Wpisy archiwalne w kategorii
W blasku księżyca
| Dystans całkowity: | 701.50 km (w terenie 35.71 km; 5.09%) |
| Czas w ruchu: | 36:02 |
| Średnia prędkość: | 19.47 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 64.50 km/h |
| Suma podjazdów: | 6816 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 194 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 163 (85 %) |
| Suma kalorii: | 8259 kcal |
| Liczba aktywności: | 20 |
| Średnio na aktywność: | 35.07 km i 1h 48m |
| Więcej statystyk | |
Ciąg dalszy BPS-u
Środa, 22 września 2010 | dodano:23.09.2010Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
| Dst.: | 38.17 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:50 | Avg: | 20.82 |
| Vmax: | 55.50 | Temp.: | 7.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 516m | Bike: | GT | ||
Oszukuję chyba sam siebie i staram się nadrobić stracony czas. No ale cóż, nie moja wina, ponieważ za późno dowiedziałem się o możliwości startu.
Dziś kolejna część treningu. Mój partner z ekipy postanowił przegonić mnie po największych wzniesieniach i podjazdach w najbliższej okolicy. Tak więc na rozgrzewkę "poszedł" podjazd w Dąbrowie, gdzie maksymalnie jest 15%. Później fajny, podjazd do Doliny Marczakowej, dalej Scholasteria, no i gwóźdź programu - Ameliówka. Ale to nie koniec, bo Mąchocice Kapitulne, a później Klonówka. Niestety odpuściłem drugi raz Dąbrowę. Nie miałem siły.
Pewnie mój znajomy uznał, że będzie miał ze mną krucho i nie powalczy o dobrą lokatę na odysei, więc zafundował mi taki trening.
No cóż, jechaliśmy prawie 2 godziny, bez przystawania, więc później odczuwałem trudy tego treningu. No i mam pewne konkluzje z tego treningu.
Po pierwsze będzie ciężko. Jechaliśmy 2 godz., a w sumie jest 8 godz. jazdy. Liczę na to, że mimo wszystko będą jakieś przerwy, na choćby podbicie PK. Pewnie nie mam co marzyć o jakimś pikniku na szczycie.
Po drugie, muszę zabrać lepszego pampersa.
Po trzecie, wyregulować przerzutkę, bo coś nie łapie.
Po czwarte, popracować nad swoją psychiką.
Po piąte, ubierać coś na głowę, bo zimno było w czaszkę.
Jechaliśmy cały czas, księżyc świecił pięknie, ładne widoki, no ale trening był, więc nie było czasu. Dopiero po naszym rozstaju mogłem cyknąć choć jedną fotkę (ul. Szybowcowa).
Dziś kolejna część treningu. Mój partner z ekipy postanowił przegonić mnie po największych wzniesieniach i podjazdach w najbliższej okolicy. Tak więc na rozgrzewkę "poszedł" podjazd w Dąbrowie, gdzie maksymalnie jest 15%. Później fajny, podjazd do Doliny Marczakowej, dalej Scholasteria, no i gwóźdź programu - Ameliówka. Ale to nie koniec, bo Mąchocice Kapitulne, a później Klonówka. Niestety odpuściłem drugi raz Dąbrowę. Nie miałem siły.
Pewnie mój znajomy uznał, że będzie miał ze mną krucho i nie powalczy o dobrą lokatę na odysei, więc zafundował mi taki trening.
No cóż, jechaliśmy prawie 2 godziny, bez przystawania, więc później odczuwałem trudy tego treningu. No i mam pewne konkluzje z tego treningu.
Po pierwsze będzie ciężko. Jechaliśmy 2 godz., a w sumie jest 8 godz. jazdy. Liczę na to, że mimo wszystko będą jakieś przerwy, na choćby podbicie PK. Pewnie nie mam co marzyć o jakimś pikniku na szczycie.
Po drugie, muszę zabrać lepszego pampersa.
Po trzecie, wyregulować przerzutkę, bo coś nie łapie.
Po czwarte, popracować nad swoją psychiką.
Po piąte, ubierać coś na głowę, bo zimno było w czaszkę.
Jechaliśmy cały czas, księżyc świecił pięknie, ładne widoki, no ale trening był, więc nie było czasu. Dopiero po naszym rozstaju mogłem cyknąć choć jedną fotkę (ul. Szybowcowa).

