Dzień minus “któryś tam”.
Czwartek, 4 lipca 2013 | dodano:04.09.2013
| Dst.: | 17.29 | Off-road: | 2.40 | Czas: | 00:50 | Avg: | 20.75 |
| Vmax: | 20.50 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 80m | Bike: | GT | ||
W ramach przygotowań do wyprawy, jazda do sklepu po brakujące "szpeje".
Tym razem przygotowania zaczęły się dość późno. Szykowanie do poprzedniej wyprawy “Mazury 2012” zaczęły się nieco wcześniej. W tym roku bowiem długo nie wiedzieliśmy, czy nasze zamierzenia wypalą. Długo trwały rodzinne dyskusje i rozstrzyganie innych planów wakacyjnych. W końcu jednak zapadła decyzja, że jedziemy. Podanie zostało rozpatrzone pozytywnie i otrzymaliśmy pozwolenie.
Plan przejazdu generalnie miałem opracowany. Wschodnia cześć wybrzeża wydaje mi się trudniejsza do zaplanowania i pokonania, ze względu na konieczność omijania choćby jednostki wojskowej za Jarosławcem, czy parku narodowego. Sprawia to, że pojedyncze dystanse robią się długie do pokonania (jak dla 11-latka). Jednak mniej więcej plan trasy opracowany został optymalnie (wg mnie oczywiście). Niestety, jadąc mimo wszystko jeszcze z dzieckiem, nie moglem jechać "na żywioł" i plan musiał być. Ogólny chociaż, ale musiało coś być wyrysowane na mapie, choćby dlatego, że cała trasa kontrolowana była z domu przez resztę rodziny.
Tym razem obiecałem sobie, że już lepiej przygotuję się do tej wyprawy. Miałem kupić niezbędne rzeczy, ale jakoś tak znowu wyszło, że kolejny raz musiałem udać się do swoich kolegów "na pożyczki", za co serdecznie im dziękuję. Jedynie namiot udało mi się zakupić nowy, duży i może ciężki, ale jestem z niego zadowolony.
Trasa tegorocznej wyprawy wydawała się bardziej karkołomna, głównie ze względu na operacje dojazdu do miejsca startu wyprawy. Plan zakładał, że samochodem dojeżdżamy do Gdyni, tam w pociąg do miejscowości Sławno, a dalej prolog już na rowerach do Darłówka. Na Mazurach można było zrobić koło, a morska linia brzegowa niestety to uniemożliwia.
A więc w drogę ....
Tym razem przygotowania zaczęły się dość późno. Szykowanie do poprzedniej wyprawy “Mazury 2012” zaczęły się nieco wcześniej. W tym roku bowiem długo nie wiedzieliśmy, czy nasze zamierzenia wypalą. Długo trwały rodzinne dyskusje i rozstrzyganie innych planów wakacyjnych. W końcu jednak zapadła decyzja, że jedziemy. Podanie zostało rozpatrzone pozytywnie i otrzymaliśmy pozwolenie.
Plan przejazdu generalnie miałem opracowany. Wschodnia cześć wybrzeża wydaje mi się trudniejsza do zaplanowania i pokonania, ze względu na konieczność omijania choćby jednostki wojskowej za Jarosławcem, czy parku narodowego. Sprawia to, że pojedyncze dystanse robią się długie do pokonania (jak dla 11-latka). Jednak mniej więcej plan trasy opracowany został optymalnie (wg mnie oczywiście). Niestety, jadąc mimo wszystko jeszcze z dzieckiem, nie moglem jechać "na żywioł" i plan musiał być. Ogólny chociaż, ale musiało coś być wyrysowane na mapie, choćby dlatego, że cała trasa kontrolowana była z domu przez resztę rodziny.
Tym razem obiecałem sobie, że już lepiej przygotuję się do tej wyprawy. Miałem kupić niezbędne rzeczy, ale jakoś tak znowu wyszło, że kolejny raz musiałem udać się do swoich kolegów "na pożyczki", za co serdecznie im dziękuję. Jedynie namiot udało mi się zakupić nowy, duży i może ciężki, ale jestem z niego zadowolony.
Trasa tegorocznej wyprawy wydawała się bardziej karkołomna, głównie ze względu na operacje dojazdu do miejsca startu wyprawy. Plan zakładał, że samochodem dojeżdżamy do Gdyni, tam w pociąg do miejscowości Sławno, a dalej prolog już na rowerach do Darłówka. Na Mazurach można było zrobić koło, a morska linia brzegowa niestety to uniemożliwia.
A więc w drogę ....

Przygotowania do wyjazdu© Robert






