Nosiło mnie
Piątek, 31 października 2008 | dodano:03.11.2008Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 35.52 | Off-road: | 2.40 | Czas: | 01:41 | Avg: | 21.10 |
| Vmax: | 0.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | m | Bike: | GT | ||
Kielce-Masłów-Bęczków-Krajno-Ciekoty-Mąchocice-Kielce
Dziś mnie nosiło, co było spowodowane nerwami dnia jutrzejszego, tzn. Dzień Zmarłych. W tym roku jest to dla mnie wyjątkowy dzień, ponieważ niestety po raz pierwszy muszę iść na grób kogoś dla mnie bardzo bliskiego -mojego taty.
Niestety taki los i takie życie. Ciężko mi z tym, ale stało się. A im dalej, tym ciężej na duszy.
Wykorzystałem dzisiejszy wolny dzień w pracy.
Dziś mnie nosiło, co było spowodowane nerwami dnia jutrzejszego, tzn. Dzień Zmarłych. W tym roku jest to dla mnie wyjątkowy dzień, ponieważ niestety po raz pierwszy muszę iść na grób kogoś dla mnie bardzo bliskiego -mojego taty.
Niestety taki los i takie życie. Ciężko mi z tym, ale stało się. A im dalej, tym ciężej na duszy.
Wykorzystałem dzisiejszy wolny dzień w pracy.
Piękny podjazd
Niedziela, 19 października 2008 | dodano:19.10.2008Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 40.15 | Off-road: | 13.71 | Czas: | 02:10 | Avg: | 18.53 |
| Vmax: | 52.00 | Temp.: | HRmax: | 189( 97%) | HRavg | 159( 81%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 400m | Bike: | GT | ||
Kielce-Kajetany-Występa-Belno-Zagnańsk-Kielce
Dziś, po dwutygodniowej przerwie, mogłem wyjść na rower i nieco pokręcić po okolicy. Skuszony opowieściami z odysei postanowiłem pojechać w tamtych okolicach. Fajnie było jak zwykle, ale wiatr nieco za silny. Chyba widać, że sezon się kończy, ponieważ jakoś tak słabo mi szło.
Dziś, po dwutygodniowej przerwie, mogłem wyjść na rower i nieco pokręcić po okolicy. Skuszony opowieściami z odysei postanowiłem pojechać w tamtych okolicach. Fajnie było jak zwykle, ale wiatr nieco za silny. Chyba widać, że sezon się kończy, ponieważ jakoś tak słabo mi szło.
MARATON KIELCE
Niedziela, 7 września 2008 | dodano:08.09.2008Kategoria Średnia przyjemność, Zawody
| Dst.: | 48.82 | Off-road: | 43.92 | Czas: | 03:23 | Avg: | 14.43 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | HRmax: | 194(100%) | HRavg | 171( 88%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 836m | Bike: | GT | ||
ŚLR pod hasłem "Koniec wyścigu"
Tia, mógłbym się tłumaczyć różnymi wymówkami. Że to, że tato, że problem z przerzutką, że pomyliłem drogę, bo ktoś zerwał strzałki, ale prawda jest taka, że nie mam siły i jakoś ciężko mi się jechało. Nogi jakieś takie ciężkie miałem. Dopiero praktycznie od 20 km jakoś lepiej mi się kręciło. Co mnie nie dziwi, bo tak mam często, że dopiero od ok. 20 km jakoś mi się lepiej jedzie. W pewnej chwili, jak już wyprzedziło mnie ok. 7 zawodników uznałem, że ja dziś to powinienem obok numeru wieźć jeszcze taki napis „koniec wyścigu”. Coraz bardziej się w tym utwierdzałem, jak przez dłuższy czas już nikt mnie nie wyprzedzał. Dopadłem w końcu jednego gościa, i walczyłem z nim. Później nieco szybciej uporałem się na pit stopie i też minąłem 2 zawodników. Marna jednak pociecha, bo to byli "starsi panowie dwaj" i wcale nie trudno było z nimi walczyć, szczególnie na zjazdach. A końcówka – ledwo, ledwo. Jeszcze trasa poprowadzona taki wąskimi ścieżynkami, strasznie techniczna, bo jeszcze usiana licznymi głazami i mniejszymi kamykami. Cała trasa z licznymi podjazdami, które niestety nie wszystkie pokonałem na rowerze. Nie dawałem po prostu rady. Dziś to i jakoś pogoda mi też nie pasowała, pomimo, że lubię ciepło. Pot ciągle leciał mi strużką i co jakiś czas zahaczał o oko, strasznie piekąc. Nawet myślałem, że niedługo, to będę miał ślad na twarzy od tej strużki.
No nic, ale w końcu ukończyłem, dojechałem do mety. Ukończyłem kolejny swój maraton, nieco specyficzny i nieco krótki, ale dający nieźle w dupsko. W końcu „liczy się sport i dobra zabawa” – jak to motto naszych piłkarzy na ostatnich mistrzostwach.
A poniżej odnalezione dwa zdjęcia z maratonu, zrobione przez kogoś z ŚLR (wielkie dzięki).
Zjazd w okolicach Góry Grabina, tam, gdzie Maja Włoszczowska jeździła.

