Dzień 2: Ustka - Smołdziński Las
Poniedziałek, 15 lipca 2013 | dodano:17.09.2013Kategoria Inne miejscówki, Pełnia szczęścia, Wybrzeże 2013
| Dst.: | 54.55 | Off-road: | 40.00 | Czas: | 04:10 | Avg: | 13.09 |
| Vmax: | 30.50 | Temp.: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Cal: | kcal | ALT: | 155m | Bike: | GT | ||
<- Dzień pierwszy
Dzień, jak poprzedni, zaczęliśmy od lansowego przejazdu przez Ustkę pod latarnię morską. Była to druga nasza zdobycz, a na dziś zaplanowana jest jeszcze jedna w Czołpinie. Szkoda, że nie udało się odwiedzić latarni w Jarosławcu dnia wczorajszego, no ale cóż, trudno. Widocznie jest nam pisane jeszcze tu wrócić w te okolice.
Dziś wiedziałem, że początek trasy jest fajny, bowiem z Ustki zaczyna się bardzo ładna ścieżka rowerowa, a co było najważniejsze dla mojego syna, wiodła ona w całości przez las i drogi gruntowe. Dość ciekawa nazwa szlaku "Zwiniętych Torów" zachęcał jazdy. Łatwo przejezdna, szeroka i gładka, co przy wiezieniu sakw ma nie lada znaczenie. Sporo nawet na niej minęliśmy rowerzystów. Jak się później okazało, to sporą część naszej trasy pokonywaliśmy międzynarodowym szlakiem R-10.
Do Rowów, pierwszego planowanego dłuższego postoju, trafiliśmy bez pudła, a ponieważ zrobiła się piękna słoneczna pogoda, to nie sposób było zaznaczyć swojej obecności na plaży w Rowach. Zrobiliśmy sobie nieco dłuższy postój na jedzonko.
Pyszna pizza lekko nas rozleniwiła i ciężko było ponownie wskoczyć na swoje rowerki. Trasa dalej wiodła lasem, jednak już wymagała większej wprawy. Zaczęły się nieco kręte ścieżki, a niektóre fragmenty mocno piaszczyste. Mijaliśmy po drodze bardzo ładne miejsca, jak choćby taras widokowy na Jezioro Gardno. Na pewno godne zatrzymania na dłuższą chwilę i upamiętnienia. Na razie jednak młodego człowieka nie za bardzo zachwycały takie widoki, więc trzeba było szybko "nasycić" swoje oczy ładnym pejzażem, zrobić szybko zdjęcia i dalej w drogę. Szczególnie polecam również zatrzymanie się przy Rezerwacie Dołgie Małe, gdzie na pomoście można sobie odpocząć i nawet zrobić mały piknik.
W pewnym momencie dojechaliśmy do rozwidlenia dróg, gdzie trzeba było podjąć decyzję, jak dalej jechać. Jedna mapa pokazuje co innego, czego na drugiej nie ma. A jeszcze co innego przedstawia ustawiona mapa na tablicy przy trasie. Niestety jednak mój brak bogatego doświadczenia nawigacyjnego (szczególnie w lesie) i błędna decyzja wpłynęła na wybranie złego kierunku jazdy, co pociągnęło za sobą dołożenie kolejnych kilku kilometrów. Chyba zmęczenie uśpiło moją czujność, ale po sprawdzeniu lokalizacji i zapytaniu w lokalnym sklepie: “- Przepraszam, gdzie my jesteśmy?” w końcu "byliśmy w domu".
Dzisiejszy kemping w Smołdzińskim Lesie nie zachwycał, bowiem czego można wymagać od skoszonej ląki z budką z sanitariatami. Dziś również wyjątkowo mieliśmy problem z rozstawieniem namiotu, bowiem odkryty teren i silnie wiejący wiatr, skutecznie uniemożliwiał schowanie się za czymkolwiek. Staraliśmy się jednocześnie zrobić to szybko, bowiem czekała na nas plaża, oddalona o ok. 2-3 km, oraz latarnia morska w Czołpinie.
Dostanie się do tej latarni wymagało nie lada zaparcia. Początkowa fajna droga leśna zakończyła się sporym podejściem ze schodkami. Niestety nie było wyjścia, jak rowery powoli wciągnąć na górę. A ponieważ latarnia ta oddalona jest od turystycznej infrastruktury, to i ludzi mniej, więc postanowiliśmy pokonać wszystkich 71 schodków, wchodząc na sam szczyt latarni. Widok - rewelacja - na J. Gardno, czy na piaszczyste wydmy Słowińskiego Parku Narodowego. Kiedy już zbieraliśmy się do powrotu, nagle niedaleko nas przeszedł sobie lisek, który najwyraźniej był stałym bywalcem okolicznych koszy na śmieci. Lis nic nie robił sobie z naszych rozmów. Spokojnie chodził od jednego kosza, do drugiego.
Smołdziński Las to zaledwie kilka domów i oczywiście kemping, więc za bardzo nie było gdzie szaleć z jedzeniem. Całe szczęście, że na kempingu dało się zjeść jakiegoś kurczaka, popijając litewskim piwem.
Dziś znów zaliczyliśmy długi dzień. Zliczając wszystkie kilometry wyszło, że Karol pobił swój kolejny rekord dzienny. Nie spodziewałem się tego po nim, a szczególnie, kiedy w dzień poprzedni również "sieknęliśmy" 50 km. Jednak zmęczenie dało się we znaki, ale wiejący wiatr i łopoczący namiot, mocno utrudniał spokojny sen. Ale w końcu panujące ciemności skutecznie nas uśpiły.