Nocne Kielce© Robert
BPS przed Odyseją
Wtorek, 21 września 2010 | dodano:22.09.2010Kategoria W blasku księżyca, Średnia przyjemność
| Dst.: | 27.43 | Off-road: | 2.69 | Czas: | 01:17 | Avg: | 21.37 |
| Vmax: | 53.00 | Temp.: | 11.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 265m | Bike: | GT | ||
Oczywiście za dużo powiedziane, że to BPS (czyli Bezpośrednie Przygotowanie Startowe). Na 10 dni przed imprezą można tylko pomarzyć o prawidłowym przygotowaniu. No cóż, ale jak się ostatni raz siedziało w siodle prawie 2 tygodnie temu, więc koniecznością było zorganizowanie wspólnego treningu.
Trasa dziś wiodła przez, jak zwykle przez podjazd w Dąbrowie - 16% nachylenia, a dalej Wiśniówka i Zagnańsk. Pokonaliśmy go w dość żwawo. Każdy naciskał ile się da. No ale to tylko 27 km. No a gdzie jeszcze 100, które trzeba będzie pokonać na Odysei? Cóż, zobaczymy jak to wyjdzie.
Jeśli ktoś by jeszcze nie wiedział o co chodzi, to szczegóły są tutaj. Można nawet jeszcze się zgłosić.
Zapomniałbym jeszcze dopisać, że tym samym powróciliśmy do dobrych praktyk z okresu wiosennego tego roku, czyli wspólnej jazdy wieczorno - nocnej, a dziś to nawet przy pięknym blasku księżyca.
Chciałem jeszcze podziękować swojemu koledze za wyrozumiałość i zrozumienie mojej chwilowej niedyspozycji tego wieczoru.
He, sprawdziłem właśnie, że jeszcze 66 km i pęknie mi 20.000 km (od 1994 r. kiedy to zakupiłem pierwszy licznik elektroniczny). Trzeba będzie zacząć mrozić szampana.
Trasa dziś wiodła przez, jak zwykle przez podjazd w Dąbrowie - 16% nachylenia, a dalej Wiśniówka i Zagnańsk. Pokonaliśmy go w dość żwawo. Każdy naciskał ile się da. No ale to tylko 27 km. No a gdzie jeszcze 100, które trzeba będzie pokonać na Odysei? Cóż, zobaczymy jak to wyjdzie.
Jeśli ktoś by jeszcze nie wiedział o co chodzi, to szczegóły są tutaj. Można nawet jeszcze się zgłosić.
Zapomniałbym jeszcze dopisać, że tym samym powróciliśmy do dobrych praktyk z okresu wiosennego tego roku, czyli wspólnej jazdy wieczorno - nocnej, a dziś to nawet przy pięknym blasku księżyca.
Chciałem jeszcze podziękować swojemu koledze za wyrozumiałość i zrozumienie mojej chwilowej niedyspozycji tego wieczoru.
He, sprawdziłem właśnie, że jeszcze 66 km i pęknie mi 20.000 km (od 1994 r. kiedy to zakupiłem pierwszy licznik elektroniczny). Trzeba będzie zacząć mrozić szampana.
Co tak jasno?
Wtorek, 25 maja 2010 | dodano:26.05.2010Kategoria W blasku księżyca
| Dst.: | 26.67 | Off-road: | 2.88 | Czas: | 01:21 | Avg: | 19.76 |
| Vmax: | 59.00 | Temp.: | 8.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 282m | Bike: | GT | ||
Takie pytanie w pierwszej kolejności zadawałem sobie, jak wyszedłem ponownie (po dłuższej przerwie) na rower wieczorową porą. Nawet nie przypuszczałem, że o 21.30 nie ma całkowitych ciemności. Fakt, że i księżyc w pełni wspaniale świecił. Żałowałem, że nie zabrałem ze sobą aparatu, bo w drodze powrotnej, jadąc "pod księżyc", momentami bardzo fajne zdjęcia by były. Muszę przy następnej okazji pamiętać o zabraniu aparatu.
A trasa to jak zwykle, taka spokojna. Jeden tylko obowiązkowy wjazd na górkę, gdzie max jest 16% nachylenia.
Kielce - Dąbrowa - Wiśniówka - Zagnańsk - Kielce
A trasa to jak zwykle, taka spokojna. Jeden tylko obowiązkowy wjazd na górkę, gdzie max jest 16% nachylenia.