A tu legendarny już (bo na wielu maratonach wykorzystywany) podjazd pod "skocznię", której co prawda już nie ma.

Sam maraton to prawie 35 km, ale reszta to trochę treningu i rozgrzewki przed maratonem, a jeszcze później pojeździłem z synem.
Tia, mógłbym się tłumaczyć różnymi wymówkami. Że to, że tato, że problem z przerzutką, że pomyliłem drogę, bo ktoś zerwał strzałki, ale prawda jest taka, że nie mam siły i jakoś ciężko mi się jechało. Nogi jakieś takie ciężkie miałem. Dopiero praktycznie od 20 km jakoś lepiej mi się kręciło. Co mnie nie dziwi, bo tak mam często, że dopiero od ok. 20 km jakoś mi się lepiej jedzie. W pewnej chwili, jak już wyprzedziło mnie ok. 7 zawodników uznałem, że ja dziś to powinienem obok numeru wieźć jeszcze taki napis „koniec wyścigu”. Coraz bardziej się w tym utwierdzałem, jak przez dłuższy czas już nikt mnie nie wyprzedzał. Dopadłem w końcu jednego gościa, i walczyłem z nim. Później nieco szybciej uporałem się na pit stopie i też minąłem 2 zawodników. Marna jednak pociecha, bo to byli "starsi panowie dwaj" i wcale nie trudno było z nimi walczyć, szczególnie na zjazdach. A końcówka – ledwo, ledwo. Jeszcze trasa poprowadzona taki wąskimi ścieżynkami, strasznie techniczna, bo jeszcze usiana licznymi głazami i mniejszymi kamykami. Cała trasa z licznymi podjazdami, które niestety nie wszystkie pokonałem na rowerze. Nie dawałem po prostu rady. Dziś to i jakoś pogoda mi też nie pasowała, pomimo, że lubię ciepło. Pot ciągle leciał mi strużką i co jakiś czas zahaczał o oko, strasznie piekąc. Nawet myślałem, że niedługo, to będę miał ślad na twarzy od tej strużki.
No nic, ale w końcu ukończyłem, dojechałem do mety. Ukończyłem kolejny swój maraton, nieco specyficzny i nieco krótki, ale dający nieźle w dupsko. W końcu „liczy się sport i dobra zabawa” – jak to motto naszych piłkarzy na ostatnich mistrzostwach.
A poniżej odnalezione dwa zdjęcia z maratonu, zrobione przez kogoś z ŚLR (wielkie dzięki).
Zjazd w okolicach Góry Grabina, tam, gdzie Maja Włoszczowska jeździła.

A tu legendarny już (bo na wielu maratonach wykorzystywany) podjazd pod "skocznię", której co prawda już nie ma.

Sam maraton to prawie 35 km, ale reszta to trochę treningu i rozgrzewki przed maratonem, a jeszcze później pojeździłem z synem.
Mamy srebro
Sobota, 23 sierpnia 2008 | dodano:23.08.2008Kategoria Średnia przyjemność
| Dst.: | 46.32 | Off-road: | 20.19 | Czas: | 02:07 | Avg: | 21.88 |
| Vmax: | 35.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 275m | Bike: | GT | ||
Majka wywalczyła srebrny medal olimpijski. Cudownie. Jestem szczęśliwy. Wstałem o 4 rano i zacząłem oglądać relację, trzymając kciuki. No i cóż. Cóż było później robić jak działała jeszcze adrenalinka ... poszedłem na rower.
Pojechałem do Kostomłotów i z powrotem. No i jeszcze pokręciłem się po południu na swojej ścieżce. Dziś jest wspaniały dzień.
W widzieliście jak nasza Majka fajnie wyglądała na podium, tak, hm, ..... seksownie.
Pojechałem do Kostomłotów i z powrotem. No i jeszcze pokręciłem się po południu na swojej ścieżce. Dziś jest wspaniały dzień.
W widzieliście jak nasza Majka fajnie wyglądała na podium, tak, hm, ..... seksownie.