Dzień trzeci ->
Dzień, jak poprzedni, zaczęliśmy od lansowego przejazdu przez Ustkę pod latarnię morską. Była to druga nasza zdobycz, a na dziś zaplanowana jest jeszcze jedna w Czołpinie. Szkoda, że nie udało się odwiedzić latarni w Jarosławcu dnia wczorajszego, no ale cóż, trudno. Widocznie jest nam pisane jeszcze tu wrócić w te okolice.
Dziś wiedziałem, że początek trasy jest fajny, bowiem z Ustki zaczyna się bardzo ładna ścieżka rowerowa, a co było najważniejsze dla mojego syna, wiodła ona w całości przez las i drogi gruntowe. Dość ciekawa nazwa szlaku "Zwiniętych Torów" zachęcał jazdy. Łatwo przejezdna, szeroka i gładka, co przy wiezieniu sakw ma nie lada znaczenie. Sporo nawet na niej minęliśmy rowerzystów. Jak się później okazało, to sporą część naszej trasy pokonywaliśmy międzynarodowym szlakiem R-10.
Do Rowów, pierwszego planowanego dłuższego postoju, trafiliśmy bez pudła, a ponieważ zrobiła się piękna słoneczna pogoda, to nie sposób było zaznaczyć swojej obecności na plaży w Rowach. Zrobiliśmy sobie nieco dłuższy postój na jedzonko.
Pyszna pizza lekko nas rozleniwiła i ciężko było ponownie wskoczyć na swoje rowerki. Trasa dalej wiodła lasem, jednak już wymagała większej wprawy. Zaczęły się nieco kręte ścieżki, a niektóre fragmenty mocno piaszczyste. Mijaliśmy po drodze bardzo ładne miejsca, jak choćby taras widokowy na Jezioro Gardno. Na pewno godne zatrzymania na dłuższą chwilę i upamiętnienia. Na razie jednak młodego człowieka nie za bardzo zachwycały takie widoki, więc trzeba było szybko "nasycić" swoje oczy ładnym pejzażem, zrobić szybko zdjęcia i dalej w drogę. Szczególnie polecam również zatrzymanie się przy Rezerwacie Dołgie Małe, gdzie na pomoście można sobie odpocząć i nawet zrobić mały piknik.
W pewnym momencie dojechaliśmy do rozwidlenia dróg, gdzie trzeba było podjąć decyzję, jak dalej jechać. Jedna mapa pokazuje co innego, czego na drugiej nie ma. A jeszcze co innego przedstawia ustawiona mapa na tablicy przy trasie. Niestety jednak mój brak bogatego doświadczenia nawigacyjnego (szczególnie w lesie) i błędna decyzja wpłynęła na wybranie złego kierunku jazdy, co pociągnęło za sobą dołożenie kolejnych kilku kilometrów. Chyba zmęczenie uśpiło moją czujność, ale po sprawdzeniu lokalizacji i zapytaniu w lokalnym sklepie: “- Przepraszam, gdzie my jesteśmy?” w końcu "byliśmy w domu".
Dzisiejszy kemping w Smołdzińskim Lesie nie zachwycał, bowiem czego można wymagać od skoszonej ląki z budką z sanitariatami. Dziś również wyjątkowo mieliśmy problem z rozstawieniem namiotu, bowiem odkryty teren i silnie wiejący wiatr, skutecznie uniemożliwiał schowanie się za czymkolwiek. Staraliśmy się jednocześnie zrobić to szybko, bowiem czekała na nas plaża, oddalona o ok. 2-3 km, oraz latarnia morska w Czołpinie.
Dostanie się do tej latarni wymagało nie lada zaparcia. Początkowa fajna droga leśna zakończyła się sporym podejściem ze schodkami. Niestety nie było wyjścia, jak rowery powoli wciągnąć na górę. A ponieważ latarnia ta oddalona jest od turystycznej infrastruktury, to i ludzi mniej, więc postanowiliśmy pokonać wszystkich 71 schodków, wchodząc na sam szczyt latarni. Widok - rewelacja - na J. Gardno, czy na piaszczyste wydmy Słowińskiego Parku Narodowego. Kiedy już zbieraliśmy się do powrotu, nagle niedaleko nas przeszedł sobie lisek, który najwyraźniej był stałym bywalcem okolicznych koszy na śmieci. Lis nic nie robił sobie z naszych rozmów. Spokojnie chodził od jednego kosza, do drugiego.
Smołdziński Las to zaledwie kilka domów i oczywiście kemping, więc za bardzo nie było gdzie szaleć z jedzeniem. Całe szczęście, że na kempingu dało się zjeść jakiegoś kurczaka, popijając litewskim piwem.
Dziś znów zaliczyliśmy długi dzień. Zliczając wszystkie kilometry wyszło, że Karol pobił swój kolejny rekord dzienny. Nie spodziewałem się tego po nim, a szczególnie, kiedy w dzień poprzedni również "sieknęliśmy" 50 km. Jednak zmęczenie dało się we znaki, ale wiejący wiatr i łopoczący namiot, mocno utrudniał spokojny sen. Ale w końcu panujące ciemności skutecznie nas uśpiły.

Wizyta pod latanią w Ustce© Robert

Kierowaliśmy się na Rowy© Robert

Szlak Zwiniętych Torów© Robert

Fajny i spokojny przejazd leśną drogą© Robert

Jazda Międzynarodowym Szlakiem Rowerowym R-10© Robert

Rezerwat Jezioro Dołgie Małe - piękne miejsce© Robert

Dotarliśmy do kempingu w Smołdzińskim Lesie© Robert

Pora na plażowanie - każdemu się należy© Robert

Jazda po piachu nie była możliwa© Robert

Wspinaczka do latarni Czołpino© Robert

Latarnia Morska Czołpino© Robert

Dziś rowery "spały" z nami© Robert

Zachód słońca na kempingu© Robert
Dzień trzeci ->