Kielce - Dąbrowa - Wiśniówka - Zagnańsk - Kielce
A miało być spokojnie
Piątek, 23 kwietnia 2010 | dodano:23.04.2010Kategoria W blasku księżyca, Średnia przyjemność
| Dst.: | 30.23 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:38 | Avg: | 18.51 |
| Vmax: | 56.50 | Temp.: | 2.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
| Cal: | kcal | ALT: | 365m | Bike: | GT | ||
Dziś nastawiałem się na lajtowe kręcenie. Nawet mi to pasowało, ponieważ miałem lekką przerwę od jazdy z powodu ugryzienia przez psa. Noga bolała mnie dość długo i obawiałem się tego wyjścia. Ucieszyłem się, że mojemu znajomemu również pasowało bardziej spokojnie, ponieważ za tydzień na kolejny już rajd przygodowy, więc nie ma co się przemęczać. Dlatego nawet nie zabrałem pulsometra.
A wyszło inaczej. Znów Klonówka, znów Ameliówka. Na szczęście było to spokojne podjeżdżanie. Mnie początkowo ciężko szło. Widać braki w jeździe. Jakoś mi się nie kręciło. No ale pod koniec rozkręciłem się. I tak nawiasem mówiąc szkoda, że się skończyło.
Dziś to nawet nieco odważniej już zjeżdżałem, ponieważ ponownie ustawiłem sobie klocki, więc hamulce były bardziej sprawne.
W sumie fajne wyjście, ale szkoda, że tak zimno jeszcze jest.
A wyszło inaczej. Znów Klonówka, znów Ameliówka. Na szczęście było to spokojne podjeżdżanie. Mnie początkowo ciężko szło. Widać braki w jeździe. Jakoś mi się nie kręciło. No ale pod koniec rozkręciłem się. I tak nawiasem mówiąc szkoda, że się skończyło.
Dziś to nawet nieco odważniej już zjeżdżałem, ponieważ ponownie ustawiłem sobie klocki, więc hamulce były bardziej sprawne.
W sumie fajne wyjście, ale szkoda, że tak zimno jeszcze jest.
Powtórka z rozrywki
Środa, 7 kwietnia 2010 | dodano:08.04.2010Kategoria Średnia przyjemność, W blasku księżyca
| Dst.: | 33.97 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:52 | Avg: | 18.20 |
| Vmax: | 49.50 | Temp.: | 6.0 | HRmax: | 188( 98%) | HRavg | 147( 77%) |
| Cal: | 1218kcal | ALT: | 501m | Bike: | GT | ||
Dziś kolejna jazda w ciemnościach. Dosłownie i w przenośni. Dosłownie, ponieważ z kumplem rozpoczęliśmy jazdę o 21.30, a w przenośni - moja lampka już pada i słabo świeciła, czego rezultatem było wpadnięcie w dwie dziury zalane wodą.
Dziś była powtórka z rozrywki, tzn. pojechaliśmy na testy taką samą trasą, jak poprzednio. I pomimo, że jakoś wskazania tego nie pokazują, to czuję, że lepiej mi się jechało. Dalej męczyłem się na podjazdach, szczególnie tym ostatnim 3 km na Klonówkę. Wyszło mi kilometrów nieco mniej, czas nieco dłuższy, średnia nieco niższa, ale przewyższenie nieco wyższe. Więc czuję pewien progres, ale ... tak może mi się tylko wydawać.
No nie było dziś prób odebrania koszulki w czerwone grochy, ponieważ było nas tylko dwóch.
A no i w końcu mam moją koszulkę teamową. Teraz to poszalejemy.
No i postanowienie na najbliższą przyszłość, aby pojeździć coś po terenie, bo ostatnio jakoś odpuściłem sobie. Tak więc Zenek musimy po terenie pojeździć.
Dziś była powtórka z rozrywki, tzn. pojechaliśmy na testy taką samą trasą, jak poprzednio. I pomimo, że jakoś wskazania tego nie pokazują, to czuję, że lepiej mi się jechało. Dalej męczyłem się na podjazdach, szczególnie tym ostatnim 3 km na Klonówkę. Wyszło mi kilometrów nieco mniej, czas nieco dłuższy, średnia nieco niższa, ale przewyższenie nieco wyższe. Więc czuję pewien progres, ale ... tak może mi się tylko wydawać.
No nie było dziś prób odebrania koszulki w czerwone grochy, ponieważ było nas tylko dwóch.
A no i w końcu mam moją koszulkę teamową. Teraz to poszalejemy.
No i postanowienie na najbliższą przyszłość, aby pojeździć coś po terenie, bo ostatnio jakoś odpuściłem sobie. Tak więc Zenek musimy po terenie pojeździć.
Koszulka z grochy
Czwartek, 1 kwietnia 2010 | dodano:02.04.2010Kategoria W blasku księżyca, Średnia przyjemność
| Dst.: | 34.17 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:49 | Avg: | 18.81 |
| Vmax: | 59.50 | Temp.: | 4.0 | HRmax: | 194(102%) | HRavg | 158( 83%) |
| Cal: | 1253kcal | ALT: | 492m | Bike: | GT | ||
Dziś pojeździliśmy na dobry początek kwietnia razem z kumplami na okolicznych górkach. Żartowaliśmy, że zdobywamy premie górskie. No i wyraźnie koszulkę w czerwone grochy na następnym etapie założy Zenek. Mnie jakoś tak ciężko się wjeżdżało. Może to wynik zmęczenia pracą. Sam nie wiem. No ale fajnie było pojeździć w grupie. A noc była piękna. Gwiazdy i piękna panorama na Kielce z Ameliówki.
Zmiana kategorii
Czwartek, 25 marca 2010 | dodano:26.03.2010Kategoria Pełnia szczęścia, W blasku księżyca
| Dst.: | 52.39 | Off-road: | 1.34 | Czas: | 02:32 | Avg: | 20.68 |
| Vmax: | 39.00 | Temp.: | 12.0 | HRmax: | 190(100%) | HRavg | 153( 80%) |
| Cal: | 1700kcal | ALT: | 389m | Bike: | GT | ||
Dziś kolejny raz jeździłem w nocy razem z kumplem. Wcześniej wytyczyłem sobie fajną traskę, ale jak się okazało, to była nieco męcząca dla mnie. Generalnie wszystko w porządku, jednak moje siedzenie nie jest jeszcze przyzwyczajone do dłuższego ugniatania na siodełku. No i czułem później pachwiny. Ale to generalnie ostatnio cały czas mnie bolą.
Fajnie nam się jechało, bo praktycznie wcale nie było ruchu samochodowego. Fakt, że wybraliśmy takie drogi, aby tego ruchu właśnie nie było. Można w ten sposób nieco sobie pogadać jadąc obok siebie.
A pogoda była super, to nareszcie było ciepło. Początkowo 13 st., a później 11 st.
Jak na godz. prawie 24, to sporo. Całkiem jak w lecie.
A nasza trasa dzisiejsza: Masłów-Bęczków-Górno-Daleszyce-Suków-Mójcza-Masłów
Ostatnio również posiedziałem nieco na swoim blogu i zacząłem się zastanawiać nad swoimi kategoriami. Doszedłem do wniosku, że są one bez sensu. Choćby taki "trening". Kurcze, co to znaczy trening. Że niby nieco mocniej jeździłem? Albo: "Rekreacja". Co to znaczy? Przecież dla mnie każde wyjście, to rekreacja. A przecież i tak nigdy nie będę zawodnikiem, to po co mi trening. Każde wyjście dla mnie to przyjemność i w pewien sposób rekreacja. Tak więc wywaliłem te kategorie.
Usunąłem również podział na asfaltowe i te bardziej terenowe. W końcu wpisuje się do każdej wycieczki odpowiednią ilość kilometrów przejechanych w terenie. Więc po co to było.
Teraz bardziej skupiłem się jakby na długości samych wycieczek. Mam również możliwość zaznaczenia, że jeździłem w innych miejscach, niż swoje miejsce zamieszkania.
Mam nadzieję, że wystarczą mi takie kategorie i w pełni będą mi pasować. A tak nawiasem mówiąc, to fajnie byłoby, aby była możliwość zmiany nazwy kategorii. Bo teraz to jest tylko możliwość dodania nowej, lub usunięcia dotychczasowej. A nie ma: "zmień". To nieco ułatwiłoby pracę. A tak, to musiałem każdy wpis przeanalizować i wybrać nowe kategorie.
Fajnie nam się jechało, bo praktycznie wcale nie było ruchu samochodowego. Fakt, że wybraliśmy takie drogi, aby tego ruchu właśnie nie było. Można w ten sposób nieco sobie pogadać jadąc obok siebie.
A pogoda była super, to nareszcie było ciepło. Początkowo 13 st., a później 11 st.
Jak na godz. prawie 24, to sporo. Całkiem jak w lecie.
A nasza trasa dzisiejsza: Masłów-Bęczków-Górno-Daleszyce-Suków-Mójcza-Masłów
Ostatnio również posiedziałem nieco na swoim blogu i zacząłem się zastanawiać nad swoimi kategoriami. Doszedłem do wniosku, że są one bez sensu. Choćby taki "trening". Kurcze, co to znaczy trening. Że niby nieco mocniej jeździłem? Albo: "Rekreacja". Co to znaczy? Przecież dla mnie każde wyjście, to rekreacja. A przecież i tak nigdy nie będę zawodnikiem, to po co mi trening. Każde wyjście dla mnie to przyjemność i w pewien sposób rekreacja. Tak więc wywaliłem te kategorie.
Usunąłem również podział na asfaltowe i te bardziej terenowe. W końcu wpisuje się do każdej wycieczki odpowiednią ilość kilometrów przejechanych w terenie. Więc po co to było.
Teraz bardziej skupiłem się jakby na długości samych wycieczek. Mam również możliwość zaznaczenia, że jeździłem w innych miejscach, niż swoje miejsce zamieszkania.
Mam nadzieję, że wystarczą mi takie kategorie i w pełni będą mi pasować. A tak nawiasem mówiąc, to fajnie byłoby, aby była możliwość zmiany nazwy kategorii. Bo teraz to jest tylko możliwość dodania nowej, lub usunięcia dotychczasowej. A nie ma: "zmień". To nieco ułatwiłoby pracę. A tak, to musiałem każdy wpis przeanalizować i wybrać nowe kategorie.
Nocny "Bartek"
Piątek, 4 grudnia 2009 | dodano:04.12.2009Kategoria W blasku księżyca, Średnia przyjemność
| Dst.: | 31.02 | Off-road: | 5.59 | Czas: | 01:32 | Avg: | 20.23 |
| Vmax: | 53.50 | Temp.: | 5.0 | HRmax: | 189( 99%) | HRavg | 158( 83%) |
| Cal: | 1036kcal | ALT: | 272m | Bike: | GT | ||
Kolejna, druga już nocna jazda. Tym razem udało się namówić kumpla, który jeszcze zwołał jednego i taką paczką pojechaliśmy do Wiśniówki, Kajetanów, Zagnańsk. Tu przystanek pod Dębem Bartek. Legenda głosi, że jest to jedno z najstarszych drzew w Polsce (ok. 1200 lat). Jestem jednak nieco rozczarowany, ponieważ myślałem, że będzie jakoś bardziej uwidoczniony, jak na pomnik przyrody przystało. Choćby oświetlony. A tu nic. Ledwo go widać. A szkoda.
Dalej pojechaliśmy do Samsonowa. Tu ruiny dawnej huty okazale się prezentują. No ale kumple jakoś nie za bardzo lubią robić zdjęcia, więc tylko przemknęliśmy obok. Dalej pojechaliśmy jakąś terenową drogą. Momentami nie wiadomo było gdzie się jedzie. Takie ciemno. Nieco błądząc i zastanawiając się, w którą stronę uderzyć, jakoś dojechaliśmy do trasy na Kielce.
Później szutrówką, skrótem dojechaliśmy pod mój dom i tu się rozstaliśmy.
Tym razem wziąłem aparat, ale widać nie umiem robić zdjęć nocnych, więc zdjęcia są kiepskiej jakości. Ale to zawsze coś. Muszę gdzieś poczytać o nocnych zdjęciach.
Ale po raz kolejny było super. Teraz mam ewentualnie drugiego kompana do nocnych wypadów, bowiem Pawłowi takie coś też nieźle się podobało. Oby do następnego razu.

Dalej pojechaliśmy do Samsonowa. Tu ruiny dawnej huty okazale się prezentują. No ale kumple jakoś nie za bardzo lubią robić zdjęcia, więc tylko przemknęliśmy obok. Dalej pojechaliśmy jakąś terenową drogą. Momentami nie wiadomo było gdzie się jedzie. Takie ciemno. Nieco błądząc i zastanawiając się, w którą stronę uderzyć, jakoś dojechaliśmy do trasy na Kielce.
Później szutrówką, skrótem dojechaliśmy pod mój dom i tu się rozstaliśmy.
Tym razem wziąłem aparat, ale widać nie umiem robić zdjęć nocnych, więc zdjęcia są kiepskiej jakości. Ale to zawsze coś. Muszę gdzieś poczytać o nocnych zdjęciach.
Ale po raz kolejny było super. Teraz mam ewentualnie drugiego kompana do nocnych wypadów, bowiem Pawłowi takie coś też nieźle się podobało. Oby do następnego razu.

Ekipa w pełnym składzie© Robert

Mój rowerek nocą pod Bartkiem© Robert
Mój pierwszy raz
Piątek, 23 października 2009 | dodano:24.10.2009Kategoria W blasku księżyca
| Dst.: | 27.61 | Off-road: | 0.00 | Czas: | 01:17 | Avg: | 21.51 |
| Vmax: | 45.50 | Temp.: | 8.0 | HRmax: | 188( 98%) | HRavg | 163( 85%) |
| Cal: | 763kcal | ALT: | 246m | Bike: | GT | ||
Pierwszy raz - zawsze jest ekscytujący. Obawiałem się go, ale ... co tam, w końcu raz się żyje.
Jakoś od dawna zbierałem się do tego, ale jakoś nie było odwagi. Bo głównie chyba to mnie wstrzymywało. Już w zeszłym roku miałem zakusy.
To była moja pierwsza jazda na rowerze już w zasadzie nocną porą. Wraz z kumplem pojechaliśmy sobie taką małą pętelkę, która w ciemnościach wygląda zupełnie inaczej.
Tak więc ten pierwszy raz zaliczony. Nawet prowizoryczna "chińska" lampka też się super sprawdziła. Byłem widoczny.
Trzeba to jeszcze kiedyś powtórzyć. Było super.
A poniżej mapka z naszej trasy.
W przygotowaniu nowe trasy.
PS. Jak się później okazało, to wcale to nie był pierwszy raz, bowiem już nieco wcześniej pojeździłem po osiedlu z synem. Ale tamto się nie liczy.
Jakoś od dawna zbierałem się do tego, ale jakoś nie było odwagi. Bo głównie chyba to mnie wstrzymywało. Już w zeszłym roku miałem zakusy.
To była moja pierwsza jazda na rowerze już w zasadzie nocną porą. Wraz z kumplem pojechaliśmy sobie taką małą pętelkę, która w ciemnościach wygląda zupełnie inaczej.
Tak więc ten pierwszy raz zaliczony. Nawet prowizoryczna "chińska" lampka też się super sprawdziła. Byłem widoczny.
Trzeba to jeszcze kiedyś powtórzyć. Było super.
A poniżej mapka z naszej trasy.
W przygotowaniu nowe trasy.
PS. Jak się później okazało, to wcale to nie był pierwszy raz, bowiem już nieco wcześniej pojeździłem po osiedlu z synem. Ale tamto się nie liczy.
Nocna jazda
Sobota, 6 września 2008 | dodano:08.09.2008Kategoria W blasku księżyca
| Dst.: | 12.45 | Off-road: | 10.30 | Czas: | 01:16 | Avg: | 9.83 |
| Vmax: | 0.00 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | m | Bike: | GT | ||
Z synem i szwagrem.
Dziś w końcu udało się wyjść na długo obiecaną jazdę po ciemku. Mój synek strasznie chciał zobaczyć jak to się jeździ. Przyłączyłem mu więc lampkę, no i w drogę. Dziecko było zadowolone. Oczywiście sam ojciec też, bowiem miałem okazję przetestować swoje światło. I tak, po lesie, to tak szybko się nie pojedzie, bo tak za dobrze to nie świeci. No ale dobre i to. Po ulicach - wystarczy.
Dziś w końcu udało się wyjść na długo obiecaną jazdę po ciemku. Mój synek strasznie chciał zobaczyć jak to się jeździ. Przyłączyłem mu więc lampkę, no i w drogę. Dziecko było zadowolone. Oczywiście sam ojciec też, bowiem miałem okazję przetestować swoje światło. I tak, po lesie, to tak szybko się nie pojedzie, bo tak za dobrze to nie świeci. No ale dobre i to. Po ulicach - wystarczy.






